25.02.2018

Rozdział 29


Justin POV:
Siedzę na kanapie i wpatruję się w kominek. Minęły trzy dni odkąd Olivia zniknęła. Rodzice szaleją, w domu nie da się wytrzymać, a kłótnie nie ustają. Nawet teraz słyszę ich krzyki dobiegające z kuchni. Wzajemnie oskarżają się o to, co się wydarzyło. Jedno zwala winę na drugiego, wciąż zadają sobie pytanie, gdzie popełnili błąd, a ja siedzę i po prostu patrzę. Mam wrażenie, jakby uleciały ze mnie wszystkie uczucia, jakby Olivia zabrała je ze sobą. Teraz wiem, jak czuła się po moim odejściu i obiecuję sobie, że jeśli tylko ją odzyskam, nigdy więcej jej już nie stracę. Choćbym miał dla niej walczyć z całym światem, pokonam kurwa każdego! Rodzicom pozostaje jedynie zaakceptować to, że ich dzieci są nieco inne, różniące się od pozostałych. Jeśli nie, stracą nas oboje. Wiem, że to podły wybór, ale tak trzeba. Nie dam się rozdzielić z Oli, ponieważ jej brak mnie zniszczy.

Zrywam się na równe nogi, kiedy dociera do mnie dzwonek mojego telefonu, który zostawiłem w holu. Dopadam do niego, a moje serce podskakuje w piersi. To ona!
- Justin? - pyta tak cicho, łagodnie, spokojnie. Przykładam dłoń do oczu i czuję ciepłe łzy na policzkach. Boże, ta sytuacja mnie wykańcza, nie mogę tak dalej! - Skarbie, jesteś tam?
- Jestem, aniołku - pociągam nosem, uśmiecham się, a z kuchni wychodzą rodzice - Tak bardzo się o Ciebie martwiłem, wiesz? Dlaczego to zrobiłaś, dlaczego mnie zostawiłaś?
- Nigdy nie mogłabym Cię zostawić, doskonale o tym wiesz. Musiałam jedynie uciec od tej atmosfery, która mnie przygniotła. Przepraszam, nie chciałam zabrać Ci rodziny, którą odzyskałeś po roku. Nie zasługujesz na to całe gówno, wiesz? - zaciskam usta i boję się tego, co chce mi powiedzieć. Nie jestem na to gotowy! - Przemyślałam wszystko, Justin. Rozmawiałam z osobą, która uświadomiła mi wiele rzeczy. Uciekając chciałam dać sobie czas na głęboki oddech. Chciałam również zakończyć nasz związek, bo nie mam prawa niszczyć naszej rodziny. Jednak ktoś nie pozwolił mi się poddać, przez te dwa dni przegadaliśmy mnóstwo godzin, dostałam tak wiele wsparcia, otuchy i poczucia, że nasz związek nie do końca jest tak straszny. Dlatego pozwolę Ci wybrać, Justin. Kocham Cię, nie mogę odejść wiedząc, że być może Ty tego nie chcesz. Twoje zdanie jest tak samo ważne i muszę się z nim liczyć. To złe, że każę dokonać Ci wyboru pomiędzy sobą, a rodziną, ale nie mam innego wyjścia - słucham tego z przerażeniem, które niczym fala tsunami rozlewa się po moim sercu. Nie mogę jej stracić ponownie! Już raz odszedłem, drugi raz będzie dla mnie końcem - Odejdę, nigdy więcej mnie nie zobaczysz, jeśli chcesz zostać z rodzicami.
- Nie! - krzyczę i zaciskam dłoń na brzegu komody - Nie, Olivia. Nie wypowiadaj takich słów, rozumiesz mnie?! Nie pozwalam Ci, aniołku. Wiesz, że bez Ciebie nie ma mnie.
- Wiem - słyszę, jak oddycha głęboko i dodaje cichutko - A bez Ciebie nie ma mnie.
- Jesteś dla mnie najważniejsza, nic innego się nie liczy. Znasz moją odpowiedź.
- Jesteś tego pewny? To nasi rodzice, Justin. Może powinieneś się nad tym zastanowić?
- Nie, już zdecydowałem. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, ale bez Ciebie moje życie będzie... nie, chwila... w ogóle mnie nie będzie, Oli. Tak bardzo Cię kocham.
- Przylecisz do mnie? - pyta szeptem, odwracam się i wpatruję w rodziców, którzy stoją nieruchomo i wpatrują się we mnie z bólem w oczach - Nie mów rodzicom, gdzie jestem.
- Martwią się o Ciebie, maleńka. Może powinnaś chociaż z nimi porozmawiać, hmm?
- Nie chcę, Justin. Nie jestem na to gotowa, w mojej głowie wciąż dźwięczą te wszystkie bolesne słowa, które mama wykrzyczała. Obwiniła mnie o wszystko! O-ona, po prostu - nie kończy, wybucha płaczem i szlocha głośno. Schylam głowę i zamykam oczy.
- Proszę, nie płacz. Obiecuję, że wszystko się ułoży. Wierzysz mi, Oli, prawda? Powiedz to.
- Wierzę - mówi między oddechami i powoli się uspokaja - Potrzebuję Cię, Justin.
- Powiedz mi, gdzie jesteś, a będę tam jeszcze dzisiaj. No chyba, że poleciałaś na pieprzony koniec świata, to może mi zejść odrobinę dłużej - słyszę, jak chichocze przez łzy, a mój brzuch się zaciska. Przez ostatnie dni tak wiele musiała przejść - Więc?
- Jestem u Adama - och! Marszczę brwi, ale zaskoczyła mnie! - To właśnie on dał mi nadzieję na to, że może nam się udać, że nasza przyszłość jest jak najbardziej możliwa. To mądry człowiek, bez wahania kupił mi bilet i kazał przylecieć, kiedy zadzwoniłam do niego cała zapłakana. To smutne, bo moi rodzice praktycznie wyrzekli się mnie, a ojciec, którego poznałam kilka dni temu przygarnął mnie i obdarzył poczuciem bezpieczeństwa.
- Nie spodziewałem się tego po nim, ale to... miłe. Cieszę się, Oli, naprawdę, wiesz?
- Wiem, a ja cieszę się, że to właśnie on jest moim ojcem. To wspaniały człowiek.
- Chcesz zostać tam na zawsze? - pytam niepewnie, a mama marszczy czoło. Szlag!
- N-nie wiem, chyba nie. Na razie i tak nie mam dokąd pójść, a Adam zaproponował, abym u niego zamieszkała. Teraz jednak pragnę tylko się z Tobą zobaczyć, a potem pomyśleć.
- Zaraz zarezerwuję lot i przylatuję. Tylko nie płacz już więcej i po prostu czekaj na mnie.
- Będę z niecierpliwością. Napisz mi wiadomość, o której masz lot. Przyjedziemy po Ciebie.
- Dobrze, aniołku. Do zobaczenia niebawem - cmokam w słuchawkę, kończę połączenie i gapię się na rodziców, którzy nie wypowiadają nawet słowa - Oli jest cała i zdrowa.
- Gdzie ona jest, Justin? - mama pyta ostro, ale nie mogę jej tego powiedzieć - Nawet nie waż się kłamać, rozumiesz?! To moje dziecko, mam prawo wiedzieć, dokąd poleciała!
- Owszem, Olivia jest Twoim dzieckiem, ale chyba zapomniałaś o tym ostatnio, nie uważasz? - unoszę brew, a mama rozchyla usta. Czas na chwilę szczerości - Przypomnij sobie te wszystkie słowa, które z jadem i nienawiścią wykrzyczałaś jej w twarz. Złamałaś ją, mamo, odrzuciłaś swoją córkę, a ona się załamała. Zawsze powtarzałaś, że Olivia jest taka krucha, wrażliwa, a sama zepchnęłaś ją w dół - zaciska usta, kręci głową i widzę łzy na jej policzkach. Pierwszy raz od kilku dni widzę na jej twarzy jakiekolwiek inne emocje, prócz złości - Zachowałaś się paskudnie, w dodatku całą winę zrzuciłaś na nią i stwierdziłaś, że uwiodła mnie swoją urodą, ubiorem. Nie, mamo. W kobiecie cenię coś więcej, niż urodę. Olivia jest cudowna, dobra, ambitna. Ma świetne poczucie humoru i właśnie za to ją pokochałem. Za tę beztroskę, uśmiech, radość. Jest taka urocza, kochana, pomocna. Potrafi mnie rozbawić, zmobilizować do działania, pocieszyć. To nie ona mnie uwiodła, to ja zacząłem. To ja pocałowałem ją pierwszy i nie dawałem jej wręcz spokoju. To mnie powinnaś obwiniać, ale nie zechciałaś nas wysłuchać, wydałaś wyrok i teraz wymagasz ode mnie, abym zdradził Ci miejsce jej pobytu? Dlaczego, mamo? - przechlam głowę, zakładam ręce na piersiach i wpatruję się w jej zapłakane oczy. Mam ważenie, że wreszcie dociera do niej to, co zrobiła - Odtrąciłaś swoje dziecko, a właściwie dzieci. Spoko, jestem facetem poradzę sobie w tym - macham ręką, jakby to była błahostka, chociaż nie jest - Ale Olivia? Boże, mamo! Nie wiem, czy ona Ci to kiedykolwiek wybaczy!
- Przestań, proszę - chowa twarz w dłoniach, ojciec przytula ją do siebie i karci mnie wzrokiem. Wzruszam ramionami, idę do siebie i zamawiam bilet do Nowego Jorku.

Dochodzi dziewiętnasta, kiedy docieram na miejsce. Opuszczam halę przylotów, taszczę za sobą walizkę i rozglądam się w poszukiwaniu Olivii. Ludzi jest całkiem sporo, przechodzę dalej i dostaję wiadomość, że czeka na mnie przy głównym wyjściu. Zmieniam kierunek, odbijam w prawo i po chwili widzę ją razem z Adamem. Tym razem nie ma na sobie eleganckiego garnituru, a ciemne jeansy i skórzaną kurtkę. Wygląda jak zwykły człowiek.
- Olivia! - podnoszę głos, gwałtownie przekręca głowę, a nasze oczy się spotykają. Czuję, jakbym nie widział jej wieki, a nie zaledwie trzy dni! Rozchylam ramiona, zrywa się na nogi i z impetem zderza się ze mną. Miażdżę jej drobne ciało w niedźwiedzim uścisku i chowam nos w jej włosach. Cała drży, wczepia się we mnie jak rzep i ściska - Moja maleńka, tak potwornie za Tobą tęskniłem - szepczę jej na ucho i dociskam do siebie jeszcze mocniej, chociaż nie jest to możliwe. Odchyla głowę, dostrzegam łzy na jej policzkach i ogromny uśmiech na twarzy. Bez wahania przybliża się i całuje mnie zachłannie. Czuję jej ciepły język i smak balonowej gumy do żucia, moje ulubione połączenie - Mmm, tęskniłaś.
- I to jak! - mówi wprost w moje usta, liże je językiem i oddycha szybko - Nigdy więcej nie chcę się z Tobą rozstawać. Obiecaj mi, że zawsze będziemy razem, Justin. Proszę.
- Obiecuję, aniołku - odpowiadam bez wahania, bo właśnie tego chcę. Jej - Jestem przy Tobie, wszystko będzie dobrze - uśmiecham się, stawiam ją na nogach i odgarniam włosy, które opadły jej na czoło - Jesteś taka piękna - dotykam jej policzka, zamyka oczy i wtula się w moją dłoń. Uśmiecham się, bo wygląda jak mała dziewczynka - Okej, chodźmy. Adam czeka - biorę ją za rękę, chwytam torbę i podchodzimy do mężczyzny - Witaj - pewnie ściska moją dłoń, patrzy na nas, a w jego spojrzeniu widzę pełną akceptację. Wow!

Po zjedzeniu pysznej kolacji przygotowanej przez Marie, biorę ciepły prysznic i zostaję zaprowadzony do ogromnego pokoju, tuż naprzeciwko pokoju Olivii. Adam poklepuje mnie po plecach i oświadcza, że wcale nie muszę spać sam. Mruga okiem i zostawia mnie zszokowanego, stojącego na środku pokoju. Nie ukrywam, zadziwia mnie ten koleś, a przebywam w jego domu zaledwie dwie godziny. Dlaczego jego reakcja jest tak różna od naszych rodziców? Dlaczego nie obrzydza go to, że jego córka sypia z własnym bratem? Tak po prostu to zaakceptował i nie ma nic przeciwko, abyśmy spali w jednym łóżku?
- Hej - moje rozmyślenia przerywa Olivia, która przytula się do mnie od tyłu i owija dłonie wokół mojego pasa. Czuję jej ciepły oddech na plecach i usta, które składają czuły pocałunek - Stoisz i ani drgniesz, coś się stało? Widziałam Adama, który stąd wychodził.
- Tsa, potwornie mnie zszokował i musiałem przez chwilę zbierać szczękę z podłogi - odwracam się, obejmuję ją i unoszę. Posyła mi zdezorientowane spojrzenie i wsuwa palce w moje włosy - Stwierdził, że wcale nie muszę spać w tym pokoju. To tak, jakby dał nam pozwolenie na seks - poruszam brwiami, a Olivia chichocze - Lubię tego gościa, wiesz?
- Wiem, ja też go lubię. Jest zupełnie inny od rodziców, ma inne poglądy i rozumie naszą miłość. Porozmawiacie jutro i zobaczysz, jak pięknie o tym mówi. Mam wrażenie, że on bardzo tęskni za mamą i dlatego nie chce, abyśmy cierpieli tak, jak on cierpiał.
- Chcesz powiedzieć, że on kocha naszą mamę? - Olivia przytakuje głową, a ja wbijam się w szok! - Poważnie? Przecież minęło już tyle lat, jak to możliwe? Tak się w ogóle da?
- Widocznie tak. Mama była jego prawdziwą miłością, i jak się okazuje, wcale nie jestem wpadką po jednym numerku. Ich romans trwał dwa i pół roku - orzesz kurwa! Okej, na to nie byłem przygotowany! - To miłe uczucie wiedzieć, że Adam chciał mnie wychować.
- Cholercia, ale newsy! - oddycham głębiej, ale to zaskakujące - Szkoda tylko, że rodzice teraz skaczą sobie do gardeł, kompletnie się nie dogadują. I nie, to nie przez nas, Oli. Tu chodzi o coś grubszego, mama ma do niego żal, ale niestety nie wiem o co. I tak podziwiam go za cierpliwość, bo matka przechodzi samą siebie, a on zachowuje spokój. Ale nie rozmawiajmy o nich, jesteśmy tutaj, razem - pocieram nosem o jej, cmokam jego czubek i przenoszę się na usta. Olivia natychmiast pogłębia pocałunek, wzmacnia uścisk na moich włosach i owija nogi wokół moich bioder. Pomagam jej, podtrzymuję za pupę i opieram o ścianę. Całujemy się tak, jakbyśmy nie widzieli się przez długi czas. Jakbyśmy potrzebowali siebie jak tlenu, by przeżyć. Chyba właściwie tak jest, bo Oli jest dla mnie jak tlen.
- Kochaj się ze mną - mówi wprost w moje usta, przygryza wargę i uwalnia się z mojego uścisku. Stawiam ją na podłodze, podbiega do drzwi, wychyla głowę i rozgląda się po korytarzu. Po chwili zamyka je, przekręca klucz i opiera się o nie. Patrzy na mnie jak wygłodniałe zwierze, seksownie oblizuje usta i muszę przełknąć ślinę na ten widok. Moje serce przyśpiesza bicie, penis budzi się do życia, ale pragnę jej równie mocno.
- Chodź do mnie - wystawiam dłoń, Olivia rusza w moją stronę, jednak stawia minimalne kroki. W tym czasie pozbywa się krótkich spodenek, koszulki, stanika oraz majtek. Zostaje całkowicie naga, a ja gapię się na nią jak zahipnotyzowany. Kiedy wreszcie dociera do mnie, jednym ruchem pozbywa się krótkich spodenek, które jako jedyne założyłem po prysznicu. Jestem podniecony jak diabli, chociaż nie zrobiła jeszcze nic. Tak właśnie działa na mnie ona cała, jej usta, oczy, ciało, dłonie. Mam bzika na jej punkcie, dałbym się za nią dosłownie pokroić! - Na co masz ochotę? - pytam cicho, wsuwam palce w jej włosy i przeczesuję. Oli sunie dłońmi po moim torsie, opada na kolana i po prostu bierze mnie do ust. Gwałtownie wciągam powietrze, schylam głowę i patrzę na najpiękniejszą kobietę na całym świecie. Robi to tak czule, delikatnie, z przymkniętymi powiekami. Jakby samej sprawiało jej to niesamowitą przyjemność, jakby delektowała się tym uczuciem. A ja ledwo stoję, kiedy jej język doprowadza mnie do szaleństwa. Tak dobrze zna moje ciało, wrażliwe punkty i wie, gdzie uderzyć, aby wydusić ze mnie jęk. Ledwo nad sobą panuję, wbijam zęby w wargę i jeszcze chwila, a będzie po wszystkim. Jednak ona doskonale o tym wie, odsuwa się, oblizuje usta i posyła mi uroczy, pewny siebie uśmiech. Mrużę oczy, podnoszę ją i układam na kurewsko wielkim łóżku! Jasna cholera, chyba widzę coś takiego po raz pierwszy w życiu - To łóżko jest gigantyczne - stwierdzam, a Oli wybucha śmiechem. Cichnie natychmiast, kiedy tylko dotykam jej kobiecości i patrzy na mnie z tym błyskiem w oku - Mmm, jak zawsze gotowa, co? - mrugam zadziornie, zawstydza się i chowa twarz w dłoniach - Mimo to mam ochotę odrobinę Cię pomęczyć. Naprawdę tęskniłem - zabieram jej dłonie, cmokam w usta i zsuwam się w dół. Rozchylam jej nogi, które drżą i pieszczę. Daję z siebie wszystko, aby było jej jak najprzyjemniej i jestem tak bardzo szczęśliwy, że mogę być teraz razem z nią. Jeszcze wczoraj siedziałem w swoim pokoju, z roztrzaskanym sercem, kompletnie bez życia. Bałem się, że odeszła na zawsze i już nigdy nie będę mógł się do niej przytulić, ujrzeć tych pięknych oczu i radosnego uśmiechu. Wystarczy jedna chwila, aby wszytko zmienić - Auć - syczę, kiedy Olivia ciągnie mnie za włosy i wracam na ziemię - Jesteś niegrzeczna, wiesz? - wracam na górę, jej oddech szaleje, rozchyla usta i układa dłoń w dole moich pleców, po czym dociska mnie do swojego ciała - I niecierpliwa - mruczę jej do ucha i wślizguję się do środka. Z naszych ust jednocześnie ucieka jęk przyjemności, zamykam oczy i całkowicie odlatuję. W tym momencie liczymy się tylko my.



Olivia POV:
Następnego dnia jemy śniadanie w ogrodzie. Adam opowiada nam o swojej pracy i delegacji do Los Angeles w weekend. Musi wyjechać, ale mruga okiem i oświadcza, że zostawia dom pod naszą opieką. Cholera! To oznacza, że mamy dla siebie całe trzy dni?!
- Zostanie z wami Marie, żebyście nie pomarli z głodu. Proszę, nie roznieście domu, okej?
- Tato! - burczę zawstydzona, a Adam gwałtownie wciąga powietrze. Zapada cisza, patrzę na niego zdezorientowana, ale nawet nie mruga. O rany! Co z nim? - Hej, co się stało?
- Powiedziałaś do mnie tato - szepcze cicho i dopiero teraz dociera do mnie, że faktycznie to zrobiłam. To było całkowicie odruchowe! - Jestem bardzo wzruszony, córeczko.
- Nie masz nic przeciwko temu? - przewraca oczami i kręci przecząco głową - To... fajnie.
- Naprawdę jesteś gotowa, aby mówić do mnie tato, Oli? Nie musisz tego robić, wiesz?
- Mhm, ale chcę. W końcu jesteś moim tatą, tak? Nie chcę mówić do Ciebie po imieniu.
- Będę niezmiernie szczęśliwy, jeśli będziesz tak do mnie mówić. Byłem pewny, że nie prędko przekonasz się do tego zwrotu. W końcu to Thomas Cię wychował, a nie ja.
- Mam dwóch ojców, co nie przeszkadza w tym, abym tak się do Ciebie zwracała.
- Panie Adamie - do ogrodu wchodzi Marie, podchodzi i chrząka - Ma Pan gościa. Nie chciała poczekać, i... - nie kończy, bo w zasięgu naszego wzroku pojawia się... mama. Serce podskakuje mi do gardła, Justin ściska moją dłoń, a Adam zrywa się na równe nogi. 







14 komentarzy:

  1. O cie paaaanie! To,ze Justin przyjedzie to było pewne ale,ze ich matka też wpadnie w odwiedzinki to... wow! Nie mam słów! Ale to dobrze,pewnie w koncu zrozumiala swoj błąd i chce wszystko naprawić,oby nie bylo za pozno... Slodko rozdzial,lubię max!!! 💕💕

    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu skończyłaś w najciekawszym momencie... dlaczego mnie to nie dziwi? 😜 cieszę się że Justin nadal jest z Oli, kocham ich razem. No i ciekawe jak będzie wyglądało spotkanie Adama i jego miłości... Nie mogę się doczekać! Buziaki ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Adam to super gość. Super rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam za nich kciuki i mam nadzieję, że nic ich nie rodzieli...nawet matka !!!
    Bardzo fajny rozdział 😍😘😘

    OdpowiedzUsuń
  6. Nooo tego to się nie spodziewalam! Ciekawe co powie i jak zareaguje na Adama...może rozstała się z ojcem i teraz z Adamem będą? Nie wiem , ale mam nadzieje ze nie rozdzielić justina i Olivi. ..nie mogę się doczekać nasteonego rozdzialu 💕💕💕

    OdpowiedzUsuń
  7. Coooo łoooo , szkoda mi go bo on ją wciąż kocha a ona ...o nołcie

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyżby mamcia zrobila znowu swoją akcje? Jestem bardzo ciekawa dalszych wydarzeń😘😘

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do Justina że przyjechał się nie dziwię ale co robi tam ich matka ?! Cudowny 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dobrze, że chociaż Adam jest taki tolerancyjny. Całe szczęście, że pozwolił im się u siebie zatrzymać. Mamuśka nie odpuści, zrobi wszystko, aby ich rozdzielić. Pewnie wyciągnie jakieś brudy przeciwko Adamowi.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego ona im tak truje? Pewnie znów przyjechała pokrzyczeć.. Mam nadzieje, że Adam jakoś przemówi jej do rozsądku. Najważniejsze, że Oli i Justin są już razem:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny rozdział :)
    Cieszę się ze Adam nie jest przeciwko związkowi Justina i Olivii :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja miłość ☺��

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń