04.02.2018

Rozdział 26


Justin POV:Skręcam w prawo, włączam się do ruchu i staram się przygotować na to, co czeka mnie w domu. Moje kłamstwa wyszły na jaw, Olivia dowiedziała się, że nie bywam w sklepie i sama doszła do wniosku, że spotykam się z Carmen. To było pewne, że nie uda mi się utrzymać tego w tajemnicy i sam jestem sobie winien. Mogłem się przyznać, na spokojnie wyjaśnić, że lubię Carmen i nie widzę nic złego w tym, iż od czasu do czasu wybierzemy się na spacer, do kina, na lody. Traktuję ją jak koleżankę i od razu uprzedziłem, że nic więcej między nami nie będzie. Oczywiście Carmen to Carmen, machnęła ręką i stwierdziła, abym niczego nie zakładał z góry. Poprosiła mnie o szansę, której dać jej nie mogę. Nie ma bladego pojęcia o dziewczynie, którą obdarzyłem uczuciem i nigdy nie może się o niej dowiedzieć. Nikt nie może. Dlatego trudniej było mi jej wytłumaczyć, dlaczego nie chcę z nią być. Dla mnie liczyła się tylko Olivia, chociaż chciałem otworzyć się na innych ludzi. Dopiero teraz odczuwam, jak bardzo jestem związany z siostrą i w ogóle nie poświęcam czasu innym ludziom. Oli również powinna pójść w moje ślady i częściej spotykać się z Kate. Nie może być wpatrzona tylko we mnie. 

Parkuję pod domem, opuszczam samochód i wchodzę do środka. Panuje przerażająca cisza, aż dziwny dreszcz przebiega po moim ciele. Wchodzę do kuchni, a widok siedzących przy stole rodziców mnie zaskakuje. Nie rozmawiają, nawet na siebie nie patrzą, jedynie milczą i wpatrują się we własne dłonie. Mam przeczucie, że stało się coś złego. Coś z Olivią?
- Mamo, tato? - jak na komendę podnoszą głowy i patrzą na mnie smutno - O co chodzi?
- Nie wiem, synku - mam wzrusza ramionami, ociera łzę z policzka, a ojciec chwyta jej dłoń - Z Olivią dzieje się coś niedobrego. Jest załamana, zamknęła się w swoim pokoju i nie opuszcza go od kilku godzin. Powiedziała, że się poddała. Nic z tego nie rozumiem.
- Nie - kręcę głową jak w amoku, przecieram twarz rękami i mam ochotę samemu sobie przywalić. To moja wina! - Nie martwcie się, dobrze? Zaraz z nią porozmawiam.

- Próbowałam. Nie wypowiedziała nawet słowa, leży w łóżku i tępo wpatruje się w sufit.
- Mimo to spróbuję - zrywam się z miejsca, wbiegam po schodach i wpadam do jej pokoju jak tornado. Mama miała rację, faktycznie leży w łóżku, patrzy w sufit i wygląda tak, jakby uszło z niej życie. Zamykam drzwi, podchodzę i siadam na brzegu. Nie reaguje na moją obecność, oddycha miarowo, nie mruga i robi się się jej potwornie żal. Ona tak bardzo mnie kocha, a ja cholernie ją zraniłem. Mimo tego, iż Carmen nie znaczy dla mnie więcej, niż koleżanka, okłamywałem Oli. Wciskałem jej kit, że idę do sklepu, a wcale tego nie robiłem. Chciałem po prostu spędzić czas z osobą, która nie wrzeszczy na mnie, nie awanturuje się i nie wybucha zazdrością. Błąd. Gdybym nie dał Olivii powodu, nie zachowałaby się w ten sposób. Sam mam sporo za uszami, rozdzieliłem ją z Alexem, a teraz izoluję się od niej, chociaż nie chcę tego - Aniołku - szepczę cicho, dotykam jej dłoni, jednak wzdryga się i zabiera ją. Co ja narobiłem?! - Proszę, porozmawiaj ze mną.
- Zostaw mnie, Justin. Mam dość Twoich kłamstw, Ciebie - jej głos jest ledwo słyszalny, zachrypnięty, a oczy podpuchnięte. Skrzywdziłem ją, osobę, którą kocham z całego serca! - Robisz mi taki kocioł w głowie, wiesz? Raz wyznajesz, że mnie kochasz, obiecujesz, że nigdy więcej mnie nie okłamiesz, a nadal to robisz. Ponownie namieszałeś w moim życiu, które ułożyłam po Twoim odejściu i sytuacja się powtarza. Nie chcę już walczyć.
- Nie możesz, Oli! Przepraszam, kurwa, przepraszam! - gwałtownie zrywam kołdrę z jej ciała, unoszę i dociskam do swojego ciała. Nie reaguje, nie obejmuje mnie, jej ramiona opadają luźno - Wybacz mi, aniołku, spierdoliłem sprawę. Nie chciałem Cię okłamać, bałem się, że wciąż będziesz wybuchać, kiedy będę chciał wyjść z Carmen. Ukrywałem to, bo wydawało mi się, że to lepsze wyjście. Myliłem się, tak cholernie się myliłem! - odchylam się, patrzę jej w oczy, ale nic z w nich nie ma. Nie ma mojej Oli - Kocham Cię, przysięgam na wszystko, że Cię kocham. Nigdy więcej nie spotkam się z Carmen, obiecuję. Daj mi ostatnią szansę - nim się orientuję, wybucham płaczem i ponownie tulę ją do siebie - Błagam, Oli, daj mi szansę - kołyszemy się na boki, jednak ona nie wypowiada nawet słowa. Moje serce rozpieprza się na kawałki i dobitnie dociera do mnie, że mogę ją stracić na zawsze. Ta myśl mnie paraliżuje, ponieważ nie potrafię bez niej żyć! Jesteśmy od siebie uzależnieni, to nie może się tak skończyć! - Nie pozwolę Ci odejść, rozumiesz? - ogarniam się, ocieram łzy i ponownie nasze oczy się spotykają. Jest cała zapłakana, a ten widok popycha mnie na sam dół - Będę walczył do ostatniej kropli krwi, aniołku.
Na jedną, króciutką chwilę Oli posyła mi uśmiech przepełniony smutkiem, bólem i rozczarowaniem. Opuszkami palców dotyka mojego czoła, policzka nosa i ust. Robi to ostrożnie, delikatnie, jakby chciała zapamiętać ten widok na dłużej. A potem po prostu odsuwa się, układa na boku i okrywa po samą szyję. Wpatruję się w nią, zaciskam usta i powstrzymuję nową falę łez. Nasze uczucie to jeden, wielki rollercoaster. 

Wieczorem siedzę w kuchni i piszę z Carmen na Facebook'u. Ponownie nalega na spotkanie, zaprasza na imprezę i do domku swoich rodziców za miastem. Piszę wprost, że nic z tego nie będzie i więcej się nie spotkamy. Jest potwornie zaskoczona i nie rozumie moich słów. Mimo wszystko nie żałuję zerwania tej znajomości. Może i chciałem spotykać się z innymi, ale to jeszcze nie jest dobry moment. Od mojego powrotu minął nieco ponad miesiąc, a już tyle się wydarzyło. Powinienem skupić się na Oli, zaopiekować się nią, dać jej poczucie bezpieczeństwa. Nacieszyć się nią, nadrobić stracony czas. Carmen może popsuć moje plany, w dodatku liczy na coś więcej, a to zdecydowanie się nie wydarzy. Nie chcę brnąć w to głębiej, bo później może być na wszystko za późno. Zakocha się, zranię ją, a nie jestem takim skurwielem. Lepiej odizolować się teraz, póki jeszcze czas.

Nazajutrz odwiedza nas Matt z żoną i swoją córeczką. Dawno ich nie widziałem, Matt zajął się pracą, Gabrielle trochę chorowała i Rosalie nie ryzykowała, aby nie przenosić więcej zarazków. Na szczęście wszystko już wróciło do normy i wpadli w odwiedziny.
Rodzice są wniebowzięci, gruchają do małej i robią śmieszne miny. Kątem oka spoglądam na Olivię, która siedzi obok Matta, wymusza uśmiech i stara się go słuchać. Niestety Matt i Rosalie od razu zauważyli, że coś jest z nią nie tak. Tylko ślepy nie zauważyłby jej podpuchniętych oczu, smutku wymalowanego na twarzy i milczenia. Właśnie to milczenie jest najgorsze. Olivia tak dużo mówi, czasami buzia jej się nie zamyka, a teraz nie wypowiada nawet słowa. Po prostu siedzi, patrzy na Gabrielle i całkowicie się wyłącza.



Olivia POV:
Wizyta Matta i jego rodziny to był prawdziwy koszmar. Znacie to uczucie, kiedy w środku coś was rozpierdala, ale musicie uśmiechać się i udawać, że wszystko jest okej, chociaż wcale nie jest? Właśnie tak się czuję. Mam wrażenie, że coś we mnie umarło, a moje chęci na wszystko uleciały w siną dal. Nigdy nie sądziłam, że miłość może być tak piękna i jednocześnie tak trudna i popieprzona. Oddałam mu swoje serce, całą siebie i starałam się być dobrą dziewczyną. Już po naszym pierwszym pocałunku wiedziałam, że moje życie niebawem się zmieni, i zmieniło. Te trzy spędzone z nim lata były niesamowite. Poznawaliśmy siebie, nasze ciała, myśli. Z każdym dniem lgnęliśmy do siebie coraz bardziej, a świat przestał dla nas istnieć. A potem, tak nagle, niespodziewanie zostawił po sobie list i wyjechał. Opuścił mnie, zmiażdżył, nie zważając na to, jak się czuję.
Wrócił po roku, twierdząc, że jego życie beze mnie nie ma sensu. Nie istnieje sposób na to, aby o mnie zapomniał, aby pokochał inną. Nienawidziłam go, chciałam dać mu w twarz za to, jak mnie potraktował, a on po prostu mnie pocałował. I ponownie świat przestał istnieć, zostaliśmy tylko my. Mój rozwalony świat poskładał się w całość, szczęście wypełniało mnie od środka i miałam wrażenie, jakby ten rok w ogóle nie miał miejsca. Moje puste serce ponownie napełniło się miłością, nadzieją, ból ustąpił. 

Siedzę w swoim pokoju, z ciekawości wchodzę na Facebook'a i chociaż nie powinnam tego robić, zaglądam na profil Carmen. Podpieram brodę na dłoni, wpatrując się w zdjęcia, które dodała całkiem niedawno. Muszę przyznać, że pięknie wygląda z moim chłopakiem.



Patrzę na nich i myślę, w którym momencie do tego doszło? Czy mój krótki wyjazd tak wiele zmienił? Czy Justin chce z nią być, jednak trudno mu ze mną zerwać? Zmęczyły go moje wybuchy zazdrości i poszukał swobody u innego dziewczyny. A kolejne zdjęcie wręcz powiększa i tak ogromną dziurę w moim sercu. To tak bardzo boli.




Chowam twarz w dłoniach i tracę już resztki nadziei. Wygląda przy niej na szczęśliwego, spokojnego, rozluźnionego. Carmen nie robi mu scen, na pewno jest dla niego słodka, urocza i wyluzowana. Ja zostałam okrzyknięta gówniarą, a jeszcze kilka dni temu nie widział poza mną świata. Wciąż powtarza, że mnie kocha, ale chyba już mu nie wierzę.
- Olivia - wzdrygam się na dźwięk jego głosu, jednak nie reaguję. Podchodzi bliżej, układa dłoń na moim ramieniu i mocniej je ściska - Kurwa, dodała zdjęcia - szepcze cicho, trzaska klapą od laptopa i myślę sobie, że jego zaskoczyło to równie mocno, jak i mnie - Nie bierz tego do siebie, dobrze? To są tylko zdjęcia, nic więcej. Nie zdradziłem Cię z nią, Oli, przysięgam. Ten całus w policzek to wszystko, na co jej pozwoliłem - nie odpowiadam, nie zmieniam pozycji i nie chcę na niego teraz patrzeć. Czy to ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Mota się między mną, a nią i chyba sam się pogubił - Powiedz coś! Nakrzycz na mnie, daj mi w pysk, ale nie milcz, do cholery! To mnie kurwa dobija! Rozumiesz?
- Dobija Cię? - odsuwam dłonie od twarzy, podnoszę się i prycham wkurzona - A co ja mam powiedzieć, kiedy oglądam jakąś siksę, która dodaje urocze, słodkie zdjęcia z moim chłopakiem, huh? Myślisz, że sprawia mi to jakąś chorą przyjemność?! Mylisz się!
- Przepraszam! Nie wiedziałem, że ma zamiar dodać cokolwiek. Sądziłem, że po prostu chce zdjęcie i zachowa je dla siebie, a nie będzie dzielić się nim na tym gównie!
- Mogłeś po prostu powiedzieć jej, że sobie tego nie życzysz. To chyba nic trudnego?
- Daj spokój, nie myślałem o takich bzdetach. Dla mnie to naprawdę nic wielkiego.
- Tak? Odwróć role, Justin. Gdybyś miał przed oczami mnie, z innym chłopakiem, który przytula mnie do siebie lub całuje w policzek. Też byłoby to dla Ciebie nic wielkiego?
- Nie - schyla głowę i wzdycha ciężko. Co za idiota! - Czułbym się z tym źle, Oli.
- Więc zanim kolejny raz urządzisz mi scenę o moją zazdrość, zastanów się nad tym dobrze i wyobraź sobie mnie z innym. Może wtedy zrozumiesz to, co ja czuję, widząc zdjęcia.
- Nie chcę się z Tobą wciąż o to kłócić. Czy nie może być między nami tak, jak dawniej?
- A chcesz tego? Czy jeszcze Ci na mnie zależy? Wybacz, odnoszę zupełnie inne wrażenie.
- Oczywiście, że mi zależy i chcę tego! Ona nic dla mnie nie znaczy, dobrze to wiesz.
- Nie, nie jestem tego taka pewna. Nie mam nic przeciwko, abyś miał koleżanki, to przecież normalne. Co innego jednak mieć świadomość, że podobasz się Carmen i będzie dążyć do tego, abyś z nią był. To stałoby się prędzej czy później, Justin. Wciąż masz do mnie pretensje o moją zazdrość, jesteś wkurzony, krzyczysz na mnie. Nie widzisz, że właśnie to popycha Cię do niej? - mówię spokojnie, stoi zszokowany i nawet nie mruga. Chcę mu pokazać, że potrafię zachować spokój - Wciąż wkurzałeś się o Alexa, wyszło jak wyszło. Potem pojawiła się Natalie i jej manipulacja. Pokonaliśmy to, między nami było cudownie, bez grama kłótni, fochów, pretensji. Czyżbyś już o tym zapomniał? Czy w Twojej głowie utkwił tylko obraz mnie płonącej z zazdrości, strachu przed tym, że mogę Cię stracić? - Justin uchyla usta i patrzy na mnie z bólem w oczach. Widzę, jak dobitnie trafiają do niego moje słowa i właśnie o to chodziło. Chcę powiedzieć wszystko, co leży mi na sercu - Powtarzasz, że jestem gówniarą, wybacz, mam dziewiętnaście lat i muszę się jeszcze sporo nauczyć. Nie pomagasz mi, Justin, wręcz przeciwnie, izolujesz się ode mnie i w dodatku okłamujesz. To najbardziej mnie zabolało, wiesz? Wciskałeś mi kit, że idziesz do sklepu, a spotykałeś się z nią, jak tchórz. Właśnie tym coś między nami zepsułeś.
- N-nie mów tak, proszę. Popełniłem błąd, przyznaję. Nie powinienem był Cię okłamywać, to złe i zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu nie chciałem Cię tym denerwować.
- I sądziłeś, że okłamywanie mnie jest lepszym wyjściem? Justin, ufałam Ci, rozumiesz?
- Rozumiem, Oli. Nie wiem, co mam jeszcze zrobić. Przeprosiłem, jest mi cholernie przykro i obiecuję, że nigdy więcej tego nie zrobię. Nie będę spotykał się już z Carmen.
- Dlaczego, hmm? Przeze mnie? Jeśli tak, nie rób tego. Masz prawo do widywania się z kim tylko chcesz, a ja nie mogę Ci tego zabronić, ba! Nawet nie chcę. Jesteś wolny, Justin.
- Nieprawda! Nie jestem wolny, ponieważ jestem z Tobą. Mam obowiązek brać pod uwagę Twoje uczucia, zdanie, a ja to zlekceważyłem. Przez chwilę miałem dość Twojego narzekania, tych scen i przy niej poczułem się po prostu... sobą. A potem zobaczyłem Ciebie smutną, załamaną, przygnębioną i zrozumiałem, że spieprzyłem sprawę. Ani Carmen, ani żadna inna dziewczyna nie jest warta takiego widoku. Zachowałem się jak szczeniak i chociaż miałem pretensje do Ciebie, sam byłem winny tej sytuacji.
- Miło, że wreszcie zrozumiałeś, że również nie jesteś bez winy. Szkoda tylko, że byłeś dla mnie takim kutasem i ponownie mnie zraniłeś, a obiecałeś, że nigdy więcej tego nie zrobisz. Pamiętaj, że to Ty wróciłeś i to Ty ponownie namieszałeś w moim życiu. Ja nie chciałam wchodzić w to po raz drugi - burczę pod nosem, mijam go i idę wzdłuż korytarza.
- Ach, tak?! Więc to moja wina, huh?! - krzyczy za mną, docieram do schodów, jednak nie mam szansy z nich zejść. Justin chwyta moje ramię i gwałtownie odwraca mnie w swoją stronę - Jakoś nie wzbraniałaś się przed tym, kiedy Cię całowałem, wręcz przeciwnie, chciałaś tego! Nie udawaj, że nie ucieszyłaś się z mojego powrotu, Oli, nie uwierzę w to.
- Oczywiście, że się ucieszyłam, idioto! Nie znaczy to, że wybaczyłam Ci, że uciekłeś nawet się ze mnie nie żegnając. Rozerwałeś mi serce, wracasz po roku i jak nigdy nic ponownie mnie łamiesz. Zdecyduj się, kogo wolisz, bo nie mam zamiaru tkwić w trójkącie!
- Nie ma żadnego trójkąta, Olivia! Powiedziałem Ci, że nie spotkam się z nią więcej, tak? Jesteś dla mnie najważniejsza, kocham Cię i nie chcę Cię kurwa ranić! Zrozum to!
- Staram się, jednak Twoje zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Mącisz mi w głowie, kapujesz?! Raz wyznajesz mi miłość, a za chwilę twierdzisz, że masz dość mnie i moich fochów. To idzie w pakiecie, Justin, więc albo bierzesz wszystko, albo nic! Proste!
- Biorę wszystko, Oli. Wszystko! - brutalnie przypiera mnie do ściany i całuje, aż odbiera mi oddech. Staję na palcach, wsuwam palce w jego włosy i z całej siły zaciskam pięść, pogłębiając pocałunek. Zwariuję przez niego! - Kocham Cię, tak kurewsko mocno Cię kocham, wariatko! - syczy przez zęby, napiera na mnie swoim ciałem i gryzie w wargę.
- Justin - zamieramy przerażeni, kiedy dociera do nas zszokowany głos mamy. Odrywamy się od siebie, a moje serce rozrywa ogromna siła. Mama stoi na schodach i gapi się prosto na nas - O-odsuń się od niej, natychmiast - mówi cicho, a jej głos drży. Boże! To koniec!




18 komentarzy:

  1. O CHOLERA
    no to się wydało,ciekawe co ich mama z tym zrobi
    czuje,że to będzie ff bez szczęśliwego zakończenia:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałam od początku na ostatnią scenę. Szkoda , że niedziela dopiero za tydzień. Nie mogę się doczekać!
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu, od początku tego rozdziału miałam przeczucie, że to się tak skończy. Juz nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Super

    OdpowiedzUsuń
  4. O cholera będa kłopoty!
    Juz myslalam się ułoży a tu ich matka musiał sie pojawić...
    Nie mogę się doczekac następnego! ☺😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak coś czułam, że w tym rozdziale prawda wyjdzie na jaw. O boze, ja chyba nie wytrzymam do nastepnej niedzieli:(( Jestem tak strasznie ciekawa dalszej akcji

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja pieeeerdole niech uciekają! Dlaczego ta prawda wyszła na jaw tak szybko?! :(

    OdpowiedzUsuń
  7. O boże....
    Niech oni będą razem!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurwa stało sie.. ciekawe jak to wszystko sie teraz potoczy :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosze Cie Kasia, dodaj jakis bonusowy rozdział tutaj, nie wytrzymamy do niedzieli! :(

      Usuń
  9. O matko!! Tego to nie dało sie przewidzieć😂 ale szczerze to tak od połowy zaczynalam sie zastanawiać gdzie są ich rodzice 😊 czekam na kolejny💕💕💕

    OdpowiedzUsuń
  10. O Mój Boże... i co teraz? Jestem w szoku! Co tu się dzieje w ogole?! Chce następny szybciutko! Świetny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. O mój Boże! Niemożliwe. ..co teraz będzie. ..rozdziela ich ...nie Ne nie to nie mialo się wydać! Boże kocham to opowiadanie , tak bardzo nie mogę się doczekać następnego rozdzialu. ... co teraz będzie? 😭😭😭

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale się narobiło..Mam nadzieje, że ich mama jakoś ich zrozumie. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału:(

    OdpowiedzUsuń
  13. Upsss.. no to się porobiło 😱
    Kiedyś musiał nadejść ten moment 😒
    Super rozdział 😛

    OdpowiedzUsuń
  14. Będą dymy....

    OdpowiedzUsuń
  15. hejka :) ostatnio nie miałam za bardzo czasu na czytanie twoich cudownych opowiadań.Ale teraz wracam i mam zamiar wszystko nadrobić :) cudne opowiadanie chce się czytać kiedy następny rozdział ? Piszesz jeszcze jakieś opowiadania ? Masz naprawdę ogromny talent :)

    OdpowiedzUsuń