28.01.2018

Rozdział 25


Olivia POV:
Reszta pobytu w Cancun to dla mnie koszmarna męka. Staram się robić dobrą minę do złej gry i udawać przed Kate, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę jestem na dnie. Płaczę po nocach, prawie nie sypiam, a w ciągu dnia ledwo kontaktuję. Moja przyjaciółka wiele razy próbowała wyciągnąć powód mojego złego samopoczucia, ale nie pisnęłam nawet słowa. Tak bardzo, jak chciałam jej się zwierzyć, tak nie mogłam tego zrobić. Była moją przyjaciółką, ufałam jej, jednak kwestia mojego związku musiała pozostać tajemnicą. Zapewne zwierzając się jej odetchnęłabym z ulgą, ale nawet tak bliska mi osoba nie mogła o tym wiedzieć. Nie jestem w stanie przewidzieć jej reakcji, może odwróciłaby się ode mnie, znienawidziła? Kochałam ją jak siostrę, ale równie dobrze to mogłoby być dla niej zbyt wiele i nie miałabym do niej o to żalu. Tkwiłam w zakazanym związku, który każdego dnia niszczył mnie bardziej. Kochałam go, nienawidziłam i tak bardzo potrzebowałam. Wciąż w głowie dźwięczały mi jego ostatnie słowa, które wypowiedział na chodniku, a przez moje ciało przebiega nieprzyjemny dreszcz. Czy byłam na niego zła? Nie, ja byłam na niego wkurwiona. Jednak ponad złość wybijał się ból, który zjadał moje biedne serce. Nie powinien był tego mówić, zranił mnie, a obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobi. I mimo mojej miłości czułam, że traciłam go i docierało to do mnie w każdej minucie tych cholernych, trzech dni. Coś się między nami zepsuło, pękło i obawiałam się, że nie uda nam się tego posklejać. Może to i lepiej? Justin zasługuje na kogoś lepszego, na normalny związek, normalną dziewczynę i być może ma być nią właśnie Carmen. Bałam się, co zastanę po powrocie do domu i siedząc teraz w samolocie ledwo mogłam wytrzymać. Justin nie odezwał się do mnie od niedzieli, odkąd wyleciał z Cancun, czym dał mi do zrozumienia, że "nas" już nie ma. Na samą myśl mój żołądek wywijał koziołka i czułam nadchodzące zmiany w swoim życiu. Powtórka. Przeklęta powtórka z rozrywki. Przerabiałam to już, Justin zostawił mnie raz, drugi raz zapewne byłby dla niego o wiele łatwiejszy. Widocznie moje zachowanie, sceny zazdrości mu nie odpowiadają i nie potrafi dojrzeć w sobie takiego samego zachowania względem mnie. To śmieszne, że mamy takie same cechy charakteru. Zazdrość jest paskudna, a właśnie niszczy nasz związek.


O godzinie mojego przylotu nie informuję ani Justina, ani rodziców. Biorę taksówkę i jadę do domu. Niestety droga mija zdecydowanie zbyt szybko i nim mam okazję pomyśleć o tym, co w nim zastanę, kierowca zatrzymuje się pod bramą. Pomaga mi wyjść walizkę z bagażnika, płacę i dziękuję mu słabym uśmiechem. Kiedy zostaję sama, spoglądam na dom, wzdycham ciężko i idę przed siebie. Moje serce tłucze się w piersi, jednak nie dostrzegam samochodu Justina i to podnosi mnie na duchu. Nie ma go. Nie mam siły, aby teraz się z nim skonfrontować. Potrzebuję czasu, aby przemyśleć to, co miałabym mu powiedzieć. Właściwie co mam mu powiedzieć? Przeprosić za swoje zachowanie? Nie, to głupie! Mam prawo do zazdrości, ponieważ Carmen chce mi go odebrać, a może już jej się to udało? Justin sam powiedział, że może go uwieść, a skoro mu się podoba już niedaleka droga.
- Nie myśl o tym - szepczę do siebie, oddycham głęboko i otwieram drzwi kluczem.
W środku panuje przyjemna cisza, odstawiam walizkę, zsuwam buty i opadam na kanapę w salonie. Gapię się w kominek, czuję w sercu ogromną pustkę i po prostu wybucham płaczem. Moje wakacje marzeń okazały być się kompletną porażką!



Siedzę w kuchni, próbuję wcisnąć w siebie płatki z mlekiem, jednak słabo mi idzie. Mój żołądek ściśnięty jest na supeł, w dodatku jest po siedemnastej i zaraz wszyscy wrócą z pracy. Jak mam zachować się przed rodzicami? Znają mnie i doskonale wyczują, że coś jest nie tak. Nie umiem udawać i jestem pewna, że zasypią mnie gradem pytań!
- Olivia?! - wzdrygam się, na donośny głos mamy. W domu robi się lekkie zamieszanie, słyszę rozmowy, śmiechy i muszę zacisnąć usta, aby się nie rozbeczeć - Kochanie? Jesteś?! - jak na zawołanie do kuchni wchodzi, mama, tata i... Justin - Och, córeczko! - mama podchodzi i przytula mnie do siebie. Opieram brodę na jej ramieniu i wpatruję się w tatę, który marszczy brwi zaskoczony i właśnie kojarzy fakty - Cieszę się, że już wróciłaś. W tym domu jest bez Ciebie zdecydowanie zbyt cicho - odchyla się, odgarnia włosy z mojej twarzy i kiedy widzi moją minę, uśmiech natychmiast znika - Boże, co się stało, Olivia?!
- Nic, wszystko jest w porządku - chrząkam, oblizuję usta i wysilam się na marny uśmiech.
- Nie wydaje mi się, dziecko. Jesteś smutna, masz podpuchnięte oczy i wyglądasz jak cień!
- Ktoś Cię skrzywdził? - tata podchodzi bliżej, unosi moją głowę palcem i uważnie się we mnie wpatruje - Musisz nam powiedzieć, Kochanie. Stało się coś na tych wakacjach?
- Powiedziałam, że nie. Nie macie powodu do zmartwień, jestem po prostu zmęczona.
- Tak nie wygląda zmęczenie, tak wygląda załamanie! - mama odsuwa się, chodzi nerwowo po kuchni, a ja czuję na sobie wzrok Justina. Nie mam odwagi na niego spojrzeć - Mów natychmiast, słyszysz? Nie waż się niczego przed nami ukrywać. Trzeba iść na policję!
- Na policję? Mamo, czyś Ty zwariowała? Przecież nic się nie stało, uspokój się! Boli mnie głowa, nie wyspałam się i zmęczył mnie lot. Naprawdę chcesz iść z tym na policję?
- Kłamiesz, Olivia - mruży oczy i doskonale znam to spojrzenie. Zawzięła się i nie da mi spokoju, świetnie! - Ktoś Cię zgwałcił? - o,mój,boże! Tego jest już za wiele! - No mów!
- Nie! Oczywiście, że nie! - krzyczę, zeskakuję z krzesła i odsuwam się od nich - Nikt mnie nie zgwałcił, jestem cała i zdrowa! - wyrzucam ręce w górę, a rodzice patrzą na mnie zszokowani - No, co? Wkurzacie mnie, okej? Nic mi nie jest, zakodujcie to sobie w głowach i wyluzujcie - zostawiam ich, biegnę na górę i trzaskach drzwiami od swojego pokoju. 

Przesypiam pół dnia i całą noc. Następnego dnia schodzę na dół, jednak zatrzymują mnie głosy dochodzące z kuchni. Już mam wejść do środka, ale wyłapuję swoje imię.
- Olivia jest dziwna, coś się stało - głos mamy brzmi smutno i robi mi się jej żal.
- Dlaczego tak uważasz? - och, to Justin - Może naprawdę była tylko zmęczona?
- Poważnie? Widziałeś ją? Wyglądała na załamaną, jakby ktoś wyrządził jej krzywdę.
- Gdyby tak się stało, na pewno by nam o tym powiedziała. Zawsze o wszystkim wam mówiła, prawda? Jesteście jej wsparciem - tsa! Powinnam im wszystko wyśpiewać!
- Boję się o nią, Justin. Proszę, porozmawiaj z nią, dobrze? Macie ze sobą taki dobry kontakt, może Tobie chętniej powie coś więcej? Wczoraj była taka zdenerwowana.
- Wiesz, jaka jest Olivia. Ponosi ją złość i wybucha jak wulkan - goń się, Ty dupku!
- Masz taki sam charakter, jak ona - ha! - Również jesteś wybuchowy i porywczy.
- Dzięki, mamo - burczy pod nosem, a ja się uśmiecham - Nie martw się, pogadam z nią.
- Dziękuję, jesteś kochany. Muszę uciekać do pracy, zadzwoń do mnie, jeśli czegoś się dowiesz. Tylko bądź ostrożny i nie naciskaj na nią za bardzo. Jest wrażliwa - słyszę stukot jej szpilek, przytulam plecy do ściany i nie ruszam się, dopóki nie wychodzi.
Zapada cisza, normuję swój przyśpieszony oddech i robię krok do przodu. Tym razem zatrzymuje mnie dzwonek telefonu Justina i natychmiast przystaję w miejscu.
- Hej, Carmen - och! Więc nadal utrzymuje z nią kontakt? - Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę się z Tobą spotkać. Możemy to przełożyć na inny dzień? Jestem trochę zajęty - zapada cisza, przełykam ślinę i przykładam dłoń do serca, które się kurczy. Próbuję zachować spokój, nie wybuchnąć i nie zrobić z siebie idiotki. Skoro tego właśnie chce, dam mu wolną rękę. To jego życie, on o nim decyduje. Jeśli chce spotykać się właśnie z nią, w porządku - Świetnie. Więc do zobaczenia, pa - kończy połączenie, wzdycha ciężko i ponownie zapada cisza. Odganiam napływające do oczu łzy, zbieram się na odwagę i wchodzę do kuchni. Zerkam na niego przelotnie, gapi się w białą filiżankę i okręca ją dookoła. Podnosi głowę dopiero wtedy, kiedy dociera do niego dźwięk otwieranych przeze mnie drzwi lodówki - Oli? - pyta cichutko, nie reaguję i nalewam soku do szklanki. Czuję się niezręcznie i mam wrażenie, jakby był obcym dla mnie człowiekiem. Przypominam sobie jego słowa i wciąż nie wierzę, że naprawdę to powiedział. Wiedział, że zaboli mnie to jak nic innego, mimo wszystko wypowiedział je na głos. Oświadczył, że Carmen może go uwieść, ponieważ jest śliczną dziewczyną. Dopiero teraz dociera do mnie, jak bardzo podłe było to z jego strony - Musimy porozmawiać - spinam się i mocniej zaciskam palce na szklance. Nienawidzę tych słów, bo nigdy nie wróżą nic dobrego. Tak bardzo się boję.
- Chcesz mi powiedzieć, że między nami wszystko skończone? Wiem o tym, Justin.
- C-co? - jąka się, jakbym go zaskoczyła. Słyszę jego kroki, a po chwili czuję dłonie, które układa na moich ramionach - Dlaczego powiedziałaś coś takiego? Nie rozumiem tego.
- Nie odezwałeś się do mnie od niedzieli, spotykasz się z Carmen. Chyba wszystko jasne.
- Nie mów tak - delikatnie przekręca mnie w swoją stronę i zmusza, abym na niego spojrzała. Gapię się w jego piękne oczy, a moje serce zaciska się z żalu. To wszystko jest tak kurewsko popierdolone! - Nic między nami nie jest skończone, aniołku. Kocham Cię, przecież o tym wiesz - próbuje mnie przytulic, jednak postanawiam zachować bezpieczną odległość i robię krok w tył. Jest zaskoczony moim ruchem, ale nie komentuje tego - Przepraszam za to, co powiedziałem wtedy w Cancun, to był ogromny błąd. Nie chciałem.
- To była szczera prawda, Justin. Carmen jest piękna i nie dziwię się, gdybyś uległ.
- Nic takiego nigdy nie będzie miało miejsca - zaciska szczękę i widzę w jego oczach złość - Jest moją koleżanką, niczym więcej. Wtedy poniosła mnie złość, wyprowadziłaś mnie z równowagi i paplałem głupoty. Jest mi bardzo przykro, wiesz? Wybaczysz mi? Proszę?
- Już dawno Ci wybaczyłam, ale nie zapomniałam - schyla głowę, wzdycha ciężko i zamyka oczy - Powiedziałeś wiele przykrych słów, które bardzo mnie zabolały. Po co więc dalej to ciągnąć, skoro wciąż jestem zazdrosna, urządzam Ci sceny i zachowuję się jak gówniara? Męczysz się ze mną, Justin, a ja nie chcę, żeby ten związek zniszczył i Ciebie i mnie.
- Kurwa, Oli, nie mów mi tego, okej? - unosi głowę i patrzy na mnie wkurzony - Nie zrezygnuję z Ciebie, nie pozwolę Ci odejść. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie, oddam za Ciebie własne życie, rozumiesz?! - wbijam zęby w wargę i czuję ciepłe łzy na policzkach. Jestem tym wszystkim zmęczona - Nie płacz, błagam. Obiecuję, że będzie dobrze, postaram się o to. Znowu będziesz uśmiechnięta i szczęśliwa, zobaczysz.
- Wątpię w to. Mam wrażenie, że coś między nami pękło i nie da się już tego posklejać.
- Bzdura! - mówi pewnie, unosi dłoń i ociera moje policzki - Przestałaś mnie kochać?
- Poważnie mnie o to pytasz? Nie da się przestać kogoś kochać tak nagle, Justin.
- Więc dlatego będziesz walczyć, rozumiesz? Nie pozwalam Ci się poddać. Nasza miłość jest nie do pokonania, tyle już przeszliśmy i damy sobie radę. Zapewniam cię, nic nie pękło.

- Chciałabym w to wierzyć, na razie słabo mi idzie. Jestem zmęczona tym zamieszaniem, wakacjami, które okazały się być niewypałem. I na deser twoja urocza wiązanka.
- Spójrz na mnie - staje naprzeciwko mnie, ujmuje moją głowę w dłonie i unosi, aby nasze oczy mogły się spotkać - Z całego serca Cię za to przepraszam. Chciałem ugryźć się w język, ale niestety nie mogłem. Nie wiem, co skłoniło mnie do powiedzenia tego na głos, ale żałowałem już trzy sekundy później. W nocy nie mogłem spać, w dzień myślałem tylko o Tobie. Rozpieprzało mnie od środka i byłem na siebie potwornie wkurwiony.
- Więc dlaczego się nie odezwałeś, huh? Czekałam to znak od Ciebie, a Ty milcząc dałeś mi do zrozumienia, że masz mnie w dupie. To zabolało mnie równie mocno, wiesz?
- Wiem! Jestem do bani, Oli. Popełniam masę błędów, ale wiedz, że kocham cię najmniej na świecie. Nie chcę żadnej innej i nigdy nie mógłbym dotknąć innej dziewczyny.
- Ja ciebie też kocham. 
Proszę, nie zrań mnie. Już raz to zrobiłeś, drugiego razu nie zniosę.
- Nie będzie drugiego razu, przysięgam na wszystko! Nie zawiodę cię nigdy więcej, liczysz się tylko ty - przytula mnie do siebie, opieram głowę na jego torsie i zamykam oczy. 



***
Do końca tygodnia panuje spokój. Rodzice również odpuszczają, a mój dobry humor ich przekonuje. Wyjaśniłam im, że miałam gorszy dzień i przeprosiłam za swój wybuch. Rozumieli mnie i na szczęście nie gniewali się na mnie. Kochałam ich i nie miałam ochoty na żadne kłótnie, miałam ich zdecydowanie po dziurki w nosie!
Justin spędzał ze mną popołudnia, kiedy wracał ze sklepu. Cieszyłam się, że wreszcie wziął sobie do serca swój własny interes i pomagał chłopakom. Szło im coraz lepiej, a klientów przybywało. Justin był bardzo zadowolony, co również udzielało się i mnie.

W poniedziałek budzę się w świetnym nastroju i postanawiam zrobić mu niespodziankę. Biorę prysznic, suszę włosy i zostawiam je rozpuszczone. Na twarz nakładam odrobinę podkładu, tuszuję rzęsy i pociągam usta truskawkowym błyszczykiem. Wyglądam o niebo lepiej, sińce pod oczami zniknęły, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Prawidłowo!
Postanawiam założyć krótkie, jeansowe spodenki, które Justin uwielbia. Zawsze powtarza, że wyglądam w nich cholernie seksownie i w sekundę robi się twardy. Do tego dobieram bluzeczkę bez ramiączek i wiążę ją u dołu. Mrugam do siebie w lustrze, biorę torebkę i opuszcza dom. Do sklepu mam zaledwie dziesięć minut piechotą, pogoda jest piękna i mam ochotę na spacer. Lekki wiaterek rozwiewa moje włosy, uśmiecham się do siebie i witam z sąsiadką. Patrzy na mnie zaskoczona, nie przepadam za nią i przeważnie ją olewam.


Otwieram drzwi od sklepu i wchodzę do środka. Mój kuzyn właśnie obsługuje klienta, tłumaczy mu coś o zaletach procesora, a przyjaciel mojego brata siedzi na zapleczu i naprawia komputer. Idę do niego, siadam na krzesełku i cmokam go w policzek.
- Hej, mała. Dawno Cię nie widziałem, a się opaliłaś! Pewnie byłaś na wakacjach, co?
- Mhm, ale tylko na tydzień. A Ty? Proszę, nie mów, że ciągle tylko praca i praca?
- No niestety, ktoś musi pilnować tego interesu, nie? Niestety Justin ma nas w nosie.
- Co? - marszczę brwi, ale nic z tego nie rozumiem - Myślałam, że jest tutaj codziennie.
- Codziennie? Chciałbym! - prycha rozbawiony, a mój żołądek się zaciska. Kurwa, co on odwala?! - W tamtym tygodniu był dwa razy, dzisiaj jedynie na dziesięć minut.
- No tak, szefuńcio - przełykam ślinę, mój oddech przyśpiesza i właśnie z siłą rozpędzonej ciężarówki dociera do mnie, że Justin perfidnie mnie okłamuje. Karmił mnie bzdurami, że spędza czas w sklepie, a tak naprawdę przebywał tutaj od święta. Jasna cholera, czy to oznacza, że spotykał się z Carmen? - Okej, muszę uciekać. Wpadłam tylko na chwilę.
- Jasne, odwiedzaj nas częściej i przekaż Justinowi, że jutro jest spora dostawa.
- Oczywiście, powiem - czochram jego włosy i opuszczam sklep ledwo nad sobą panując. Jestem potwornie rozczarowana tym, czego się właśnie dowiedziałam. Maszeruję przed siebie, trzęsę się, a moje serce ponownie się roztrzaskuje - Okłamał mnie - szepczę do siebie, skręcam w wąską, ślepą uliczkę i opieram plecy o zimną ścianę. Skoro się z nią spotyka, dlaczego nie powiedział mi tego otwarcie? Po co te kłamstwa, oszukiwanie? Obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobi, a właśnie łamie dane mi słowo.

Wchodzę do domu, trzaskam drzwiami i wyjmuję telefon z torebki. Opadam na kanapę, wchodzę w skrzynkę odbiorczą i myślę, co powinnam mu napisać. Nie mam zamiaru urządzać mu kolejnej sceny, nie mam na to już sił. Muszę zachować spokój.




Odkładam telefon, ale nie przychodzi już żadna wiadomość od Justina. Zamykam oczy, robi mi się niedobrze na jego perfidne kłamstwa i mam ochotę zniknąć, po prostu przestać istnieć. Sytuacja znowu się powtarza, ale sama jestem sobie temu winna. Mogłam nie zaczynać tego po raz drugi, chociaż Justin nie dał mi wyboru. Zniszczył mój związek z Alexem, przywłaszczył mnie sobie ponownie, okręcił wokół małego palca i znowu rani. Czuję, że nasz związek jest tylko kwestią czasu i lepiej już teraz przygotować się na najgorsze. Odseparować się, nie pozwalać się dotykać, całować, pieścić. Unikać go jak ognia, nie patrzeć w jego piękne oczy. Pozwolić mu odejść, skoro wybrał inną.

Siedzę w kuchni, opieram łokcie na stole i chowam twarz w dłoniach. Mam dość. Po prostu dość. Jestem rozwalona na kawałki i chyba już się poddałam. Nie chcę walczyć, nie chcę wierzyć w jego puste słowa. Nie rozumiem, co nim kieruje, nie rozumiem jego zachowania, nie rozumiem kompletnie nic! Kocha mnie, każe walczyć, a sam mnie okłamuje, potajemnie spotyka się z Carmen, wraca do mnie i udaje, że wszystko jest dobrze.
- Córeczko - dociera do mnie głos mamy, powoli podnoszę głowę i patrzę na nią bez żadnych emocji. Stoi zszokowana, nie spuszcza ze mnie wzroku i zapewne nie tego się spodziewała. Jednak ja już nie mam siły udawać, to koniec - Boże, co się stało, dziecko?
- Poddałam się, mamo - szepczę cicho, podnoszę się i mijam ją. Nic już nie ma, nic...




17 komentarzy:

  1. Ja pierdole co za chuj..
    Przepraszam za słownictwo ale aż mnie boli :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdziele... Justin co ty odwalasz do cholery ?!??

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg... Justin ogarnij się!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda mi Oli , Justin brak mi słów

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czemu mi się wydawało że coś się za tym kryje głębszego, że on nad czymś "pracuje" dla nich dla Oli ,ale jak to mówią nadzieja matką głupich

    OdpowiedzUsuń
  6. Co ten Justin odwala :/ Nie rozumiem go... Jak niby mu zalezy na Oli to czemu ją kłamie i rani, wcale jej sie nie dziwie że sie poddała.
    Mega rozdział ;*♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Pieprzony dupek! Chyba bym mu jaja urwała! Ciekawe jak Oli wytłumaczy się z tego rodzicom. ..
    Kurcze, mega się wczuwam w Twoje ff i nie umiem pohamowac emocji , chciało mi się płakać jak czytałam ten rozdział. ..
    Nie mogę się doczekać następnego! Może jakiś bonusik wcześniej? Buziaki, pozdrawiam 😘😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wierzę że zachował sie jak totalny dupek...

    OdpowiedzUsuń
  9. Co ten Justin robi? Z jednej strony czułe słówka, a z drugiej jakieś kłamstwa. Co On takiego kombinuje.?
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  10. I znów kłótnia 😢 świetny rozdział 😛

    OdpowiedzUsuń
  11. Mega rozdział;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem zaskoczona ze sie poddała.. Do tego musiało kiedyś niestety dojść �� sama chyba dlugo bym tego nie wytrzymala�� czekam na kolejny rozdzial��

    OdpowiedzUsuń
  13. Justin ty osle :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja pierdole co ten Justin robi???? Idiota czy idiota? Szkoda mi Oli,nie zasługuje na niego i na takie traktowanie:(

    OdpowiedzUsuń
  15. Co on wyczynia ????

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajny rozdział ale Justin... brak słów

    OdpowiedzUsuń