21.01.2018

Rozdział 24


Olivia POV:
Budzi mnie potworny ból głowy. Zanim mam szansę otworzyć oczy, z moich ust ucieka przeciągły jęk i krzywię się na to nieprzyjemne uczucie. Niech to szlag, przesadziłam z alkoholem! Wczoraj było świetnie, ale dzisiaj będę za to pokutować. Po prostu bosko!
- Wstawaj - do pokoju wchodzi Kate, rozsuwa zasłony, a dawka ostrego światła przenika przez moje zamknięte powieki. Auć! - Dochodzi szesnasta, dziewczyno! Co z Tobą, huh?
- Nic? Mam kurewskiego kaca, okej? Chyba nie trudno się tego domyślić, prawda?
- Ha! Masz za swoje! Piłaś jednego drinka za drugim. A mówiłam Ci, że tak będzie!
- Serio, mówiłaś? - uchylam powieki i patrzę na nią błagalnie - Szkoda, że tylko mówiłaś, a nie zabroniłaś mi pić - zakłada ręce na biodrach i unosi brew, ups! - Przepraszam.
- Nie masz mnie za co przepraszać, Oli. Skoro chciałaś pić, piłaś. Teraz wstań, weź prysznic i doprowadź się do porządku. Zamówię Ci obiad i czmycham do mojego przystojniaka.
- Dziękuję, jesteś kochana - cmokam w powietrzu, macha dłonią i wychodzi z pokoju. Powoli wygrzebuję się z łóżka, jęczę pod nosem i kiedy staję na nogi natychmiast żałuję tych cholernych szpilek, które włożyłam na stopy! Moje nogi koszmarnie cierpią!

Po prysznicu czuję się o niebo lepiej. Wkładam na tyłek szare, dresowe spodenki i krótki, luźny top. Nucę pod nosem, rozczesuję wilgotne włosy i nakładam nieco podkładu na twarz, który ukrywa zmęczenie. Mrugam do siebie w lustrze, człapię do salonu, a w moje nozdrza uderza piękny zapach. Na stole czeka na mnie obiad, w postaci makaronu z sosem, mniam! Mój brzuch daje o sobie znać, siadam na krześle i zabieram się za jedzenie. W międzyczasie wyjmuję telefon z torebki, która leży tuż obok mnie i sprawdzam skrzynkę. Mam kilka wiadomości od mamy, która się martwi. Odpisuję, że u mnie wszystko w porządku i obiecuję zadzwonić wieczorem. Jaka szkoda, że Justin milczy.

Postanawiam dołączyć do Kate. Zakładam na nogi trampki, nawet się nie przebieram i zmierzam do windy. Mam nadzieję, że nadal tam jest i już nie jest na mnie zła, że tak się schlałam. Cóż, musi mnie zrozumieć. Musiałam odreagować, wyrzucić z głowy Justina, moją cholerną zazdrość i uśmiechniętą Carmen, tulącą się do mojego chłopaka. Na samą myśl ponowie się złoszczę, a nie chcę tego. Oddycham głęboko, czekam na windę i zamykam oczy. Spokojnie, Oli. Wdech i wydech, nie myśl o nich. Nie teraz, nie tutaj.
Drzwi się rozsuwają, już robię krok w przód jednak dzieje się coś, czego się nie spodziewam. Ktoś obejmuje mnie od tyłu, zasłania dłonią usta i ciągnie za sobą. Wyrywam się, piszczę w jego dłoń, walczę, niestety ów ktoś jest o wiele silniejszy. Przerażenie szturmem rozlewa się po moim ciele, a łzy czają się pod powiekami. Boże, kto to jest?! Czego ode mnie chce?! Pieniędzy?! Nie mam ich przy sobie, czy to znaczy, że będzie chciał czegoś innego? Nie mogę mu na to pozwolić, do cholery! Próbuję odciągnąć jego dłonie, aby móc chociaż krzyknąć, ale w tym momencie otwiera nogą drzwi i wchodzi do środka. To koniec! Zaraz stanie się coś strasznego, czuję to. Zgwałci mnie, a może i nawet zabije! Być może nigdy nikt nie znajdzie mojego ciała, a rodzice nie dowiedzą się, co stało się z ich dzieckiem. Chce mi się beczeć, bo to naprawdę beznadziejna i żałosna śmierć.

Poddaję się, kiedy napastnik zamyka za nami drzwi, prowadzi mnie w głąb apartamentu i docieramy do ogromnej sypialni. Wybucham płaczem, a moje przypuszczenia właśnie się potwierdzają. Zrobi to, skrzywdzi mnie i co najśmieszniejsze, w biały dzień, w hotelu!
- Ciii - słyszę szept tuż przy uchu, jak sparaliżowana wpatruję się w ścianę przed sobą, bo doskonale rozpoznaję głos - Uspokój się, aniołku - emocje opadają. Nogi uginają się pod ciężarem mojego ciała, Justin natychmiast reaguje, przytrzymuje mnie i układa na łóżku. Dyszę ciężko, moje serce wali jak oszalałe i wreszcie wybucham płaczem. Zapowietrzam się, trzęsę i rozpadam na kawałki. Jestem zszokowana tym, co właśnie zrobił jak i tym, że jest tutaj, w Cancun! - Kochanie, nie płacz. Przepraszam - unosi mnie, przytula do swojego ciała i głaszcze po plecach. Nie potrafię się uspokoić, jestem zbyt przestraszona sytuacją - Nie chciałem tego tak rozegrać, poniosła mnie złość. Wybacz - szepcze do mojego ucha, kołysze mnie na boki i całuje w ramię. Mija naprawdę długa chwila zanim całkowicie się uspokajam, przestaję płakać i wracają mi wszystkie siły. Justin odchyla się, unosi palcem moją głową i ociera łzy. Gapię się na niego i zastanawiam, jakim cudem się tutaj znalazł? Po co przyleciał? - Lepiej? - przytakuję, przecieram twarz ręką i biorę głęboki oddech - Nie sądziłem, że tak zareagujesz. Czy coś się stało, Oli? Wiesz, że możesz mi powiedzieć.
- N-nic się nie stało. Po prostu... przed wyjazdem ostrzegałeś mnie, kazałeś być ostrożną i bałam się, że ktoś chciał zrobić mi krzywdę. Śmiertelnie mnie przestraszyłeś, Justin.
- Naprawdę przepraszam. Czekałem na Ciebie od dwóch godzin, nie mogłem ot tak wejść do waszego pokoju ze względu na Kate. Nie może dowiedzieć się, że tutaj jestem.
- Dlaczego właściwie przyleciałeś? Stało się co? - patrzę mu w oczy i widzę w nich złość.
- Przyleciałem, bo odpierdalasz gówno, Oli - burczy wkurzony, podnosi się i wsuwa dłonie w kieszenie spodenek. Co on właśnie powiedział?! - Co miał oznaczać ten post na Facebook'u, huh?! - och, i o to tyle szumu? - Chciałaś zrobić mi na złość? Zemścić się za Carmen?
- Nie, nie wszystko kręci się wokół Ciebie - prycham rozbawiona, ale nie pokażę mu swojej słabości. Będę twarda! - Chciałam go dodać i dodałam. Z czym masz problem?
- Mówisz serio? - gapi się na mnie zaskoczony i przechyla głowę - Jakiś obcy facet dotyka Twojego tyłka, a Ty z radością dodajesz to na portal społecznościowy? Co z Tobą?
- Nic? Ze mną wszystko okej, dziękuję za troskę. I nie rób z tego takiej wielkiej afery.
- Nie poznaję Cię, Oli - wzdycha ciężko, a jego wyraz twarzy się zmienia. Złość mija, za to dostrzegam rozczarowanie i natychmiast czuję się winna - Przyznaj, że to przez Carmen.
- Tak! Zadowolony?! To właśnie przez nią. Zapewniałeś mnie, że jej nie trawisz, jest irytująca i nie masz zamiaru się z nią spotkać! A co widzę?! Wasze słodkie zdjęcie! Kurwa, Justin! W co Ty sobie pogrywasz, huh? - płonę ze złości, zwijam dłonie w pięści, ale mam tego wszystkiego dość - W dodatku ukryłeś to przede mną i liczyłeś, że nigdy się nie wyda, prawda? Jaka szkoda, że urocza Carmen spieprzyła Twój plan i opublikowała to zdjęcie.
- Nie powiedziałem Ci tego, bo oboje wiemy, że zrobiłabyś mi awanturę! - och! Zaciskam usta i patrzę na niego ze smutkiem. Zabolało - Chciałem sobie tego oszczędzić, tyle.
- Więc, teraz będziemy się okłamywać, tak? - mówię cicho, Justin zamyka oczy i zasłania twarz rękami - To smutne, wiesz? Jesteś moim chłopakiem, sądziłam, że szczerość to podstawa. Ja mówię Ci o wszystkim, a Ty zaczynasz mieć swoje tajemnice. Jeśli wolisz Carmen, powiedz mi - gwałtownie podnosi głowę i uchyla usta. W jego oczach pojawia się czyste przerażenie - Zrozumiem to, Justin. Nasz związek jest popieprzony, nigdy nie powinniśmy do tego dopuścić, a i tak nie mamy wspólnej przyszłości. Carmen Ci ją da.
- Przestań! - wystawia palec i napina szczękę. Jest wściekły! - Jak możesz tak mówić, huh?! Przecież Cię kocham, szaleję za Tobą i nigdy z Ciebie nie zrezygnuję, Oli. Ani Carmen, ani żadna inna dziewczyna tego nie zmieni, rozumiesz? Jesteś tylko Ty, aniołku. Przysięgam na wszystko - podchodzi, ujmuje moją głowę w dłonie i po prostu mnie całuje. Namiętnie, mocno, nieco brutalnie - Kocham Cię - dyszy w moje usta, wślizguje język do środka i pieści mój. Mięknę, łamię się i poddaję. Wyczuwa to doskonale, bierze mnie w ramiona, rzuca na łóżko i układa się na mnie. Wiercę się pod nim, uwalniam dłonie i zrywam z niego koszulkę. Szybko idzie w moje ślady, pozbywa się moich ciuchów, a majtki wręcz rozrywa. Skopuje swoje spodenki razem z bokserkami i próbuje się podnieść. Przytrzymuję go i ponownie przyciągam do siebie - Oli, gumka - kręci głową i odpycha moje dłonie.
- Nie potrzebujesz gumki, biorę tabletki - kiedy tylko kończę mówić, marszczy brwi i wpatruje się we mnie zaskoczony - Nie lubisz gumek, więc wzięłam sprawy w swoje ręce.
- Zrobiłaś to dla mnie? - pyta z niedowierzaniem, sunę opuszką palca po jego ramieniu i przytakuję głową - Jesteś szalona - wsuwa palce w moje włosy, zaciska mocno, aż cichy jęk ucieka z moich ust - Wariuję przez Ciebie, kompletnie straciłem przez Ciebie rozum! - zaciska szczękę, unosi biodra i wsuwa się we mnie mocnym ruchem.

Chwilę później odpoczywamy wtuleni w siebie. Moja głowa spoczywa na jego torsie, opuszkami palców sunie po moich nagich plecach i kreśli na nich wzroki. Jest mi tak dobrze, wreszcie się rozluźniam i cieszę, że Justin jest tutaj, ze mną. Jeszcze niedawno kłóciliśmy się, jakbyśmy mieli skoczyć sobie do gardeł, aż nagle lądujemy w łóżku. Nasza relacja naprawdę jest solidnie pokręcona i myślę, czy nie powinniśmy się leczyć.
- Nadal nie wierzę, że bierzesz tabletki - jego spokojny głos przerywa ciszę w pokoju. Przekręcam głowę, opieram brodę na dłoni i patrzę mu w oczy - Wciąż mnie zakasujesz, wiesz? - uśmiecha się, odgarnia moje włosy z czoła i pstryka w nos - Jesteś taka nieznośna, doprowadzasz mnie do szału swoją zazdrością, fochami, ale kocham Cię jak jasna cholera - wbijam zęby w wargę, a moje serce zaciska niewidzialna pięść. Mam tak samo i chrzanić to, jak bardzo złe jest to, co robimy - Więc, nareszcie koniec z gumkami, tak? - jednym ruchem przekręca się i wygodnie układa między moimi nogami. Jego usta błądzą po mojej szyi i zsuwa się nieco niżej, na piersi - Skończył Ci się okres? - mruczę pod nosem, bo wcześniej mało go to obchodziło - Świetnie - ściska w palcach moje sutki, wbijam zęby w wargę i wsuwam palce w jego włosy, zaciskając w pięść - Mam zamiar dać Ci nauczkę za to, co odwaliłaś - ledwo dociera do mnie to, co mówi. Jestem podniecona, chcę więcej i jak na zawołanie Justin rozchyla moje nogi i czuję na dole jego ciepły język. Mam ochotę wrzeszczeć, jest tak dobrze! - Nigdy więcej... - dmucha na moją kobiecość, przesuwa po niej palcami i wsuwa je do środka - Nie dasz się dotknąć... - porusza nimi leniwie, przykłada kciuk do łechtaczki i naciska mocno - Obcemu frajerowi. Czy to jest dla Ciebie jasne? - pyta surowo, wiję się pod wpływem jego dotyku i poruszam biodrami - Czy, to, jest, jasne? - przytakuję, aby dał mi już spokój i przeszedł dalej - Grzeczna dziewczynka - chichocze beztrosko i na szczęście już nic więcej nie mówi.

Kate dobija się do mnie od godziny. Dzwonię do niej i zapewniam, że ze mną wszystko w porządku. Kłamię, że spaceruję i chcę pobyć sama, tymczasem jestem zaledwie kilka pokoi dalej, w łóżku razem z Justinem. Doprowadził mnie do czterech orgazmów, zanim wreszcie dał mi spokój. Wiedziałam, że jest to moja kara i myślę, czy jemu również się ona nie zależy. Spotkał się z Carmen, okłamał mnie i powinien poczuć moją złość. Jednak w tym momencie mam to w nosie, bo jest tutaj ze mną. Przytula mnie do siebie i szepcze, jak bardzo za mną tęsknił. Mam ochotę wrócić do domu i nigdy więcej się z nim nie rozstawać. To dziwne, bo tak bardzo cieszyłam się na te wakacje. Czekałam na nie z niecierpliwością, a potem wrócił Justin i ponownie wywrócił mój ledwo poukładany świat do góry nogami. Przez ten rok żyłam bez niego, składałam moje roztrzaskane serce do kupy i kiedy trochę mi się to udało, on znowu je rozerwał, wypełniając sobą. Mam świadomość, że moja miłość do Justina jest zbyt silna, abym kiedykolwiek mogła z niego zrezygnować. Jest moim bratem, ale staram się wyprzeć to ze swojej głowy. Pragnę, aby było tak, jak w Nowym Jorku lub teraz, kiedy nikt nikt nie ma pojęcia, kim dla siebie jesteśmy. Możemy spacerować trzymając się za ręce, całować, przytulać, a przechodnie będą patrzeć na nas jak na dwie zakochane w sobie osoby. Takie życie byłoby o wiele łatwiejsze, jednak boję się, że po prostu nie będzie nam to dane. Karma wróci do nas, rozdzieli nas, a ja nie wiem, jak miałabym bez niego żyć. Jestem od niego uzależniona i potrzebuję go jak tlenu.

Do pokoju, który dzielę razem z Kate, wracam grubo po dwudziestej pierwszej. Moja przyjaciółka siedzi na kanapie, wcina lody i ogląda telewizję. Muszę zachować pozory, chociaż jestem szczęśliwa i mam ochotę po prostu wykrzyczeć to na głos.
- No nareszcie! - Kate burczy pod nosem i patrzy na mnie spod byka - Gdzieś Ty była?
- Pisałam Ci, na spacerze. Ulotniłaś się do Sergio, więc nie chciałam siedzieć sama.
- Wybacz, że cię zostawiłam - unoszę brew, a Kate się rumieni - On mi się tak podoba!
- Wiem, przecież to widzę. Wpadł Ci w oko, zresztą Ty jemu również. Cieszę się.
- Dzisiaj powiedział, że przyleci do mnie w przyszłym tygodniu - co takiego?! - Wiesz, znamy się zaledwie trzy dni, ale kto wie, co może się z tego narodzić. Lubię go.
- Może to będzie właśnie ten Twój super wymarzony chłopak z wakacji, co?
- Byłoby fajnie, ale na razie się nie nakręcam. Na to jest zdecydowanie za wcześnie.
- Zgadzam się - mrugam okiem, nabieram na łyżkę trochę lodów i wkładam do ust. Mmm.

W niedzielę budzę się dość wcześnie, nie ma jeszcze nawet ósmej. Moja przyjaciółka smacznie śpi, a podnoszę tyłek z łóżka, człapię do łazienki i biorę prysznic. Dodatkowo golę się tu i tam i myślę o Justinie. O tym, jak mnie wczoraj wymęczył, o jego reakcji na tabletki i słowach, które szeptał mi do ucha. Wiem, że Justin mnie kocha i nie powinnam urządzać mu scen zazdrości. Skoro jestem pewna jego uczuć, mogę tym popsuć coś między nami, a teraz jest cudownie! Za trzy dni wracam do domu, znowu będę obok niego i wszystko wróci do normy. Zdecydowanie muszę wyluzować, bo ta zdzira Carmen nie dostanie tego, co należy do mnie. Liczę na to, że Justin pokaże jej, że absolutnie nie jest zainteresowany jej osobą. Jeśli narobi tej idiotce złudnej nadziei, będzie o wiele gorzej.

Popołudniu Kate stoi się przed lustrem. Nakłada lekki makijaż, wkłada na tyłek body, a do tego krótkie spodenki. Ma idealna figurę i wygląda naprawdę pięknie. Zastanawiam się, czy z jej znajomości z Sergio może wykluć się coś więcej. Na razie znają się zbyt krótko, ale skoro chce do niej przylecieć, to znaczy, że ich znajomość idzie w dobrą stronę.

Ponownie rozdzielam się z przyjaciółką. Ona uderza do baru, ja ściemniam, że idę pochodzić po sklepach z pamiątkami. Oczywiście wybieram się z Justinem na spacer, ale w przeciwną stronę niż plaża. Gdyby zobaczyła nas Kate, chyba spłonęłabym ze wstydu!
- Justin - zaczynam niepewnie, kiedy idziemy alejkami. Przekręca głowę i patrzy na mnie wyczekująco - Wczoraj się kłóciliśmy, czy teraz możesz na spokojnie powiedzieć mi o spotkaniu z Carmen? - wzdycha ciężko, kręci głową i karci mnie spojrzeniem - No, co?
- Naprawdę nie masz powodu do niepokoju, Oli. Carmen przez całą środę męczyła mnie o ten spacer, więc wreszcie się poddałem, bo miałem dość. Było miło, spędziłem z nią dwie godziny i wróciłem do domu. Potem zaprosiła mnie na imprezę do swoich znajomych, a skoro wieczory bez Ciebie to koszmar, poszedłem. Wypiłem dwa drinki, towarzystwo okazało się beznadziejne i zmyłem się po dwudziestej trzeciej. Cała historia.
- Rozumiem - to dziwne, ale oddycham z ulgą - Wiesz, że Carmen leci na Ciebie, prawda?
- Nie jestem ślepy - mruga okiem, obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie - Mam to w nosie, Oli, bo w moim sercu jesteś tylko Ty. Najwyższy czas, żebyś to zrozumiała.
- Staram się, Justin. Mimo wszystko okłamałeś mnie, nie przyznałeś się do tego spotkania kiedy Cię o to zapytałam i ściemniłeś, że nic ciekawego po pracy nie robiłeś. Dlaczego nie powiedziałeś od razu, że spotkałeś się z Carmen? Ufam Ci, nie okłamuj mnie nigdy więcej.
- Masz rację, to było głupie. Nie chcę mieć przed Tobą żadnych tajemnic, po prostu trochę się bałem, że wkurzysz się i znowu urządzisz jedną z tych swoich scen zazdrości.
- A dziwisz mi się? Jak Ty poczułeś się, kiedy zobaczyłeś mój post na Facebook'u, hmm?
- Byłem wkurwiony - przystaje, zaciska szczękę i wzmacnia uścisk na moich plecach - Nie masz pojęcia, jak bardzo, Oli. Co to miało właściwie znaczyć? Dałaś mu się dotknąć?
- To był tylko taniec, byłam trochę podpita, ale nic więcej się nie wydarzyło.
- Taką mam nadzieję. Nie chcę, żebyś robiła takie rzeczy, wiesz? Nie powinniśmy wzajemnie wzbudzać w sobie zazdrości, bo to nie doprowadzi do niczego dobrego.
- Wcale nie chcę tego robić, Justin. Byłam po prostu na Ciebie zła, to wszystko. Poza tym, skoro Carmen na Ciebie leci nie powinieneś robić jej żadnych nadziei, bo nie odpuści.
- Wiem, będę musiał jej o tym powiedzieć - och! Zaciskam usta i myślę o pewnej rzeczy.
- To znaczy, że masz zamiar jeszcze się z nią spotkać? - gapię się na niego, a w moim sercu pojawia się dziwne uczucie. Nie potrafię pozbyć się tej przeklętej zazdrości.
- Carmen przy bliższym poznaniu trochę zyskuje. Nie jest taka zła, jak myślałem. Wiesz, można z nią normalnie porozmawiać, jest zabawna i często się śmieje - słucham tego z rozdziawionymi ustami, bo Justin mówiąc o tym sam się uśmiecha. Polubił ją i sama nie wiem, jak się z tym czuję - Nie chcę więcej kłamać i przyznam, że wczoraj mieliśmy iść do kina, ale wkurwiłaś mnie i musiałem to przełożyć - przełożyć? Jasna cholera! - Chyba nie masz mi tego za złe, prawda? - odgarnia moje włosy i dotyka opuszkami policzka.
- Lubisz ją? - pytam tak cicho, że ledwo sama słyszę swój własny głos - Odpowiedz mi.
- Tak, chyba tak - zamykam oczy, robię krok w tył i obejmuję się ramionami.
- Oli, tylko ją lubię, okej? To Ciebie kocham, z Tobą chcę być i to za Tobą szaleję!
- Nie rozumiesz, że wpadłeś jej w oko? Sądzisz, że wystarczy jej Twoja przyjaźń?
- A dlaczego nie? - wzrusza ramionami i wkłada ręce w kieszenie spodenek - Przecież istnieje przyjaźń między kobietą a mężczyzną, tak? Można się spotkać od czasu do czasu, wybrać do kina, na spacer, na lody. Nie chcę odcinać się od ludzi, Oli. Jesteś dla mnie najważniejsza, jednak musisz zrozumieć, że potrzebuję przyjaciół. Powinnaś poznać Carmen, może polubiłybyście się? - czy on mówi kurwa poważnie?! - Nie patrz tak.
- Jesteś naiwny. Podobasz jej się, a skoro dopięła swego i zacząłeś się z nią spotykać to kwestia czasu, a zrobi kolejny krok - prycham z kpiną i wręcz nie wierzę, że tego nie widzi. Kobiety potrafią być podstępne, jeśli na czymś im zależy - Będzie chciała cię zdobyć.
- Oj, tam! Nie dam jej się, twarda ze mnie sztuka. Pech, jeśli liczy na coś więcej.
- Oczywiście, że liczy! Na kolacji wręcz nie mogła odwrócić od ciebie wzroku.
- Wiem, czułem to. Na tej imprezie też próbowała do mnie zarywać - och, wspaniale!
- Wiesz, co? Mam dość tej rozmowy. Wspominałeś, że za dwie godziny masz samolot, powinieneś się przygotować - odwracam się i nie czekając na niego, zmierzam do hotelu.
- Kurwa, Olivia! Poważnie? - dogania mnie, czuję na sobie jego spojrzenie, ale nie zwracam na to uwagi. Idę przed siebie, wiatr rozwiewa moje włosy i powstrzymuję się, aby nie wybuchnąć na środku chodnika - Znowu jesteś na mnie zła? Za co, do cholery?!
- Daj mi spokój, Justin. Wracaj do swojej przyjaciółki - skręcam w prawo, a od hotelu nie dzieli nas więcej, niż dwieście merów. Jeszcze trochę i będę mogła poużalać się nad sobą.
- I właśnie to wkurwia mnie w Tobie najbardziej, wiesz? Zachowujesz się jak gówniara, kiedy obok mnie pojawia się dziewczyna. Tak samo było z Natalie! - podnosi głos, gwałtownie zatrzymuję się w miejscu, aż prawie na mnie wpada - No, co? Taka prawda. Dlatego poniekąd czuję się przy Carmen swobodnie, bo nie robi mi takich chorych akcji, po prostu jest fajna, słodka, normalna - kiedy wypowiada te słowa, zapada między nami cisza. Jego słowa miażdżą moje serce, rwą je na strzępy. Jestem gówniarą, urządzającą sceny, a Carmen jest urocza, spokojna, "normalna". W dodatku nazwał ją "słodką". Wow.
- To wręcz śmieszne, bo sam zachowywałeś się jak kutas, kiedy byłam z Alexem. Ba! Kazałeś mi z nim zerwać, bo Ty wróciłeś i rościłeś sobie do mnie prawo. Nie chciałam zaczynać tego od nowa, to Ty nie dawałeś mi spokoju. Ponownie masz zamiar karmić mnie tymi bzdurami, że nasza miłość jest wyjątkowa, niezniszczalna i silna? Pamiętasz, mówiłeś dokładnie to samo przez trzy lata, a potem spierdoliłeś i zostawiłeś mnie samą. Masz zamiar to powtórzyć? - gapi się na mnie i nawet nie mruga. Nie jestem zła, jestem zraniona i rozczarowana - Jesteś hipokrytą. Wypominasz mi moje zachowanie, a przypomnij sobie własne. Szalałaś z zazdrości, kiedy tylko Alex przekroczył próg naszego domu.
- Zdradził Cię, płakałaś przez niego, a to inna sytuacja. Ty uwięzłaś się na Natalie, a nic Ci nie zrobiła. Tak samo jest z Carmen. Kręci się obok mnie i szlag Cię trafia. Dlaczego, huh? Bo jest ładna, seksowna, pociągająca? Boisz się, że pewnego dnia może mnie uwieść? Tak, dla Twojej informacji może tak się stać, ponieważ jest śliczną dziewczyną! - dyszy ciężko, zwija dłonie w pięści i płonie ze złości. To, co właśnie powiedział przekręciło i tak już tkwiący sztylet w moim sercu. Gapimy się na siebie jak sparaliżowani i chyba powoli dociera do niego to, co powiedział. Uchyla usta w szoku, przeciera twarz rękami i patrzy na mnie przerażony. Boi się, doskonale to widzę - Niech to szlag! To nie tak, Olivia.
Nie odpowiadam. Unoszę dłoń, aby i on już nic nie mówił i po prostu odchodzę.





**************************************************
Hello! :)
Kłopotów w raju ciąg dalszy ;)

Przypominam!
Jeśli ktoś chce zaproszenie do nowego opowiadania, proszę zostawić e-mail.

Poza tym, razem z misiem zrobiliśmy nową stronę ze spisem moich ff - KLIK -
Jak wam się podoba? :)
Niebawem jeszcze zmienię domenę i będzie miodzio! :D


To tyle!
Do środy :)
Kasia.







18 komentarzy:

  1. weronika_99@wp.pl
    Super rozdział :):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wierzę ze Justin mógł sie tak zachować.. Jeżeli była bym na jej miejscu to bylabym zraniona jak cholera... Czekam na kolejny rozdział 💕💕💕💕

    OdpowiedzUsuń
  3. Justin przegiąłeś... Rozumiem Oli w stu procentach i tak bardzo mi jej szkoda...
    Świetny rozdział Kasiu! 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Justin....
    Super rozdział;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny rozdział :) Savenda@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepszy.! 😍
    bestfriendsforever426@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedna Oli. ..Justin przegial totalnie, nie wybaczylabym mu tego na jej miejscu. . Boże tak bardzo mi jej szkoda;(( nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😍

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie sądziłam, że Justin przyleci do Cancun. Jednak zupełnie niepotrzebnie się pokłócili. To nie doprowadzi do niczego dobrego, zwłaszcza po tylu dość nieprzyjemnych słowach. A nowa strona ze spisem opowiadań jest świetna.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja miłość ❤

    OdpowiedzUsuń
  10. No to Justin sie teraz popisał, niema co.. Oby się jakoś pogodzili, chociaż po tym co powiedział nie byłoby szokiem, gdyby Oli go od siebie odepchnęła..:(
    ale poza tym rozdział jak zawsze super!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. O jacie ��Justin trochę przegiął, ale rozdział mega!
    latajacytoster@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jak zwykle świetny :)
    paulinatibon@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chce JeszcE raz, bo coś się stało i nie mogłam wejść! jmaccannj@gmail.com

    OdpowiedzUsuń