18.02.2018

Rozdział 28


Justin POV:
Pierwszy budzę się z transu. Zrywam się z miejsca, podbiegam do Oli, kucam i ostrożnie biorę ją w ramiona. Nie straciła przytomności. Jest zdezorientowana, grymas wykrzywia jej śliczną twarz, a dłoń wędruje na plecy. Szlag! Jeśli przez matkę coś jej się stało, wyjdę z siebie i stanę obok. Ta kobieta oszalała, a to, co zrobiła przeszło wszystkie jej bolesne słowa, które raz po raz wbijały się w nasze serca. Nie poznaję jej, nie wiem, kim się stała.
- Córeczko - tata podchodzi do nas, bierze jej dłoń, jednak Oli natychmiast ją wyrywa.
- J-Justin, zanieś mnie do pokoju. Proszę - mówi cichutko, biorę ją na ręce i wchodzę na górę, nie oglądają się za siebie. Zamykam za nami drzwi jej pokoju, układam ją na łóżku i okrywam kocem. Wygląda na zmęczoną, podłamaną - Jezu, koszmarnie bolą mnie plecy.
- Cholera, może powinniśmy pojechać do lekarza, hmm? Obejrzy Cię, przebada. Dobrze?
- Nie ma takiej potrzeby, nic mi nie jest. Po prostu spadłam na plecy i się potłukłam.
- Wolałbym jednak odwiedzić lekarza - burczę pod nosem, Oli posyła mi lekki uśmiech i przyciąga mnie do siebie. Układam się obok niej, przytulam i zamykam oczy - Matka oszalała, wiesz? Kompletnie jej odbiło, nie wytrzymam z nią długo. Mam jej dość.
- Wiem, ja również. Jest w szoku, ale jej zachowanie jest po prostu straszne! Traktuje nas jak śmieci, jakbyśmy kogoś zamordowali. A tata? Nic nie mówi, snuje się za nią jak cień i pozwala na to szaleństwo. Oni chyba już nie traktują nas jak swoje własne dzieci, wiesz?
- Nie mów tak, potrzebują czasu, aby pogodzić się z tym. Właściwie dowiedzieli się, że dwójka ich dzieci ze sobą sypia i kochają się zbyt mocno, jak na rodzeństwo. Boję się jedynie, że nasz związek może rozpieprzyć naszą rodzinę, którą dopiero odzyskałem - Olivia podnosi głowę, patrzy mi w oczy i marszczy brwi. Wygląda tak, jakby intensywnie nad czymś rozmyślała, po chwili oddycha głęboko, zamyka oczy i mocno się we mnie wtula.



Olivia POV:
Dochodzi dwudziesta druga. Mama przeniosła Justina na dół, aby nie miał pokoju tuż obok mojego. Sprawdziła, czy szykuję się na snu i wyszła bez słowa. Jej zachowanie potwornie mnie raniło, ale widocznie sobie na to zasłużyłam. Już nie jestem jej córką, patrzy na mnie z obrzydzeniem, jakbym była skażona jakimś nieuleczalnym cholerstwem. Czuję się podle, bo mam wrażenie, że już się mnie wyrzekła. W dodatku Justin stwierdził, że nasz związek może rozwalić naszą rodzinę. Jak mogłabym na to pozwolić? Wrócił po roku, codziennie na własne oczy widziałam, jak mama za nim tęskniła, zamartwiała się, płakała, czekała na jakikolwiek znak. Wyjechał z mojego powodu, a ja nie zamierzam pozbawić go czegoś tak cennego. Dlatego podjęłam pewną decyzję, która na ten moment wydaje mi się być najlepszą. Nie chcę tutaj być, nie chcę czuć na sobie ich potępiającego spojrzenia i nie chcę zburzyć idealnego obrazu naszej rodziny. Mama powiedziała, że to wszystko moja wina, to ja uwiodłam Justina. Cóż, może i ma rację? Już niczego nie jestem pewna.

Kiedy wybija północ, zakładam na siebie szary sweterek, chwytam małą torbę pod ramię i ostatni raz spoglądam na swój pokój. Rozglądam się i próbuję zapamiętać każdy jego szczegół, bo nie mam zamiaru nigdy tutaj wracać. To już nie jest mój dom, to obce dla mnie miejsce, w którym nie ma miłości. Zastąpiła ją nienawiść i odrzucenie.
Po cichutku zamykam drzwi, ostrożnie stawiam kroki i schodzę na dół. W domu panuje idealna cisza, wszyscy śpią, a to dla mnie idealna szansa. Zakradam się do kuchni, zostawiam na stole list i wychodzę tylnymi drzwiami. Idę przed siebie, mijam jedno osiedle, drugie i wreszcie docieram na postój taksówek. Starszy pan pomaga mi z torbą, podaję dokładny adres i ruszamy. Zostawiam za sobą dom, rodzinę i moją miłość.

Mój plan przebiega bez żadnych przeszkód. Lot mija spokojnie, bez problemów, a na miejscu jestem kilka minut po piątej rano. Jestem śpiąca, zmęczona, jednak kiedy dostrzegam Adama, wybucham płaczem i wpadam w jego rozchylone ramiona. Szlocham głośno, ponownie rozpadam się na kawałki, a on tuli mnie do siebie mocno i daje wsparcie, którego teraz tak bardzo potrzebuję. To właśnie on jest moją deską ratunku. Mój tata.

Budzę się nagle, uchylam powieki i rozglądam się po pięknym, ogromnym pokoju. Moje łóżko pomieściłoby przynajmniej sześć osób i czuję się w nim taka maleńka. Pokój jest przepiękny, pomalowany w odcieniu brązu. Przed sobą widzę dużą, białą szafę, w oknach urocze, różowe zasłony i promienie słońca, które wpadają do środka. Poruszam ramionami, przeciągam się leniwie i wtulam w pachnącą kołdrę. Oprócz bolących pleców, przypominających mi o tym, co się wydarzyło, czuję się... dobrze. Po raz pierwszy od kilku dni nie czuję uścisku w sercu, łez pod powiekami, poczucia odrzucenia, zdrady. Zapominam o Carmen, o zdjęciach, o tym, jak bardzo zabolał mnie ten widok. Przywołuję za to twarz Justina, uśmiecham się i myślę, co teraz robi. Mam nadzieję, że nie jest smutny. Jedyne, czego dla niego pragnę to szczęścia i uśmiechu na jego ślicznej twarzy.
Biorę telefon, który leży na stoliku i włączam go. Kiedy tylko się uruchamia, widzę kilka wiadomości od Justina. Nie wiem, czy chcę je czytać, jednak i tak to robię.


Przełykam ślinę, zamykam oczy i przekręcam się na bok. Przytulam telefon do piersi i wyobrażam sobie, że tulę Justina. Nie zasługuje na tę cholerną niepewność, chociaż ma okazję poczuć się tak, jak ja, kiedy wyjechał bez słowa i zostawił dla mnie list. Moje serce pękało każdego dnia, a łzy nie przestawały lecieć. Czułam w sobie ogromną pustkę, jakby Justin wziął moje serce ze sobą. Nie mogłam pozbierać się do kupy, mój brzuch był ściśnięty na supeł i miałam ochotę po prostu zniknąć. To był dla mnie potwornie ciężki rok, pełen bólu, rozczarowania, tęsknoty. Nigdy nie puszczałam, że jestem tak silną osobą, a jednak sobie poradziłam. Chodziłam do szkoły, przełamałam się i związałam z Alexem, robiąc dobrą minę do złej gry. Aż nagle widzę Justina na parkingu, a moje serce zaciska niewidzialna pięść. Wrócił, odzyskał mnie i moje życie ponownie wróciło na właściwe tory. Ten czas, który z nim spędziłam był wyjątkowy. Owszem, moje wybuchy zazdrości były przytłaczające, Natalie wkurzająca, a Carmen dolała oliwy do ognia. Może i jestem gówniarą, zachowuję się dziecinnie, żałośnie, jednak poniekąd nadal jestem dzieckiem. Justin opiekował się mną, dawał mi wsparcie, siłę. Przy nim świat wydawał się kolorowy, beztroski, niesamowity. Byłam szczęśliwa, zakochana i mogłam przenosić góry. Kto by pomyślał, że to właśnie mama ponownie pośle mnie na samo dno i sprawi, że moja siła tak bardzo osłabnie. Zmiażdżyła mnie, rozerwała na strzępy. Oby to było tego warte.

Podnoszę się z łóżka, wkładam na tyłek legginsy, koszulkę Justina i związuję ją u dołu. Biorę telefon, wchodzę w skrzynkę i ponownie spoglądam na wiadomości od Justina. Trzymam palec na klawiszu kropki, o którą poprosił i myślę, czy powinnam to zrobić. Nie chcę, żeby się o mnie martwił, nie o to mi chodziło. Wysyłam ów kropkę i wchodzę na dół.
Adam siedzi przy stole, stuka w klawiaturę laptopa, a w domu panuje idealna cisza. Jestem nieco skrępowana, pochodzę na paluszkach i siadam obok niego. Podpieram brodę na dłoni, unosi głowę i posyła mi uroczy uśmiech. Jest naprawdę niesamowicie dobrym człowiekiem.
- Mam nadzieję, że czujesz się trochę lepiej, niż po przylocie. Zjemy wspólnie obiad?
- Chętnie - chrząkam i pozbywa się guli w gardle - Ale przed tym chciałam Ci podziękować. Wcale nie musiałeś przyjmować mnie pod swój dach, a zrobiłeś to bez wahania.
- Jesteś moją córką, zawsze możesz na mnie liczyć - bierze moją dłoń, przysuwa do ust i całuje wierzch. Jestem zaskoczona jego ruchem i przypominam sobie, kiedy mój tata robił tak samo. To uroczy gest - Chodźmy, spałaś długo i na pewno umierasz z głodu.
- Trochę - mrugam okiem, podnosimy się, a Adam obejmuje mnie ramieniem. Idziemy do kuchni, w której urzęduje Marie i właśnie nakłada na talerze porcję makaronu.

Po obiedzie przenosimy się do ogrodu, pijemy pyszną kawę delektując się ciszą i spokojem. Zamykam oczy, wystawiam twarz do słońca, które ogrzewa moje policzki.
- Jesteś taka podobna do mamy - Adam przerywa ciszę, a ja się spinam - Masz jej oczy, ten uroczy nosek i pełne usta - patrzę na niego, uśmiecha się i widzę w jego oczach ogromne rozczulenie. Cholera, czy on nadal ją kocha? - Powiesz mi, co się właściwie wydarzyło?
- Moje życie posypało się jak domek z kart. Wszystko szlag trafił, i jak mam być szczera, nie mam pojęcia, co mam dalej ze sobą zrobić. Jestem w beznadziejnej sytuacji, wiesz?
- Nie ma beznadziejnych sytuacji, Kochanie. Zawsze znajdzie się dobre rozwiązanie.
- Na pewno nie w tym przypadku. Jestem na przegranej pozycji, a mama mnie nienawidzi
- O czym Ty mówisz, dziecko? Dlaczego Cię nienawidzi? Ona wie, że jesteś u mnie, prawda?
- Nie i proszę Cię, abyś jej o tym nie informował - Adam uchyla usta w szoku i kręci głową zrezygnowany - Uciekłam właśnie od niej, nie mogłam znieść tych słów, które tak bardzo mnie raniły - schylam głowę, wpatruję się w filiżankę z kawą i tak cholernie chcę wyrzucić z siebie wszystko, aby poczuć upragnioną ulgę - Odrzuciła mnie, bo zrobiłam coś złego.
- Czy to ma coś wspólnego z Twoim bratem? - och! Gwałtownie podnoszę głowę i patrzę na niego zdezorientowana - Cóż, nie da się ukryć, że był wpatrzony w Ciebie jak w obrazek. Jeśli chcesz mi o tym opowiedzieć, wysłucham Cię i zabiorę tę tajemnicę ze sobą do grobu.
- Naprawdę? - przytakuje, uśmiecha się i wystawia dłoń. Bez wahana podaję mu ją, ściska ją mocniej i nie puszcza. Zbieram się w sobie, ale to wcale nie jest takie proste.
- Śmiało, córeczko - dopinguje mnie, ale moje gardło jest ściśnięte na supeł - Jesteś zakochana w Justinie, tak? - kurwa! Czuję łzy na policzkach i jedynie przytakuję głową - Zauważyłem to przy waszej wizycie. Waszą więź można wyczuć na kilometr, to przyciąganie. Kiedy usiadł, od razu przysuwałaś się do niego, jakby przyciągał Cię do siebie jak magnes. Wciąż pytał, czy dobrze się czujesz, czy nie jest Ci zimno. Uwierz mi, również byłem zakochany i rozpoznam to wszędzie - pociągam nosem, cała się trzęsę i nie mogę przestać płakać - Kochanie, dlaczego płaczesz, hmm? - unosi palcem moją głowę, nasze oczy się spotykają, ale w jego nie widzę pogardy, nienawiści, czy obrzydzenia. Wręcz przeciwnie, są wesołe, uśmiechnięte i radosne. Marszczę brwi, bo za cholerę tego nie rozumiem - Miłość to piękna sprawa, którą warto przeżyć bez względu na wszystko. Zaryzykować, aby później przez całe życie nie pluć sobie w brodę, że się nie spróbowało. Czasami zranimy przez to innych, ale tak to już bywa. Nie ma szans, żebyśmy zadowolili wszystkich, prawda? Nasze szczęście jest zależne tylko i wyłącznie od nas samych, to my decydujemy, jak to rozegrać. Rozumiem, że jest to dla Ciebie ogromnie trudna sprawa, ponieważ Justin jest Twoim przyrodnim bratem, ale skoro pokochaliście się, widocznie tak właśnie miało być. Takie jest wasze przeznaczenie i nikt nie jest w stanie go zmienić. Możecie walczyć, gryźć, drapać, ale to niczego nie zmieni - gapię się na niego jak na kosmitę i nie dowierzam, że ma do tego takie podejście! To niewiarygodne! - Nie rezygnuj z czegoś tylko dlatego, że komuś się to nie podoba, nawet, jeśli jest to Twoja matka. Albo się z tym pogodzi, zaakceptuje to, albo straci dwójkę swoich dzieci. Wiesz, mam przyjaciela, który ma syna. Okazało się, że jest gejem, a mój przyjaciel jest okropnym przeciwnikiem. Kiedy tylko się o tym dowiedział, wyrzucił go z domu, wyrzekł się go i kazał nigdy nie wracać. Odwiedziłem go pewnego razu, siedział przy szklaneczce whisky i płakał. Zapytałem go, co się stało, a on odparł, że stracił syna. Byłem pewny, że stało się coś strasznego, ale on wypowiedział to jedno, krótkie słowo i ponownie się rozpłakał. Długo rozmawialiśmy, oj długo. Upierał się przy swoim, wiele razy mnie wyśmiał i przeklinał. No bo jak to! Dziecko, które jest gejem, które całuje i współżyje z drugim chłopcem?! Toż to skandal, wstyd! - uśmiecha się, przewraca oczami i mocniej ściska moją dłoń - Dziecko to dziecko, i obowiązkiem rodzica jest zawsze przy nim trwać, wspierać. Gdyby mój Olivier oświadczył, że jest gejem, poklepałbym go po plecach, pogratulował odwagi, że miał jaja się przyznać i życzyłbym mu szczęścia, bo to jest dla mnie najważniejsze, Olivio... szczęście moich dzieci. Nawet, jeśli robią dziwne rzeczy, nadal są moimi dziećmi i nie mam prawa wyrzekać się ich, bo czują coś do brata lub osoby tej samej płci. Człowiek ma prawo do szczęścia, a reszta świata nie ma prawa ich za to dyskryminować - słucham go w ogromnym szoku. Dosłownie zamurowało mnie i nie wiem, co powiedzieć. Nie sądziłam, że cokolwiek zauważył, a już na pewno nie spodziewałam się, że mnie za to nie potępi. Naprawdę jest wspaniałym czlowiekiem - Dlaczego tak na mnie patrzysz? Palnąłem coś?
- N-nie, po prostu byłam pewna, że potraktujesz mnie tak, jak mama, a Ty mówisz mi, że mam z tego nie rezygnować? Niby jak, skoro mogę zniszczyć własną rodzinę?
- Niczego nie zniszczysz, zobaczysz. Znam Sylvią bardzo dobrze, nigdy nie odrzuciłaby Cię od siebie, ponieważ Cię kocha. Na pewno jest w szoku, chociaż zastanawiam się, jakim cudem tego nie zauważyła. Daj jej trochę czasu, a zaakceptuje wasz związek. 
- Wątpię. Nie masz pojęcia, jak wiele bolesnych słów wypowiedziała. Nigdy nie znałam jej od tej strony, a zamieniła się dosłownie w jakiegoś demona nienawiści. To okropne!
- Wiem, to cała ona. Z pozoru spokojna, do rany przyłóż, a jak przyjdzie co do czego to wybucha jak wulkan, po drodze zmiatając wszystko za sobą - och! Dobrze ją zna!
- Mogę zadać Ci jedno pytanie? - patrzę mu w oczy, ocieram łzy, a Adam gestem dłoni zachęca mnie do mówienia - Może nie powinnam, ale chrzanić to. Nadal kochasz mamę?
- Tak - odpowiada niemal od razu i wzrusza ramionami - Minęło tyle lat, a ja wciąż o niej myślę. Była moją miłością, najważniejszą dla mnie osobą. Mimo to postanowiła mnie rzucić, kiedy dowiedziała się o ciąży. W dodatku zabroniła mi się do Ciebie zbliżać, zmusiła do popisania papierów, a ja nie miałem wyjścia. Miała na mnie haka, który pogrążyłby mnie w firmie, a wtedy praca była dla mnie ogromnie ważna. To nie tak, że wybrałem pracę, a nie Ciebie. Sylvia i tak nie pozwoliłby mi uczestniczyć w Twoim życiu. Byliśmy w sobie szaleńczo zakochani, jednak wybrała swojego męża. Nasz romans trwał dwa i pół roku.
- Co takiego?! Dwa i pół roku?! Poważnie?! Byłam pewna, że to był jeden numerek!
- Ależ skąd. To była prawdziwa miłość, Olivio. Dlatego bardzo zraniła mnie odchodząc, niszcząc wszystko i w dodatku zabierając mi Ciebie. Długo dochodziłem do siebie, ale tak naprawdę chyba nigdy mi się to nie udało. Próbowałem ułożyć sobie życie z kimś innym, poznałem dziewczynę, ożeniłem się, urodził nam się Olivier - mruga okiem i uśmiecha się szeroko - Niestety moje małżeństwo rozpadło się po pięciu latach, ale patrząc w oczy żonie widziałem Sylvię. Doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu, raniłem i ją, i siebie. Aż nagle dzwoni do mnie i oświadcza beznamiętnie, że nasza córka uparła się i zażądała spotkania ze mną. Nie masz pojęcia, jak bardzo się ucieszyłem - schyla głowę, patrzy na nasze dłonie i głaszcze moją - Po dziewiętnastu latach mogłem Cię wreszcie poznać, uściskać i poczuć ogromną ulgę. Wiedziałam, że Sylvia nie powiedziała Ci o tym, że Thomas nie jest Twoim ojcem, dlatego byłem w szoku, kiedy przyjechałaś. Przyznała się?
- Niestety nie. Dowiedziałam się przypadkiem, kiedy szukaliśmy z Justinem jakiegoś dokumentu w jej gabinecie. W moje ręce trafił papierek, którego na początku nie zrozumiałam. Jednak różnił się kolorem, bo kartka była różowa. Zerknęłam okiem, a tytuł o zrzeknięcie się praw rodzicielskich przykuł moja uwagę. I tak oto dowiedziałam się o Tobie.
- Cieszysz się? - patrzy mi w oczy i marszczy czoło - A może jednak tego żałujesz, hmm?
- Nie, nie żałuję. Fakt, byłam w szoku, bo czegoś takiego w życiu bym się nie spodziewała, ale mam wspaniałego ojca, który jest dobrym człowiekiem. Polubiłam Cię już po pierwszym spotkaniu i nie ma znaczenia, kim jesteś. Po prostu chcę traktować Cię jak... ojca.
- Och, córeczko! - załamuje mu się głos, przyciąga mnie do siebie i chowa w swoich ramionach. Opieram brodę na jego ramieniu, zamykam oczy i uśmiecham się. Mimo tego całego bałaganu czuję, jakbym była we właściwym miejscu. Adam ma w sobie tyle ciepła, miłości, dobra. Nie ocenił mnie, nie zbeształ, nie wyśmiał, wręcz przeciwnie, walnął cholernie mądrą gadkę, która dała mi do myślenia - Dziękuję, że tutaj jesteś.
- To ja dziękuję, że mogę tutaj być. I dziękuję za to, co powiedziałeś. To było piękne.
Nic już więcej nie mówimy. Adam przytula mnie do siebie, a ja odzyskuję spokój.





11 komentarzy:

  1. Świetny ojciec ciekawe jakiego haka miała jej matka /Gabi

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że Adam ma takie podejście do tej sprawy. Jednak bardzo mnie dziwi fakt, dlaczego Justin i Olivia porostu nie wyprowadzą się z domu i zamieszkają razem? W końcu są dorośli.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  3. Tata Oli jest cudownyyy! Zupełnie nie rozumiem ich mamy, na początku była taka fajna, a teraz jej poprostu nie lubię... Jestem ciekawa jak to się dalej potoczy. Super rozdział! 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, Lubie tego Adama , ma fajne podejście 😊 nie mogę się doczekać następnego rozdzialu i co postanowi Olivia 😙 czy ktoś się domyśli gdzie ona jest ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Super !! 💕💕💕 fajnie by bylo jakby Justin do niej dołączył:( niech go nie skresla:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham tate Oli!! Jest taaaki kochany! Widać, ze bardzo ją kocha i ze chce jej szczęścia tak jak prawdziwy rodzic 😍 Oli dobrze zrobila,ze wyjechała, odpocznie, uspokoi sie i zrozumie kilka rzeczy w tym,ze nie warto rezygnować z miłości 😏❤

    Kocham to opowiadanie,chce już nexta! 😁

    Buziaki Kasia 😘

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny rozdział! Błagam, niech Justin do niej dołączy i zaczną wszystko od nowa, w nowym miejscu. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, mam w głowie milion wizji co będzie sie działo i ta niepewność mnie wykończy haha :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny rozdział :)
    Mam nadzieje ze ułoży się pomiędzy Justinem i Olivią, i ze ich matka w końcu SIĘ ogarnie

    OdpowiedzUsuń
  9. O jejuuu mam nadzieje,ze ojciec jej przegadał i ze zrozumie,ze miłość to miłość.. Świetny rozdział:)

    OdpowiedzUsuń