11.02.2018

Rozdział 27


Justin POV:
Cisza, która otacza nas w każdej strony jest wręcz nie do zniesienia. Odrywam się od Oli, chrząkam niezręcznie i niepewnie spoglądam na mamę. Stoi zszokowana, z rozchylonymi ustami i przerażeniem w oczach. Nie ukrywam, zaskoczyła nas wcześniejszym powrotem z pracy. Niestety właśnie w tej chwili spełniają się moje najgorsze obawy, strach przed tym, iż pewnego dnia rodzice poznają nasz sekret, który tak bardzo staraliśmy się ukryć. I mimo, że udawało nam się to przez tyle czasu, czułem, iż pewnego dnia przyjdzie nam się z tym zmierzyć. Jaka szkoda, że moment jest najgorszy z możliwych. Moje relacje z Olivią są napięte. Chciałem wszystko między nami naprawić, zabrać ją w jakieś piękne miejsce i pokazać, jak bardzo ją kocham, że jest jedyna. Nie marzyłem o niczym innym, jak o odrobienie spokoju, pobyciu sam na sam, bez żadnych kłótni, fochów, pretensji. Z dala
od miasta, świadków, rodziców. Tylko my. Gdzieś daleko stąd, cieszący się sobą.
- Na dół, natychmiast - mama przerywa ciszę, a jej głos tnie powietrze. Odwraca się i schodzi ze schodów, zostawiając nas samych. Teraz zacznie się prawdziwy dramat.
- Oli - biorę głęboki oddech, chwytam jej dłonie i składam na wierzchu pocałunek. Powoli unosi głowę, a w jej oczach dostrzegam łzy - Nie martw się, dobrze? Nie pozwolę, aby rodzice cokolwiek między nami zmienili, rozumiesz? - przytakuje niepewnie, zaciska usta i ściska moje dłonie - Ochronię Cię, przysięgam na wszystko. Wierzysz mi? - szepcze cichutkie "tak", przytula się do mnie, mocno obejmując w pasie. Próbuję przekazać jej tyle wsparcia ile tylko zdołam, całuję w czoło i niechętnie od siebie odklejam - Zmierzmy się z tym, skoro i tak nie mamy innego wyjścia. Będzie dobrze, głowa do góry. Damy radę.
- Dzieci!! - matka wydziera się, aż Olivia podskakuje. Kręcę głową, chwytam jej dłoń i wreszcie schodzimy na dół. Mama chodzi tam i z powrotem, nerwowo przeczesuje włosy, a szok nie minął - Co wy do cholery odpierdalacie, co?! - wydziera się, aż chce wywalić bębenki. Krzywię się, bo moje uszy nie były na to gotowe, a matka wręcz płonie ze złości. Będzie ciężko - To, co usłyszałam... brak mi słów. Co to ma być, wyjaśnicie?
- Dzień dobry! - 
do domu wchodzi uśmiechnięty tata i odstawia swoją torbę na komodę. Podchodzi do nas, zdejmuje marynarkę i poluźnia krawat - Mam dla was dobre wieści!
- Nie teraz, Thomas. Mamy ważniejsze sprawy do omówienia - ojciec marszczy brwi i spogląda raz na mamę, raz na nas. Jednak kiedy jego oczy trafiają na nasze złączone dłonie, szok maluje się na jego twarzy - Wiedziałeś, że nasze dzieci darzą się miłością? I zapewniam Cię, nie chodzi tutaj o miłość między rodzeństwem. Boże, nie wierzę!
- Jestem zdezorientowany, Kochanie. O co tutaj chodzi? Ktoś może mi to wytłumaczyć?
- Jezu, Thomas! Co tu jest do tłumaczenia, huh?! Nasze dzieci pieprzą się po kątach!
- Sylvia! - ojciec mruży oczy karcąc ją spojrzeniem - Uspokój się, dobrze? Jestem pewny, że wszystko da się na spokojnie wyjaśnić. Uwierz mi, krzykiem nic nie zdziałasz, Skarbie.
- Mam to w dupie, rozumiesz?! To chore, co oni robią! Obrzydliwe, niepojęte, straszne!
- Justin, Olivia, możecie rozwinąć temat? Może od was dowiem się trochę więcej, hmm?
- Jasne - chrząkam, biorę się w garść i mocniej ściskam dłoń Oli, która oddycha szybko i gapi się w dół - Okej, najlepiej będzie, jak powiem prosto z mostu. Skoro i tak się wydało, nie ma sensu ściemniać - oblizuję usta, moje serce przyśpiesza i to jest właśnie TEN moment. Moment prawdy - Zakochaliśmy się w sobie - kiedy wypowiadam te cztery słowa, rodzicom opadają szczęki. Nigdy nie przygotowywałem się do tej rozmowy i nie wiem, jaka będzie ich reakcja. Mogę się jedynie domyślić, że nie poklepią nas za to po głowach.
- Z-zakochaliście się w sobie? Ale jak? Przecież jesteście rodzeństwem, tak nie można.
- Przede wszystkim jesteśmy ludźmi, tato. Nie planowaliśmy tego, po prostu się stało.
- Daj spokój! Nie mów o tym tak spokojnie, Justin! Masz pojęcie, co wy zrobiliście?!
- Oczywiście, mamo. Nasz związek nigdy nie powinien mieć miejsca, jednak uczucie jest silniejsze. Kocham Olivię, a ona kocha mnie. Uwierzcie nam, walczyliśmy z tym, właśnie z tego powodu wyjechałem, aby odciąć się od niej, zapomnieć. Na nic się to zdało, moje serce było rozpieprzone na kawałki i uświadomiłem sobie, że nie chcę bez niej żyć.
- Skoro wyjechałeś, to znaczy, że to trwa od tamtego czasu? Ile dokładnie, Justin?
- Trzy lata plus rok przerwy, kiedy byłem w Norwegii - ponownie zapada cisza, tata spuszcza wzrok, a mama patrzy mi w oczy bez żadnych emocji. Nie ukrywam, boli mnie ten widok i czuję, że zapamiętam go na bardzo długo - Naprawdę to jest od nas silniejsze. 
- Nie jest wam wstyd? Sypiacie ze sobą, dotykacie się, a łączy was ta sama krew!
- Chciałbym przyznać, że jest mi wstyd, mamo... niestety nie mogę. To trwa zbyt długo, abym się wstydził. Wiem, że robimy coś złego i zapewne będziemy smażyć się w piekle, ale teraz jesteśmy tu i teraz i chcę myśleć tylko o tym. Reszta nie ma dla mnie znaczenia.
- Poważnie?! Jezu, jaki Ty jesteś nieodpowiedzialny! Nie rozumiesz, że to jest Twoja siostra?! Nie możecie być razem, ponieważ to jest złe i zakazane! Powariowaliście?!
- Niestety tak i nic nie możemy na to poradzić. Po prostu chcemy być razem, mamo.
- Po moim trupie! - wrzeszczy, aż Olivia się wzdryga. Wow, chyba nigdy w życiu nie widziałem jej w takim stanie - Od dzisiaj macie zakaz zbliżania się do siebie, zrozumiano? Justin, przeniesiesz się na dół, nie ma mowy, że będziecie mieć pokoje obok siebie!
- Naprawdę myślisz, że to cokolwiek zmieni? Mamo... jesteśmy ze sobą od trzech lat.
- Przestań!! - wsuwa palce we włosy i wybucha płaczem. Jezu! Moje serce kurczy się na ten widok - Boże, to nie dzieje się naprawdę, to sen i zaraz się obudzę - ojciec przytula mamę, głaszcze po plecach i uspokaja - Za jakie grzechy, Thomas? Co zrobiliśmy nie tak, do cholery? A może to karma za moją zdradę? Wiedziałam, że będę musiała za to zapłacić.
- Nie wygaduj bzdur, Skarbie. To nie ma z tym nic wspólnego, poradzimy sobie, tak?
- Jak? Widzisz ich? Stoją przed nami, nawet nie czując wstydu i trzymają się za ręce!
- Musicie to zakończyć, dzieciaki - tata kręci głową i wzdycha ciężko - Tak nie może być, jesteście rodzeństwem i musicie wziąć to pod uwagę. Nie mogę uwierzyć, synu.
- Jestem tylko facetem, tato. Pokochałem cudowną dziewczynę, która niestety jest moją przyrodnią siostrą. Walczyłem, jednak poddałem się, bo moje uczucie jest zbyt mocne.
- Zamknij się - matka zaciska szczękę, podchodzi i uderza mnie w twarz, och! Nie ukrywam, tego się po niej nie spodziewałem - Jesteś straszy, powinieneś być mądrzejszy!
- Przestań histeryzować! - po raz pierwszy do rozmowy wtrąca się Olivia, która do tej pory nie wypowiedziała nawet słowa. Puszcza moją dłoń, wchodzi między mnie, a matkę i zwija dłonie w pięści - Rozumiemy to, jak bardzo źle postępujemy. Tak, jest nam wstyd, jeśli to chcesz usłyszeć, ale to niczego nie zmienia, rozumiesz? Nie zrezygnuję z Justina, bo Ty tak mówisz. Jestem dorosła, on również i sami będziemy podejmować za siebie decyzję!
- Nie tak Cię wychowałam! Co Ty wyprawiasz, huh?! Oddajesz swoje ciało bratu?! To obrzydliwe! Powinno się was leczyć, bo to nie jest normalne! Jesteście chorzy! Moje dzieci w życiu nie zrobiłyby czegoś podobnego, nigdy wam tego nie wybaczę, nigdy!
- Uważaj na słowa, mamo. Możesz ich bardzo żałować, ale ich nie da się już okręcić.
- Milcz! - teraz to Olivia obrywa, aż odrzuca głowę w prawą stronę. Szarpię ją za ramię, przyciągam do siebie i chowam w swoich ramionach. Wybucha płaczem, przykłada dłoń do obolałego policzka i cała się trzęsie - Zostaw ją, Justin. Natychmiast! - mama wyrywa ją z moich objęć, siłą prowadzi do schodów i ciągnie na górę. Ja pierdole, co za komedia.
- Jestem rozczarowany tym, czego się dowiedziałem - ojciec zaczyna spokojnie i siada na kanapie. Opiera łokcie na kolanach, schyla głowę i oddycha głęboko - W dodatku to trwa tak długo, a my wcześniej nic nie zauważyliśmy. Jakim cudem udało wam się to ukryć? 
- To nie było trudne, przez cały dzień byliście w pracy - ojciec prycha pod nosem i wsuwa palce we włosy - Tato, ja naprawdę wyjechałem po to, aby o niej zapomnieć. Walczyłem ze swoimi uczuciami, odciąłem się, nie odzywałem do niej przez rok. Nawet znalazłem sobie tam dziewczynę, a kiedy patrzyłem na nią wyobrażałem sobie Olivię. Mam świadomość, że nasz związek jest popieprzony, chory, obrzydliwy. Niestety o tym nie da się zapomnieć. Jednak pogodziliśmy się z tym, zaakceptowaliśmy to i staraliśmy się normalnie żyć. Uwierz, że dla nas to również nie jest takie proste. Jest nam ciężko, musimy się ukrywać.
- To nigdy nie może wyjść na jaw, rozumiesz? W miasteczku wybuchnie skandal, nasza firma zbankrutuje i pójdziemy z torbami. To zniszczyłoby dosłownie wszystko, Justin.
- Nie obawiaj się, nie mam zamiaru rozpowiadać o tym każdemu. Też liczę na to, że nigdy nikt się o tym nie dowie. Prawdę zna nasza czwórka i nikt więcej. Niech tam zostanie.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. Po prostu zatkało mnie i w życiu się tego nie spodziewałem. Moje dzieci, które kocham z całego serca są razem? To wręcz niepojęte.
- To dla was szok i doskonale wiem, że nigdy nie będziecie w stanie tego zaakceptować.
- Nie ukrywam, będzie ciężko. Może powinniście postarać się bardziej, co? Wasz związek się nie uda, synu, nie ma na to żadnych szans. Chcecie ukrywać się do końca życia?
- Nie wiem, naprawdę. Mogę Cię jednak zapewnić, że nie mam zamiaru więcej próbować. Nie udało się za pierwszym razem, nie uda się i teraz. Ba! Ja wcale nie chcę jej opuszczać, ponieważ cholernie mocno ją kocham - ramiona ojca opadają bezradnie, patrzy na mnie i nic nie widzę w jego oczach. Po prostu nic - Przykro mi, tato - zapada cisza, ale nie mam zamiaru przepraszać za to, że się zakochałem. Mam zamiar walczyć o własne szczęście.



Olivia POV:
Siedzę na łóżku, gapię się w swoje dłonie, mój policzek po ciosie matki boleśnie pulsuje. Chyba włożyła w uderzenie całą swoją siłę, bo dodatkowo boli mnie kark. To oczywiste, że jest na nas wściekła, ale nie takiej reakcji się po niej spodziewałam. Nigdy w życiu nie podniosła na nas ręki, ale jak się mówi; zawsze musi być ten pierwszy raz.
- Macie z tym skończyć i to w trybie natychmiastowym, zrozumiałaś? - zaczyna surowo, chodzi po pokoju i przeczesuje włosy - Nie dopuszczę, abyście zniszczyli sobie życie, wybijcie to sobie z głowy. Takie rzeczy nie mogą mieć miejsca, to bardzo złe, nieodpowiednie i zdecydowanie nie może wyjść na jaw - och, boże. Jakbym o tym nie wiedziała - Wciąż nie dowierzam, że zrobiliście coś takiego. Taki wstyd - przystaje w miejscu, czuję na sobie jej spojrzenie i niepewnie podnoszę głowę. Patrzy na mnie rozczarowana, łzy płyną po moich policzkach i dobitnie dociera do mnie, że ma rację. Zakochałam się we własnym bracie, sypiałam z nim, całowałam. Chciałabym jej powiedzieć, że broniłam się, walczyłam z tym uczuciem, ale nic nie przechodzi mi przez gardło. Jest ściśnięte na supeł, ledwo przełykam ślinę, a moje serce ponownie rozpieprza się na kawałki. Kiedy moje życie zrobiło się takie skomplikowane? - Zostań w swoim pokoju, nie chcę widzieć dzisiaj ani Ciebie, ani Justina - odwraca się i po prostu wychodzi.
Tępo wpatruję się w drzwi, przykładam dłoń do serca i masuję to miejsce, jakby to miało uwolnić mnie od bólu, który przelewa się z góry na dół. Boże, to koniec. Rodzice dowiedzieli się o nas i zrobią wszystko, aby nas rozdzielić. Nie pozwolą nam być razem, nie zaakceptują tego, nie pochwalą. Brzydzą się nami, a ta myśl sprawia mi ogromny ból.

Prawie całą noc nie śpię, a poranek okazuje się być jeszcze gorszy. Kiedy tylko schodzę na dół, zastaję w kuchni rodziców oraz Justina. Mama nakazuje nam się przygotować, ale nie mówi, co kombinuje. Robię, co mówi, wsiadamy do samochodu i jedziemy przed siebie. Justin siedzi z przodu razem z ojcem, ja z mamą z tyłu. Mam ochotę roześmiać się na głos, bo nawet nie pozwalają nam siedzieć obok siebie. Boże, przecież jesteśmy ze sobą od trzech lat, to, że izolują nas teraz od siebie jest zabawne. Mimo tego, wcale nie jest mi do śmiechu, a kiedy podjeżdżamy pod duży, biały budynek serce podchodzi mi do gardła. Mama nic nam nie wyjaśnia, wchodzimy do środka i przechodzimy długi korytarz. Recepcjonistka w fikuśnych okularach wita nas uśmiechem, zaprasza do gabinetu w którym zastajemy kobietę. Ma na sobie czarne spodnie, w tym samym kolorze marynarkę oraz białą bluzkę z kołnierzykiem. Wygląda formalne, a po moim ciele przebiega dreszcz. Kto to?
- Jestem Patricia Sanchez, psycholog. Miło mi Państwa poznać - kurwa mać! Czy ona zwariowała?! Przywiozła nas do pieprzonego psychologa?! - Więc! W czym mogę pomóc?
- Musi Pani naprawić nasze dzieci - gwałtownie przekręcam głowę i gapię się na mamę zszokowana. Czy ona naprawdę powiedziała to na głos?! - Zrobili coś strasznego i trzeba uświadomić im, jak bardzo było to złe. Nas nie słuchają, pozostała nam tylko pani.
- W porządku, postaram się pomóc. Żeby to jednak zrobić, muszę poznać problem.
- Kocham swoją siostrę - głos zabiera Justin, spoglądam na niego, a wyraz jego twarzy wyraża jedynie złość - Moja siostra kocha mnie i nie jest to miłość między rodzeństwem. Zakochaliśmy się w sobie, a rodzice chcą nas naprawić, bo uważają, że jesteśmy zepsuci!
- Rozumiem - psycholog notuje coś w swoim czarny zeszycie, ale nie wygląda na zszokowaną. Byłam pewna, że spojrzy na nas jak na wariatów, a mam wrażenie, że nie jesteśmy jej pierwszym przypadkiem - Nie ukrywam, nie jestem zbytnio zaskoczona. Miłość kazirodcza to nadal temat tabu, jednak spotykam się z tym naprawdę bardzo często.
- Mówi pani poważnie? To niedopuszczalne, chore, obrzydliwe! Przecież to trzeba leczyć!
- Są odpowiednie terapie, ale sami zainteresowani muszą wyrazić na nią chęci. Więc! Czy macie zamiar na nią uczęszczać? - zwraca się do mnie i Justina, a rodzice wpatruję się w nas poważnie - Oznacza to pełne zaangażowanie, chęć stłumienia w sobie uczuć, odizolowania się od siebie. Tylko w ten sposób terapia może przynieść zamierzony skutek.
- Nie ma mowy, ja się na to nie piszę. W życiu! - burczę wkurzona i prycham pod nosem.
- Ja również - Justin dodaje zaraz po mnie - Wyjechałem na rok, aby spróbować stłamsić w sobie miłość do siostry, nie udało mi się to, dlatego wróciłem. Obje wiemy, że nie damy sobie bez siebie rady, bo próbowaliśmy. To dla nas prawdziwa męka i chociaż wiemy, że nasza miłość jest zakazana, będziemy to ciągnąć. My po prostu się kochamy i już.
- Nie wypowiadaj tych słów, Justin! - mama podnosi głos i morduje go spojrzeniem - Nie pozwolę na to, abyście byli razem. Do was nie dociera kompletnie nic, nie zdajecie sobie sprawy z tego, co wyprawiacie! Wasz związek nie ma przyszłości, zrozumcie to!
- Och, niekoniecznie - do rozmowy wtrąca się psycholog, a mama gwałtowanie wciąga powietrze. Jej zachowanie mnie przeraża. Mam wrażenie, że gdyby tylko mogła, spaliłaby nas oboje na stosie! - Takich przypadków miałam dwanaście, w tym z dziewięcioma parami nadal mam stały kontakt. Żyją razem, mają się świetnie, jednak musieli wyjechać i zacząć w nowym miejscu. To jest cena za tę jakże trudną i skomplikowaną miłość. Oczywiście trzeba dodać, że kazirodztwo jest karalne. Można pójść za to do więzienia - o kurwa!
- Widzicie? Jeśli natychmiast nie przestaniecie, poślę was oboje do więzienia! Wasz wybór!
- Sylvia - ojciec chwyta jej dłoń i kręci głową - Proszę, to nasze dzieci. Zachowaj spokój.
- Jak możesz mówić coś takiego? Pochwalasz to, że Twój syn i córka uprawiają seks?!
- Nie, oczywiście, że nie! To złe, ale to niczego nie zmienia. To moje dzieci, tak? Trzeba zastanowić się, co robić dalej. Uwierz mi, więzienie to nie jest miejsce dla Olivii i Justina.
- Nie jestem tego taka pewna. To by ich rozdzieliło, nauczyło pokory i może wreszcie dotarłoby do ich pustych głów, że robią coś popieprzonego i szalonego! Brzmi sensownie.
- Spokojnie - psycholog uśmiecha się lekko i próbuje uspokoić moją matkę histeryczkę. To niesamowite, ale dopiero teraz widzę jej "prawdziwą" twarz. Zawsze kochająca, spokojna, uśmiechnięta. Wiem, że jest w szoku, a ten szok zmienił ją w kogoś, kogo w ogóle nie znam. Czy to nadal ta sama osoba? - Obrażanie, szkalowanie własnych dzieci na pewno tutaj nie pomoże. One i tak czują się winne, mimo tego, iż się kochają na pewno mają wyrzuty sumienia. Jak wspomniał Pani syn, bronił się przed tym uczuciem, wyjechał, chciał zaprzestać. To oznacza, że podjęli walkę, żeby osłabić swoje uczucie. To bardzo trudna sytuacja, Pani złość jedynie potęguje napiętą atmosferę i wprowadza nerwowość.  Mimo wszystko trzeba zachować spokój, inaczej relacje rodzinne ulegną pogorszeniu.
- Spokój?! Czy pani zwariowała?! Jak mam być spokojna?! Właśnie dowiedziałam się, że moje dzieci ze sobą sypiają, w dodatku to trwało cholerne trzy lata, a ja nic nie zauważyłam! Mieszkaliśmy pod jednym dachem i nie miałam pojęcia, że dzieją się pod nim tak obrzydliwe rzeczy! - boże! Jej słowa wbijają mi nóż w serce. Ona nas nienawidzi.
- Przepraszam - szepczę cicho, zrywam się na równe nogi i wybiegam z gabinetu.



Justin POV:
Gapię się w drzwi przez które wybiegła Olivia, a moje serce zaciska niewidzialna pięść. Nie wierzę, że biorę udział w tym przedstawieniu. Ja! Dorosły mężczyzna! Matka zwariowała!
- Olivia! - krzyczę za nią, chcę wstać, jednak mama chwyta mnie za rękę i posyła mi mordercze spojrzenie - Zostaw mnie, mam Cię dość - zaciskam szczękę, szarpię dłoń i wychodzę za siostrą. Rozglądam się, korytarz jest pusty więc kieruję się w stronę wyjścia. Jestem tak samo wkurwiony jak Oli, ale matka przekracza chyba wszystkie granice. Szok szokiem, ale to, co mówi rani nas jak nic innego. Nawet ojciec zachowuje spokój, chociaż dla niego również nie jest to łatwe. Nie spodziewałem się, że mama zmieni się w taką sukę i zgnoi nas doszczętnie - Olivia - szepczę do siebie, kiedy widzę ją siedzącą na ławce. Płacze głośno, cała się trzęsie, bez namysłu siadam obok i przytulam ją do swojego ciała. Przez chwilę walczy ze mną, próbuje się odsunąć, ale nie pozwalam jej na to. Doskonale wiem, że potrzebuje tylko mnie i mam zamiar dać jej moje wsparcie - Jestem przy Tobie, spokojnie - głaszczę jej plecy, delikatnie kołyszę na boki i pozwalam, aby mogła się wypłakać, wyrzucić z siebie całą frustrację i ból. Zamykam oczy i czuję złość do samego siebie. To nie powinno się wydać. Ten związek na zawsze miał pozostać tajemnicą, ale stało się inaczej. Żałuję, czasu nie cofnę i trzeba się z tym zmierzyć. Wezmę to na swoje bark, wymyślę jakieś rozwiązanie i wszystko się ułoży. Będzie tak, jak dawniej. Olivia znowu będzie szczęśliwa, uśmiechnięta, radosna. Tylko ona się dla mnie liczy - Już dobrze, aniołku. Nie wrócimy do psychologa, wcale go nie potrzebujemy - niepewnie unosi głowę, patrzy na mnie zapłakana i oblizuje usta. Ocieram jej policzki, całuję w nos i posyłam jej pocieszający uśmiech - Zaufaj mi, dobrze? Znajdę jakiś sposób, obiecuję Ci to.
- Odsuń się od niej, Justin - dociera do nas wściekły głos matki, która podchodzi do nas i szarpie Olivię za ramię - Nie waż się jej dotykać, jasne? Okaż do cholery trochę wstydu!
- Sylvia, proszę - ojciec kręci głową, wzdycha ciężko i pilotem otwiera drzwi auta.

Wracamy w ciszy. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Żadne z nas się nie odzywa, ale cóż właściwie jest tutaj do powiedzenia? Mam dość tego tematu, matka przechodzi samą siebie, ojciec próbuje ją uspokoić, a ona i tak wścieka się jeszcze bardziej. Jej wybuchy doprowadzą mnie do szału, a słowa zadają bolesne rany. Kocham mamę, nie wymagam od niej, aby nas zrozumiała, bo wiem, że nigdy tego nie zrobi. Dla niej jesteśmy skończeni, mam wrażenie, że już nas skreśliła. Dlatego muszę pomyśleć i znaleźć wyjście z tej sytuacji, inaczej wykończy nas i stracimy nie tylko siebie, ale i chęci do życia. Ileż można słuchać, jakim to się jest bezwstydnikiem, robiącym tak obrzydliwe rzeczy? Wiem, jestem winny, ale kocham Olivię i nic nie jest w stanie tego zmienić.

Wchodzimy do domu, zsuwam z ramion bluzę i zerkam na Olivię, która idzie prosto do schodów. Niestety! Mama nie byłaby sobą, gdyby podarowała sobie kłótnię chociaż ten jeden raz! Nigdy nie sądziłem, że ma drugą twarz, która jest tak podła i bezduszna!
- A Ty dokąd, moja panno? - Oli zatrzymuje się w połowie schodów, jednak nie odwraca
w naszą stronę - Myślisz, że z Tobą skończyłam? Absolutnie nie! To dopiero początek!
- Wydaje mi się, że powiedziałaś już wszystko, mamo. Co chcesz jeszcze dodać, huh?
- Nie tym tonem, Olivia! Co chcę dodać? Cóż, przyjmij do wiadomości, że oboje będziecie chodzić na terapię i radzę wam podejść do niej na poważnie. Macie skończyć ten żałosny związek natychmiast, rozumiecie mnie? Jesteście rodzeństwem, to wręcz niepojęte.
- Właściwie to jesteśmy przyrodnim rodzeństwem. Jak się okazuje, mamy innego ojca.
- Przestań, Justin! Myślisz, że to cokolwiek zmienia? Nie, to was nie usprawiedliwia!
- Nie powiedziałem, że to nasz sprawiedliwa. Po prostu ten mały szczegół sprawia, że nie jesteśmy takim stu procentowym rodzeństwem. To ciut podnosi mnie na duchu.
- Nie mogę Cię słuchać, wiesz? - matka przewraca oczami i zwija dłonie w pięści - Pleciesz bzdury i chcesz w ten sposób zmniejszyć poczucie winy! Nic jej nie zmniejszy, Justin.
- Mamo, poczucie winy odczuwałem trzy lata temu, kiedy próbowaliśmy z tym walczyć. Teraz jestem po prostu zakochany i pogodziłem się z tym, kim jest dla mnie Olivia.
- Boże - przykłada dłoń do serca, uchyla usta i patrzy na mnie zszokowana. Pieprzyć to! Nie mam zamiaru owijać, bo doskonale wiem, że matka chce wzbudzić we mnie poczucie winy, wyrzuty sumienia i oczekuje, że zrezygnuję z Olivii. Fakt, może powinienem to zrobić, ale przeszliśmy już wystarczająco dużo, teraz mam zamiar walczyć jak lew! - Mój syn, który wrócił po roku mówi coś takiego? Tak bardzo za Tobą tęskniłam, martwiłam się, płakałam po nocach! A Ty wróciłeś do niej? - prycha z obrzydzeniem i spogląda na Olivię, która wciąż stoi w połowie schodów i nadal się nie odwróciła - To ona Cię prowokowała, tak? Jest piękną dziewczyną, jej wygląd Cię pociąga, a ona zakłada te pieprzone, krótkie spodenki i sprawia, że wariujesz! - jestem w szoku, przysięgam! Rozdziawiam usta i wręcz nie wierzę w to, co wychodzi z ust mojej matki - To Twoja wina!! - wrzeszczy niemiłosiernie, podchodzi do Olivii i szarpie jej ramię - Przez Ciebie Twój brat kompletnie zwariował, omamiłaś go swoim ciałem! - uderza jej plecami o barierkę, robi zamach i policzkuje po raz drugi. Olivia piszczy przerażona, a cios jest na tyle mocny, iż traci równowagę i spada ze schodów. Nogi wrastają mi w ziemię, a nasza trójka zamiera zszokowana.





*************************************
Hi!
Ehm, nikt nie mówił, że będzie łatwo, nie? ;)
Mamusię nieco ponosi, ale w końcu dowiedziała się, że jej ukochane dzieciaczki przekroczyły pewną granicę. Oj, namiesza kobieta :P

Okej, a teraz ogłoszenie! :D
Postanowiłam publikować "Show Me The Way" na Wattpad jak i na Blogposcie, otwarcie. Nie będę czekać do zakończenia Oli jak i Ivy, a właśnie taki miałam zamiar, aby nie było tego "za dużo". Niestety plan się spalił, bo chcę mieć to z głowy. Moje chęci wypalają się dość szybko, co bardzo mnie martwi, a nie chcę zostawiać nic niedokończonego.
Btw, muszę jeszcze dopisać ciąg dalszy Olivii, bo zostało mi jedynie cztery rozdziały w przód, soł... lipa! Tak więc proszę, pomódlcie się o moją wenę hahaha :D

Opowiadanie oczywiście będzie na moim koncie - KLIK -

To tyle!
Do następnego
Kasia




15 komentarzy:

  1. Jak mogłaś w tym momencie skończyć? 😐 Mam nadzieję, ze Olivi się nic nie stanie poważnego. Mamuśka jest naprawdę w szoku hoho. Super rozdział, nie mogę się doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedni... Nie sądziłam, że ich matka przyjmie to aż tak źle. Jestem ciekawa co wymyślą żeby nadal być razem. Super rozdział 😊 Życzę dużo weny! Żebyś zawsze pisała takie cudne opowiadania jak teraz. Jesteś wspaniała, pamiętaj ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale akcja ������ trzymam za nich kciuki ������

    OdpowiedzUsuń
  4. Cholera nie spodziewałam się tego...myślała ze to ich matka befze ta dobra a ojciec będzie miał problem z ich zwiazkiem a tu takie cos..
    Do tego skończyłas w takim momencie!! Nie mogę się doczekać następnego! Życzę dużo weny 😊💞

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się porobiło;/ , mam nadzieję że Oli nic nie będzie :p
    Fajny rozdział 😊,choć smutny 😣

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym żeby im sie udalo byc razem 😕 nie wierze że ich mama mogla cos takiego zrobic 😞 nie wiem jak przeżyje w niewiedzy do kolejnej niedzieli😞💕💕💕

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem ze mama wściekła ale przegina...mam nadzieje ze jakoś to będzie i uda im się, tata na szczęście jest trochę spokojniejszy, jakby oboje byli tacy wstretni to byloby gorzej..nie mogę się doczekać następnego rozdzialu! I trzymam kciuki za twoją Wene!😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie mam nic do powiedzenia,ich matke popierdoliło,TYLE.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę tej matce odwala co jak co ale żeby spoliczkowac ją 2 razy gdzie praktycznie się nie odzywa nie podnosi wzroku i płacze to trochę porabane ale wcale się nie dziwię znam ten typ człowieka osobiście i to nic przyjemnego histeryczka po całości ta matka nono

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumiem szok, niedowierzanie, ale spoliczkowania własnej córki nie zrozumiem nigdy. Mam tylko nadzieję, że Olivii nic się nie stało.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeżu jak dawno mnie tutaj nie było ! Przez szkole niestety musiałam ustalić priorytety i dopiero teraz mogę tutaj znowu wchodzić , mam nadzieje ze na nowo regularnie . Nadrabiam zaległości i biegnę do twoich kolejnych opowiadań , nie miałam okazji ich przeczytać :O

    OdpowiedzUsuń
  12. Super rozdział;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu, w ich matkę wstąpił jakiś diabeł.. Szok szokiem, ale są jakieś granice. Oby Oli nie stało się nic poważnego :(

    OdpowiedzUsuń
  14. To się porobiło:/

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezu ta matka jest nie do poznania SZATAN 😂 super rozdział 😛

    OdpowiedzUsuń