10.12.2017

Rozdział 18


Justin POV:
Panuje idealna cisza, Natalie wciąż stoi pod ścianą i nie wypowiada nawet słowa. Sam nie wiem, co powinienem powiedzieć, jednak zachowanie Olivii potwornie mnie zaskoczyło. Dlaczego do cholery na nią napadła?! Wiem, że jest na nią cięta, ale teraz przesadziła.
- Wszystko w porządku? - w końcu przerywam ciszę, unoszę palcem jej głowę i uśmiecham się niepewnie. Natalie przytakuje i układa dłoń na mojej - Powiesz mi, co się stało?
- Nie wiem, po prostu się na mnie rzuciła. Nie rozumiem, dlaczego to zrobiła, Justin.
- Również tego nie wiem, ponieważ mnie tutaj nie było. Nie martw się, wyjaśnię to.
- Przestraszyłam się - mówi smutno i mocno się do mnie przytula - Chciała mnie udusić.
- Na pewno nie. Olivia w życiu nie zrobiłaby czegoś takiego. Widocznie coś ją wkurzyło.
- I musiała wyżyć się na mnie, tak? Nie widzisz, że ona jest o Ciebie zazdrosna?
- Co?! - gwałtownie odchylam ją od siebie i marszczę czoło - O czym Ty mówisz, hmm?
- Widzę, jak na Ciebie patrzy. Jest zła za każdym razem, kiedy wychodzimy razem.
- Daj spokój, mówisz głupoty - przeczesuję włosy, jednak jestem potwornie zaskoczony tym, co właśnie powiedziała. Naprawdę to zauważyła? - To moja siostra, Natalie.
- Rozumiem to, ale jesteś przystojnym facetem i może jej również się podobasz?
- Przestań! - unoszę palec i mrużę oczy - Nie waż się wygadywać takich bzdur, jasne? Olivia to moja siostra, kocham ją jak siostrę i na tym pozostaniemy. Nie wiem, skąd coś takiego w ogóle przyszło Ci do głowy. Olivia jest zła, ponieważ nie przepada za Tobą.
- Tak, powiedziała mi to otwarcie. Stwierdziła również, że powinnam dać Ci spokój.
- Nasze relacje jej nie dotyczą. Mimo wszystko nie powinniśmy się spotykać. Jesteś ostatnio w słabszej formie, a ja przywołuję bolesne wspomnienia. Zrobimy sobie przerwę.
- Przerwę? Jaką znowu przerwę, Justin? Po co? Przecież czuję się całkiem dobrze.
- Nie widzę tego, Natalie. Wiem, że mną manipulujesz i nie życzę sobie tego. Mam świadomość, że straciliśmy dziecko, nie wróciłem Cię wspierać i między nami się nie ułożyło. Ale nie możesz oczekiwać ode mnie, że rzucę wszystko i będę z Tobą.
- Więc nie chcesz dać nam nawet szansy? - kręcę przecząco głową i widzę, jak w jej oczach zbierają się łzy - Szkoda. Wierzyłam, że być może uda nam się to naprawić.
- Musisz zrozumieć, że tu nie ma co naprawiać. Spotykaliśmy się zaledwie trzy miesiące, nie traktowałem tego nawet jako związku. Nie kochałem Cię, Natalie, przepraszam. Nie jestem w stanie zmusić się do tego, aby pakować się w coś, czego sam nie chcę.
- W porządku, rozumiem - zaciska usta, uśmiecha się smutno i po prostu wychodzi.
Gapię się, jak idzie alejką, wychodzi przez bramkę i wsiada do swojego samochodu. Tak musi być, nie mogę jej zatrzymać. Obdarzyłem uczuciem własną siostrę i jestem w szoku, że Natalie zauważyła cokolwiek. Czułem, że Olivia za bardzo pokazuje swoją zazdrość i proszę! Jeszcze tylko tego brakuje, aby ktokolwiek z naszych znajomych się zorientował. To byłaby kompletna katastrofa i nawet nie chcę sobie tego wyobrażać! Koszmar.
- Och, Twoja ślicznotka już uciekała? - odwracam się, wpatruję w schodzącą ze schodów Olivię, a złość na nowo buzuje w moich żyłach. Uśmiecha się z kpiną, znika w kuchni i natychmiast idę za nią. Nalewa soku do szklanki, pije i nie spuszcza ze mnie wzroku - No co tak na mnie patrzysz, hmm? Jeśli chcesz coś powiedzieć, to wal śmiało. Czekam.
- Co to kurwa miało być? Zwariowałaś?! Co Ci właściwie odwaliło? Wyjaśnisz mi to?
- Jasne, czemu nie? - z głośnym stuknięciem odkłada szklankę na blat i dziwię się nawet, że nie roztrzaskała się w drobny mak - Twoja pierdolnięta przyjaciółka zaczęła wygadywać głupoty, a właściwie prawdę na nasz temat, więc zareagowałam. Opowiadała, jak bardzo jesteś seksowny, doprowadzasz ją do szaleństwa jak nikt inny i być może również chciałabym, abyś mnie pieprzył. Wybacz, podniosła mi ciśnienie - mruga okiem i seksownie oblizuje usta. Gapię się na nią jak sparaliżowany i sam nie wiem, czy mam większą ochotę jej przyłożyć, czy przelecieć. Jest potwornie pociągająca, kiedy jest zła - Nic jej nie będzie, nie musisz się obawiać. Chociaż zapewne zrobiła z siebie ofiarę. Prawda?
- Powiedziała, że chciałaś ją udusić - Olivia wybucha śmiechem, kręci głową i ociera pojedynczą łzę - Wiem, że nigdy byś tego nie zrobiła i Natalie solidnie przesadziła.
- Oczywiście, że kurwa przesadziła! - podnosi głos i uderza pięścią w stół. Auć! - Nie widzisz, jaka z niej manipulantka? Gra ofiarę, żebyś pobiegł za nią jak pies! Żenada!
- Jesteś taka seksowna, kiedy się złościsz - te słowa same uciekają z moich ust. Wcale nie chciałem ich powiedzieć, jednak nie mogłem się powstrzymać. Olivia przechyla głowę, mruży oczy i jej spojrzenie się zmienia. Nadal jest wściekła, ale wygląda tak, jakby właśnie przyszedł jej do głowy niezły pomysł - Nie patrz tak na mnie, bo już mi stoi.
- Naprawdę? - oblizuje usta, sunie palcem po blacie i bardzo powoli do mnie podchodzi. Uważnie śledzę każdy jej ruch i kiedy czuję jej zwinne paluszki na moim ramionach, wzdycham. Odprężam się, wyrzucam z głowy Natalie i oddaję się tej chwili - Co mam z Tobą zrobić, hmm? Nie masz pojęcia, jak bardzo Twoja przyjaciółka mnie zdenerwowała, a Ty stanąłeś w jej obronie. Nie w mojej - szepcze zmysłowo, ale ciężko skupić mi się na tym, co mówi. Zsuwa dłoń niżej, odpina guzik w moich spodniach i już ledwo stoję.
- N-nie mogłem inaczej. Zorientowałaby s-się - dyszę ciężko, a jej palce owijają mojego penisa. Zaciskam szczękę, patrzę jej w oczy i widzę ten chytry uśmieszek. Wie, że ma nade mną całkowitą władzę - Zrób coś, błagam! - słyszę swój własny, zdesperowany głos i pragnę więcej. Więcej jej! Odkąd tylko wróciłem, nie mogę się od niej oderwać. Nie przypominam sobie, abyśmy wcześniej byli na siebie aż tak nakręceni. To obłęd - Oli, no!
- Hmm - mruczy pod nosem, sunie nosem po mojej szyi i zaczyna poruszać dłonią. Kurwa! Wsuwam palce w jej włosy, zaciskam pięść i zamykam oczy. Moje serce bije jak szalone, nieznacznie poruszam biodrami, jednak jej ruchy są zbyt wolne, mozolne i leniwe. Nie widzi, że wariuję przez nią?! - Jesteś taki twardy - ja pierdole! Przełykam ślinę, a podniecenie rozsadza mnie od środka - Uwielbiam Cię takiego - uchylam powieki, brutalnie pociągam ją za włosy i wpijam się w jej usta. Pocałunek jest mocny, zachłanny i szalony. Nasze języki wreszcie się spotykają i czuję, że zaraz oszaleję! Mam ochotę kochać się z nią, pieprzyć mocno i doprowadzić do orgazmu, który wydusi z niej krzyk. Nie okazałbym jej ani grama litości i cholernie zmęczył. Lubi to - Nie tak szybko - odsuwa się ode mnie, oddycha szybko, a jej policzki pokrywają rumieńce. Patrzy na mnie podniecona i wygląda obłędnie. Jest taka piękna. Moja! - Chodź - kiwa palcem, przesuwamy się w głąb kuchni i nakazuje, abym oparł się o szafki. Robię to, Oli zsuwa moje spodnie i nim się orientuję, czuję na kutasie jej usteczka. Przysięgam! Nie ma nic lepszego od ust Olivii.
- O, boże! Wykończysz mnie - patrzę w dół, obserwuję ją uważnie, a ten widok wysyła mnie w pieprzony kosmos. Układam dłoń na jej głowie i napieram. Wsuwam się nieco głębiej i czuję przyjemny dreszcz, który przebiega po moim kręgosłupie - Nie masz pojęcia, jak bardzo chcę Cię pieprzyć, Oli - syczę przez zęby i jęk ucieka z moich ust, kiedy przesuwa zębami po wrażliwej skórze. Doskonale wiem, że zrobiła to specjalnie.
- Jest ktoś w domu?! - kurwa! Dociera do nas głos mamy i trzask zamykanych drzwi. Olivia zrywa się na równe nogi, zakładam spodnie i chowam się za kuchenną wyspą. Nie mija nawet minuta, a mama wchodzi do kuchni - Och, dzieciaki - uśmiecha się i odkłada zakupy na blat - Wyrwałam się dzisiaj trochę wcześniej. Może zrobimy wspólnie obiad, hmm?
- J-jasne, czemu nie? - mrugam do niej, chociaż w środku dosłownie kurwa płonę!
- Świetnie! Kupiłam składniki na makaron ze szpinakiem. Wiem, że oboje lubicie.
- Chyba nie jestem głodna, pójdę do siebie - Olivia wzdycha ciężko i wychodzi z kuchni.
- Czuję się potwornie - mama opiera dłonie na blacie i schyla głowę. I mimo tego, jak bardzo kocham Olivię, jestem rozdarty. Szkoda mi mamy, bo widzę jak cierpi, jednak Oli była okłamywana i ma prawo do złości - Nawet nie chce ze mną porozmawiać. To boli.
- Wiem, mamo - oddycham głębiej i biorę się w garść - Daj jej trochę czasu, dobrze? Jestem pewny, że musi się z tym oswoić, a kiedy to zrobi sama do Ciebie przyjdzie.
- Naprawdę w to wierzysz? Ja już straciłam nadzieję, synku. Ignoruje mnie, jakbym przestała dla niej istnieć. Nigdy się nie kłóciłyśmy i jest mi z tym bardzo ciężko.
- Och, mamo - podchodzę do niej i przytulam ją do siebie - Zobaczysz, wszystko się ułoży. Jestem tego pewny. Olivia Cię kocha, tak samo jak i tatę. Jest po prostu zagubiona.
- Domyślam się. Cieszę się, że macie tak dobry kontakt - o, cholera! Odchyla głowę, głaszcze mój policzek i uśmiecha się uroczo - Tak bardzo się zmieniłeś, wspierasz ją.
- Cóż, oboje dorośliśmy i nie jesteśmy tacy sami, jak dawniej. Skoro mogę jej pomóc, robię to. W końcu jest moją młodszą siostrą, prawda? Powinna mieć we mnie oparcie.
- Jesteś cudownym synem, Kochanie - głaszcze mój policzek i patrzy na mnie z rozczuleniem. Nadal mam wyrzuty sumienia, że tak po prostu wyjechałem. Bez słowa.

Olivia jednak schodzi na obiad, co niezmiernie mnie cieszy. Mimo wszystko panuje cisza, jak makiem zasiał, a atmosfera jest dość napięta. Czuć ten konflikt między nimi i bardzo mi się to nie podoba. Może powinienem porozmawiać z Olivią i subtelnie namówić ją, aby porozmawiała z rodzinami? Ile ma zamiar się na nich gniewać? Wiem, że ją okłamali, ale tak nie można! Trzeba wyjaśniać takie sprawy, a ta jest naprawdę poważna.

Po obiedzie jadę do sklepu. Spędzam z chłopakami czas do samego wieczora, jednak powinienem przychodzić tutaj częściej. Cieszę się, że sobie świetnie radzą beze mnie, ale to w końcu mój interes! Miałem w planach wprowadzić serwis, ale jak na razie uganiam się za własną siostrą i próbuję rozwiązywać problemy.

Biorę prysznic, wkładam na tyłek krótkie spodenki i idę do Olivii. Dochodzi dwudziesta trzecia, ale liczę na to, że jeszcze nie śpi. Pukam do drzwi jej pokoju, słyszę ciche "proszę" i wchodzę do środka. Marszczę brwi, bo Oli wygląda dość marnie. Leży w łóżku zwinięta w kłębek, zaciska usta i patrzy na mnie smutno. Hmm... co jest?
- Hej - uśmiecham się lekko, przekręcam klucz w drzwiach i układam się obok niej.
- Niedawno dostałam okres - och! Więc wszystko jasne! - Umieram, tak mnie brzuch boli.
- Moja biedna dziewczynka - podsuwam koszulkę w górę, układam dłoń na jej brzuchu i masuję. Zawsze jej to pomagało, więc mam nadzieję, że pomoże i tym razem - Może powinnaś wziąć coś przeciwbólowego? Albo nie wiem, wziąć ciepłą kąpiel?
- Po pierwsze; wzięłam już dwa proszki. Po drugie; nie mam siły się ruszyć, sorry.
- W porządku, poleżymy - przytulam ją do siebie i wciąż masuję obolały brzuch.




Olivia POV:
Piątek budzi mnie bólem brzucha, nic nowego. Podnoszę tyłek z łóżka, biorę ciepły prysznic i ubieram się. Związuję włosy w koka, schodzę na dół i zastaję w kuchni Justina oraz mamę. Jestem zaskoczona jej widokiem. Spoglądam na zegarek, ale dochodzi dziesiąta i przeważnie o tej godzinie już dawno jest w pracy. To trochę dziwne.
- Och, Olivia! Zjesz z nami śniadanie? - mama pyta niepewnie, przytakuję głową i siadam obok brata. Przede mną pojawia się talerz z pachnącymi racuchami. Mój humor nieco się poprawia, polewam je musem truskawkowym i zajadam - Porozmawiasz ze mną?
- Tak - wzdycham ciężko, jednak nie chcę zachowywać się jak gówniara! Jest problem i trzeba go rozwiązać - Nie mam zamiaru unikać was, bo jesteście moimi rodzicami.
- Cieszę się, córeczko. Wiedz, że nie chcieliśmy Cię skrzywdzić. Przecież Cię kochamy.
- Wiem, mamo - schylam głowę, wpatruję się w talerz i myślę, co właściwie mam jej powiedzieć? To trudne! - Nie ukrywam, zabolało mnie to, czego się dowiedziałam. W życiu nie przypuszczałabym, że skrywacie przede mną taką tajemnicę - prycham pod nosem, bo to naprawdę niewiarygodne - Muszę się z tym oswoić, dajcie mi trochę czasu.
- Damy Ci go tyle, ile będziesz potrzebowała, Olivia. Jesteś naszym dzieckiem i wiedz, że to niczego nie zmienia. Nadal jesteśmy rodziną i liczę na to, że tak pozostanie.
- Oczywiście, mamo - unoszę głowę i marszczę brwi - Mimo to, chcę poznać swojego tatę.
- Co?! - podnosi głos i patrzy na mnie zszokowana - Dlaczego? Po co? To niepotrzebne.
- Jak możesz tak mówić? On również ma prawo mnie poznać, mamo. Jestem jego córką.
- Owszem. Ale Adam zrzekł się do Ciebie praw. Nie rozgrzebuj tego, proszę Cię.
- Zrzekł się, bo go zmusiłaś. Może gdybyś tego nie zrobiła, skontaktował by się ze mną?
- Tego nie wiem, proszę Cię tylko o to, żebyś się w to nie mieszała. Dobrze?
- Jeśli dasz mi do tego dobry powód, przemyślę to. Na razie nic z tego nie rozumiem.
- Minęło tyle lat, córeczko. Naprawdę chcesz go poznać? Czy to coś zmieni?
- Nie wiem, mamo. Po prostu chcę go zobaczyć, porozmawiać z nim. Chyba mam do tego prawo, tak? Skoro jest moim ojcem, wypada go poznać. Postawiłaś go przed faktem dokonanym, podpisał ten badziewny papierek i zniknął z mojego życia. To smutne - schylam głowę i wzdycham ciężko. Mam mętlik w głowie - Kiedy chciałaś mi powiedzieć?
- Rozważałam to kilka razy. Masz dziewiętnaście lat, jesteś dorosła, jednak nie mogłam się na to zdobyć. To dla mnie trudne, ponieważ przywołuje wspomnienia. To też ciężka sprawa dla taty, ponieważ przypomina mu o tym, co zrobiłam. On sam uważał, że powinnam Ci wreszcie powiedzieć prawdę. Niestety chyba byłam tchórzem. Przepraszam, Kochanie.
- Jest w porządku, dam sobie z tym radę. Minie kilka dni i będzie tak, jak dawniej.

Po śniadaniu przenoszę się do ogrodu. Piję pyszną, mrożoną kawę i przeglądam oferty noclegu w Cancun. Moja kochana przyjaciółka pojechała do babci i zostawiła mi na głowie zarezerwowanie hotelu. Nie sprawia mi to jednak większych trudności i po chwili bukuję dwa miejsca w fajnym miejscu, zaledwie dwieście metrów od plaży. Na samą myśl moja buzia się śmieje, bo do wyjazdu zostało zaledwie pięć dni. Potrzebuję tych wakacji, odpoczynku, relaksu i chwilowego wyłączenia myślenia. Wiadomość o biologicznym ojcu kompletnie mnie zdołowała i popsuła humor. Nadal nie rozumiem, dlaczego mama nie chce, abym go poznała, ale to trochę podejrzana sprawa. Na pewno nie odpuszczę, choćbym miała zobaczyć się z nim ten jeden raz. Wygląda więc na to, że czeka ma wycieczka do Nowego Jorku. Myślę nawet, czy nie wybrać się tam jeszcze przed wylotem do Cancun. Mam mnóstwo wolnego czasu, a i tak mnie to nie ominie.
- Hej - moje rozmyślenia przerywa Justin, który całuje mnie w czoło - Zawiesiłaś się, mała.
- Wiem, myślałam o moim ojcu i o wyprawie do Nowego Jorku. Chcę polecieć jutro.
- Jutro?! - Justin podnosi głos, aż podskakuję - Zwariowałaś? Po co się tak śpieszysz?
- Bo chcę to mieć za sobą? To nie jest dla mnie proste, a nie chcę stchórzyć. Teraz jest we mnie mnóstwo złości do rodziców, do całego świata i to mnie pcha dalej. Potem, kiedy emocje opadną mogę się poddać i zrezygnować. Chcę kuć żelazo póki gorące. Rozumiesz?
- Jasne, ale jak Ty to sobie wyobrażasz? Przecież za pięć dni lecisz do Cancun, tak?
- Mhm, to w niczym nie przeszkadza. Będę musiała jedynie wziąć trochę kasy, którą mam przeznaczoną na wyjazd. Zostanie mi mniej na wakacje, ale to nic wielkiego.
- Polecę tam z Tobą i opłacę bilety - co takiego?! Już otwieram usta, aby wybić mu ten gówniany pomysł z głowy, jednak przysuwa się i przykłada do nich palec - Nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu, jasne? Spędzimy ze sobą dwa dni z dala od rodziców, w obcym mieście. Wiesz, co to oznacza? - kręcę przecząco głową, Justin uśmiecha się szeroko i muska moje usta swoimi - Wolność, aniołku. Nikt nie będzie wiedział, kim dla siebie jesteśmy. Czyż to nie cudowne? Będę mógł pocałować Cię na środku ulicy.
- Okej, przekonałeś mnie - przyciągam go do siebie i całuję zachłannie. Mój.

Kiedy rodzice wracają z pracy, postanawiam poinformować ich o moich jutrzejszych planach. Na początku nie dowierzają, mama patrzy na mnie zszokowana, a tata wygląda na wyluzowanego. On rozumie mnie chyba bardziej niż mama, chociaż zapewne ta cała sytuacja przypomina mu o tym, jaki numer wywinęła dziewiętnaście lat temu.
- Olivia, Kochanie, ten wyjazd jest zdecydowanie za wcześnie. Dlaczego tak się śpieszysz?
- Justin pytał mnie o to samo. Po prostu chcę się z nim spotkać, porozmawiać, poznać.
- Możesz to zrobić po wakacjach, tak? Za pięć dni wylatujesz do Cancun, dziecko!
- I co z tego? Lecę do Nowego Jorku tylko na weekend, mamo! W poniedziałek wracam.
- Nie zgadzam się - co takiego?! - Rozczarujesz się swoim biologicznym ojcem, wiesz?
- Och, przestań. Nawet, jeśli faktycznie tak będzie, chcę sama się o tym przekonać.
- I cierpieć? Ten człowiek nie zasługuje, aby Cię poznać. Będzie Ci przykro, Kochanie.
- Mamo, nie chcę się z Tobą kłócić. Polecę tam i bez Twojej zgody, przykro mi.
- Pozwól jej - och! Do rozmowy wtrąca się tata, podchodzi do mnie i przytula do siebie - Olivia jest dorosła i ma prawo spotkać się ze swoim ojcem. Jakie wyrobi sobie o nim zdanie już pozostaw jej. Nie masz na to wpływu. Proszę tylko, abyś tam na siebie uważała.
- Polecę z nią, tato - Justin chrząka niezręcznie i wierci się na krześle - Nie powinna być sama, w dodatku w obcym mieście. Na pewno małe wsparcie jej się przyda.
- Oczywiście, synu. To naprawdę bardzo dobry pomysł. Cieszę się, że na to wpadłeś.
- To moja siostra, nie pozwolę, aby stała jej się krzywda - mruga okiem i atmosfera wreszcie się rozluźnia - Nie obawiaj się, mamo. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję.
- Oby - wzdycha ciężko i uśmiecha się smutno - No, dobrze! Przygotujcie się, bo za godzinę przychodzą na kolację Orsonowie - o, nie! - Chcą wynająć mieszkanie dla swojej córki - której nie znoszę! Nadęta panienka! - I przygotowałam dla nich kilka propozycji.
- Bosko! Nie ma to jak miły wieczór - przewracam oczami, a Justin szturcha mnie w bok.



Justin POV:
Nie mam najmniejszej ochoty na spędzenie tego wieczoru z Orsonami. Pamiętam ich doskonale i nigdy nie darzyłem ich większą sympatią. Rodzinka jak każda inna, chociaż od zawsze wywyższali się, jakby osiągnęli w życiu bóg wie co. Prawda była zupełnie inna, bo chociaż ojciec przyjaźnił się z Marco, zawsze był krok do przodu. Marco zazdrościł ojcu świetnie prosperującej firmy, klientów i zarobków. Sam prowadził sklep wędkarski i mimo tego, że jego działalność powoli się rozrastała, nie dosięgał w połowie do tego, co posiadał ojciec. Jego zazdrość bywała męcząca i tata wreszcie ograniczył ich spotkania do minimum. Cieszyło mnie to, bo nie musiałem wysłuchiwać ich nudnych rozmów i uśmiechać się sztucznie. Jakby tego było mało, ich córka potwornie działała mi na nerwy, a niestety leciała na mnie jak ćma do światła. Przymilała się, próbowała poderwać, ale marnie jej to szło. Carmen nie była w moim typie i nie potrafiłem tego ukryć. Pewnego razu jej ojciec rozbawił mnie do łez, kiedy stwierdził, że byłaby z nas piękna para. Wywróżył nawet, że za parę lat zostanie małżeństwem. W życiu bym się na to nie zgodził, nawet, jeśli mieliby mnie siłą zaciągnąć przed ołtarz. Nie wytrzymałbym z tą wariatką jednego dnia!
- Jak Ci idzie? Długo jeszcze? - moje przygotowania przerywa wchodząca do pokoju Olivia. Patrzę na nią w odbiciu lustra, a mój żołądek wywija koziołka. Jasna cholera, ależ ona jest piękna! Założyła na siebie białą, krótką sukienkę i wygląda obłędnie!
- Przez Ciebie właśnie mi stanął. Wielkie dzięki - krzywię się i przykładam dłoń do krocza.
- Co? Przecież nic nie zrobiłam, tak? - przewraca oczami, staje za mną i uśmiecha się.
- Wystarczy, że jesteś i reszta dzieje się sama. Po naszej akcji w kuchni wciąż jestem nabuzowany - odwracam się, przyciągam ją do siebie i wsuwam dłoń pod sukienkę.
- Nie mamy czasu na takie rzeczy. Orsonowie właśnie przyszli i musimy zejść na dół.
- Jezu, po co my jesteśmy tam potrzebni? Przecież to ich goście, a nie nasi. Prawda?
- Mam takie samo zdanie, ale mam stwierdziła, że "tego wymaga kultura". Co zrobić.
- Przypominają mi się te ckliwe seriale, w których rodzice co niedzielę spotykają się przyjaciółmi na kolacji. Piją wino, uśmiechają się, schlebiają sobie, a po wszystkim obrabiają sobie dupę naprawo i ledwo. Sama przyznaj, czyż to nie jest urocze?
- Jak cholera. Chodź, bo zaraz wparuje tutaj mama i zaciągnie nas tam za uszy!
Wzdycham ciężko, poprawiam czarną koszulę i wchodzę z siostrą na dół. Kiedy tylko pojawiamy się w salonie, w moje oczy jako pierwsza rzuca się Carmen. Wow! Muszę przyznać, że nie tego oczekiwałem, a dziewczyna cholernie się zmieniła. Musiała zastąpić okulary soczewkami, sporo schudła i jednym słowem "wyrobiła" się. Nie widziałem jej ponad trzy lata i byłem pewny, że nadal jest tą gburowatą, nadętą panienką, która ma na swój temat zbyt wysokie mniemanie. Cóż, czas podziałał na jej korzyść i to zapewne będzie ciekawa kolacja. W dodatku czuję na sobie spojrzenie Oli, przekręcam głowę i nasze oczy się spotykają. Posyła mi mordercze spojrzenie, jest wściekła i chyba nie spodobało jej się to, jak obczajałem Carmen. Jezu! Żeby tylko nie odwaliła jakiegoś gówna, jak z Natalie, bo oboje wpadniemy w pieprzone kłopoty!




***********************************************
Hello! :)
Chciałam tylko napisać, że rozdziały na nowym opowiadaniu będą pojawiać się w środy, zamiast Dotyku Ciemności :)
Zobaczymy, czy uda mi się wytrwać do końca :)

Buziaki!
Kasia





17 komentarzy:

  1. Cudowny 😘😘😘 żeby tylko nie wpadli 😮

    OdpowiedzUsuń
  2. Już chce next ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sami przez 2 dni w obcym mieście. Coś się wydarzy.

    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę się doczekać aż pojadą do Nowego Jorku! Będzie się działo! Ciesze się ze Justin uciął kontakty z Natalie ale ciekawa jestem przebiegu tej kolacji..wcale się nie dziwię Oli ze się wścieka jak widzi gdy Justin obczaja inna ładna dziewczynę. .. nie mogę się doczekać nasteonego 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby jakaś przeciwniczka dla Oli ������

    OdpowiedzUsuń
  6. To się porobiło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już nie mogę się doczekać następnego;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem bardzo ciekawa co dalej ��

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na Nowy York;*

    OdpowiedzUsuń