19.11.2017

Rozdział 16


Olivia POV:
Gapię się w wyświetlacz telefonu i czytam tę wiadomość jeszcze dziesięć razy. Mam potwornie mieszane uczucia, mój brzuch kurczy się z nerwów jak i wściekłości. Tak wiele razy głowiłam się, dlaczego utrzymuje z nią kontakt, pomaga jej, niańczy, wspiera i nagle dowiaduję się wszystkiego. Mój brat zrobił jej dziecko. Zapewne wtedy, kiedy odtrąciłam go od siebie, a potem po prostu wyjechał. Nie powiedział o tym nawet słowem, a skoro Natalie wspomniała, że tego nie doczekało oczywiste jest, że musiała je stracić. Mam chęć pójść do Justina i zażądać wyjaśnień. Skoro jesteśmy razem, chyba mam do tego prawo. Prawda? Cholera! Okłamywał mnie tak samo, jak rodzice! Co jest z nimi nie tak?!
Zaciskam zęby, zrywam się na równe nogi i po chwili wchodzę do jego pokoju. Siedzi przed laptopem, ma słuchawki na uszach i kiwa głową do rytmu. Jestem zła, zamykam za sobą drzwi i podchodzę do niego. Jednym ruchem strącam słuchawki z jego głowy, patrzy na mnie zaskoczony, unosi brew i posyła mi zdezorientowane spojrzenie. Czas na prawdę.
- Zapomniałeś telefonu - podaję mu go, przy okazji wciskając guzik, aby się włączył - Dostałeś wiadomość, a że był w moim pokoju, przeczytałam ją - napina szczękę, skupia uwagę na sms'ie i po chwili blednie - Cóż, cieszę się, że to przeczytałam. Przynajmniej dowiedziałam się o co w tym wszystkim chodzi, bo Ty nie raczyłeś mi o tym powiedzieć.
- Po pierwsze... - podnosi się, góruje nade mną wzrostem i wręcz morduje mnie spojrzeniem - Telefon to moja własność i nie waż się czytać wiadomości, które nie są zaadresowane do Ciebie. Kapujesz? - mruży oczy, a jego oddech przyśpiesza. Och, błagam! Nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia - Po drugie... - unosi telefon i pokazuje mi sms'a - Nie powiedziałem Ci, ponieważ oboje wiemy, że nie byłaś na to gotowa.
- Co za pierdolenie, Justin. Miałam prawo o tym wiedzieć, skoro jesteśmy razem. Czyż nie?
- Tak, masz rację. Czekałem na odpowiedni moment, niedawno wróciłem i miałem zrzucić na Ciebie taką bombę? Byłabyś na mnie wściekła i zapewne obraziłabyś się na cały świat.
- No wiesz, nie codziennie dowiaduję się, że mój chłopak robi dziecko innej kobiecie.
- Nawet nie zaczynaj tej gadki, Oli. Pamiętaj, że to Ty mnie odtrąciłaś, rzuciłaś i oświadczyłaś, że nie możemy tego ciągnąć. Co miałem robić, huh? Usiąść i płakać?
- Nie wiem! Wiem tylko, że to właśnie Ty powtarzałeś, że nasza miłość jest bardzo mocna.
- Bo jest! Tłukłem Ci to do głowy przez cały czas, kiedy Ty nawijałaś o tym, że nie możesz tego ciągnąc ze strachu, że ktoś nas wreszcie nakryje. Błagałem Cię, żebyś tego nie robiła, ale miałaś mnie w dupie! - odwraca się, szarpie za włosy i kręci głową - Nie masz pojęcia, jak bardzo mnie zraniłaś - dodaje ciszej, moje serce zaciska niewidzialna pięść, a łzy napływają do oczu. Doskonale pamiętam tamten dzień, chociaż wolałabym wymazać to z mojej głowy - Po prostu powiedziałaś, że to koniec i wbiłaś nóż prosto w moje serce.
- Musiałam, Justin. Nasz związek jest popieprzony, nie widzisz tego? To szaleństwo!
- Wiem, przecież jesteś moją siostrą - odwraca się i uśmiecha z kpiną. Cholera! Czuję w środku dziwny niepokój i nie podoba mi się to uczucie - Nie skupiam się jednak na tym, a na uczuciu do Ciebie. Mimo wszystko Ty wciąż mi o tym przypominasz. Po co to robisz?
- Bo nigdy nie możemy o tym zapomnieć, tak? Wciąż jest mi z tym trudno, rozumiesz?
- Oczywiście! Myślisz, że mi jest łatwo? Nie, nie jest. Myśl, że kocham i pieprzę własną siostrę jest dość przerażająca, ale nie mogę inaczej. Kocham tylko Ciebie i doskonale wiem, że nie pokocham żadnej innej kobiety. Moja miłość do Ciebie jest nierozerwalna.
- Ja Ciebie też kocham - schylam głowę, gapię się w szary dywan i czuję na policzkach ciepłe łzy - Chcę wiedzieć o wszystkim, Justin. Nie kłam, opowiedz mi o Natalie, dziecku.
- Jesteś pewna, że to odpowiedni moment? - przytakuję głową, ale chcę mieć to już za sobą - Okej, usiądź - oddycha głęboko, siadam na jego łóżku, a on naprzeciwko mnie na obrotowym fotelu - Kiedy powiedziałaś, że już nie chcesz tego ciągnąć, załamałem się. Byłem wściekły, rozżalony i rozgoryczony. Kochałem Cię, a Ty jedną rozmową przekreśliłaś wszystko. Miałem ochotę potrząsnąć Tobą, żebyś przestała wygadywać te głupoty, przytuliła mnie i pocałowała - chwyta moje dłonie i głaszcze ich wierzch. Odprężam się pod wpływem jego czułego dotyku - Widziałem w Twoich oczach, że i tak nic nie wskóram więc ustąpiłem, tylko to mogłem zrobić. Nie pogodziłem się z tym, poszedłem do klubu i spotkałem Natalie. Schlałem się, wylądowaliśmy w łóżku i od tamtej pory spotykaliśmy się. Nie kochałem jej, nic do niej nie czułem, jedynie pomagała mi wyładować napięcie. Nie pamiętam momentu, w którym zaszła w ciążę. Powiedziała mi o tym dopiero wtedy, kiedy wyjechałem. Pewnego dnia zadzwoniła i wyznała, że wraca od lekarza. Byłem w Norwegii zaledwie miesiąc. To był szósty tydzień - podnosi głowę, patrzy mi w oczy i widzę w nich ogromny smutek i żal. Kiedy widzę go w takim stanie, mam ochotę przytulić go i ochronić przed całym światem - Na początku nie mogłem w to uwierzyć, potem dostałem zdjęcie USG i potwierdzenie. Musiałem się z tym pogodzić, jednak oznaczało to, że zostanę ojcem. Czułem, że nie mogę wrócić do domu i uświadomiłem sobie, że nigdy więcej Cię już nie zobaczę - zaciska usta, przysuwa się i chowa mnie w swoich ramionach. Opieram brodę na jego ramieniu, zamykam oczy i wdycham zapach jego ciała - Każdego dnia oswajałem się z nową sytuacją, próbowałem się z tym pogodzić. Nie było mi łatwo, bo tęsknota za Tobą rozrywała moje serce na kawałki. Planowałem ściągnąć Natalie do Norwegii i zacząć wszystko od nowa. Ucieszyła się, tylko musiała skończyć szkołę. Któregoś wieczora, kiedy piłem piwo zadzwoniła i natychmiast wyczułem, że coś jest nie tak. Płakała, była załamana i wyjąkała, że poroniła - Justin odchyla głowę i odgarnia włosy z mojego czoła. Nie wiem, dlaczego, ale bardzo ciężko jest mi tego słuchać - Była w dziesiątym tygodniu, kiedy zaczęła krwawić. Lekarz stwierdził tylko, że tak się zdarza. I może zabrzmi to dziecinne i brutalnie, poczułem ulgę - zagryzam wargę, dotykam jego policzka, a Justin zamyka oczy pod wpływem mojego dotyku - Nie kochałem Natalie, była przygodą i wiadomość o dziecku cholernie mnie przygnębiła. Mimo to wspierałem ją jak tylko mogłem, chociaż łatwo nie było. Dlatego teraz czuję się za nią odpowiedzialny, Oli. Rozumiesz mnie choć trochę?
- Mhm - mruczę pod nosem i próbuję postawić się w sytuacji Natalie - Przykro mi, że spotkało ją coś tak strasznego. To dziecko nie było winne, chociaż było... Twoje.
- Tak, było moje - mówi chicho, a ja czuję w brzuchu coś dziwnego. Człowiek, którego kocham miał zostać ojcem. Gdyby to dziecko się urodziło, mogłam już go nie zobaczyć. Skoro planował swoją przyszłość z Natalie, straciłabym go bezpowrotnie - Dla mnie to zamknięty rozdział, przeszłość, do której Natalie niestety wciąż wraca. Minęło tak wiele czasu i czas pójść do przodu. Nie rozumiem, dlaczego na nowo sobie o tym przypomniała. Namawiałem ją, aby wybrała się do psychologa, może on coś zaradzi. Zadeklarowałem się, że pójdę tam razem z nią - spinam się i marszczę brwi zaskoczona - Wiem, że nie podoba Ci się ten pomył i rozumiem to, jednak przysięgam, że Natalie nic dla mnie nie znaczy, Oli. Kocham tylko Ciebie, wróciłem właśnie z tego powodu. Liczysz się tylko Ty - bierze moją głowę w dłonie i składa czułego buziaka na moich ustach. Napiera na mniej mocniej, przewraca na łózko i układa się na mnie. Całujemy się namiętnie, wsuwam dłonie pod jego koszulkę i głaszczę po nagich plecach. Chciałabym po prostu się z nim kochać, ale to nie jest odpowiedni moment. Doskonale to wyczuwa, bo odsuwa się ode mnie - Rodzice.
- Tak - uśmiecham się i cmokam go w nos - Nie możemy aż tak ryzykować, braciszku.
- Weź! Nie mów tak do mnie, kiedy leżysz pode mną - przygryza wargę i dociska dolą część ciała do mojej. Przewracam oczami, bo czuję jego podniecenie na dole - Pragnę Cię, tak dawno się nie kochaliśmy - sunie nosem po mojej szyi i przygryza ją lekko.
- No nie wiem, czy tak niedawno. To Ty jesteś nabuzowany przez cały czas. Wiesz o tym?
- Mówisz tak, jakbyś tego nie chciała - porusza brwiami, podnosi się i pomaga mi wstać. Poprawiam koszulkę i odgarniam włosy - Nie myśl, że z Tobą skończyłem. Dopadnę Cię.
- Zboczeniec z Ciebie - chichoczę i szturcham go łokciem w żebra - Zasłużyłeś?
- Oczywiście! Przecież tak bardzo Cię kocham - unosi brew, patrzy na mnie z rozbawieniem, ale rozczula mnie tymi słowami - Właściwie, co o tym wszystkim myślisz? Mów szczerze.
- Nie wiem, to solidnie pokręcone. Przykro mi, że Natalie poroniła, ale nadal jej nie lubię.
- Domyślam się. Nawet przez chwilę nie oczekiwałem, że zapałasz do niej sympatią.
- Irytuje mnie, uczepiła się Ciebie i na dodatek jesteś na skinienie jej palca. Wiesz, że tak nie może być? Rozumiem, że jest jej smutno, ale straciła dziecko dziesięć miesięcy temu, a nie dziesięć dni. Do końca swojego życia ma zamiar się obok Ciebie kręcić? To obłęd!
- Zwariowałaś? Oczywiście, że nie! W sumie powiedziałem jej dzisiaj, że powinniśmy ograniczyć nasze spotkania - och! A to nowość - Źle na nią działam, przypominam jej przeszłość, a chcę, żeby poszła dalej. Na dodatek wyznała, że się we mnie zakochała.
- Świetnie, wiesz? Jeszcze tylko tego brakowało. Przecież ona nie da Ci spokoju, Justin!
- Musi uszanować moją decyzję. Nie mam zamiaru się z nią spotykać. Obiecałem, że pójdę z nią do lekarza i dotrzymam słowa, ale po tym koniec. Musi być dzielna i ogarnąć się.
- Czuję, że to wcale nie będzie takie proste. Musisz naprawdę być twardy i nie biegać za nią, kiedy sobie tego zażyczy. Tym dajesz jej nadzieję na coś więcej, nie rób jej tego.
- Nie martw się, zrobię z nią porządek. Obiecuję - przytula mnie i całuje w czubek głowy.

Z rodzicami nie rozmawiam od dwóch dni. Wcale nie było mi z tym łatwo, ponieważ praktycznie w ogóle się z nimi nie kłóciłam. Teraz sytuacja mnie przerosła i muszę poukładać sobie wszystko w głowie. Nie codziennie dowiaduję się, że mam innego ojca. Żyłam spokojnie, byłam szczęśliwa i miałam cudowne dzieciństwo. Nigdy nie spodziewałam się, że mężczyzna, który mnie wychowuje, troszczy się o mnie i kocha, tak naprawdę nie jest moim biologicznym ojcem. Tata jest wspaniałym człowiekiem i dziwię się, że mama mogła wywinąć taki numer i go zdradzić. Tak po prostu poszła do łóżka z innym facetem? Niewiarygodne! Chociaż zdecydowanie bardziej zaskakuje mnie fakt, że tata jej to wybaczył. Przecież była w ciąży, a on mnie zaakceptował i wychował jak własne dziecko. Kiedy o tym myślę, łzy napływają mi do oczu. Jemu również musiało być potwornie ciężko. Kocha mamę, mieli dwójkę fajnych dzieciaków, aż tu nagle mama wraca z delegacji na dodatek z "wpadką". Nie byłam planowana, po prostu im się "przydarzyłam".
Zastanawiam się, jaki jest mój biologiczny ojciec. Mama wspomniała, że "wcale nie jest taki święty", ale co to niby znaczy? Jest mordercą, złodziejem, oszustem? Wątpię. Skoro pracowali razem, nic na to nie wskazuje. Wydaje mi się, że mama po prostu rzuciła tym tekstem, aby mnie do niego zniechęcić. Sama wyznała, że chciał mieć ze mną kontakt, a to ona zmusiła go, aby zrzekł się do mnie praw. Dlaczego do cholery zrobiła coś takiego?! Tak naprawdę odebrała mu jego własne dziecko, to szalone! Prycham wkurzona i im dłużej o tym myślę, tym jestem bardziej zła na matkę. I chcąc nie chcąc, wpada mi do głowy pomysł, aby odwiedzić mojego tatusia. Powinien poznać swoją córkę.

Związuję włosy w kucyk i człapię na dół. Dochodzi dopiero dziesiąta rano, ziewam przeciągle i włączam ekspres. W międzyczasie biorę mój ulubiony kubek, nalewam trochę mleka i robię kawę. Myślę o moim wyjeździe z Kate, który zbliża się wielkimi krokami. Zostało zaledwie kilka dni i musimy jeszcze zarezerwować hotel. Jednak moja przyjaciółka wczoraj pojechała do babci i wróci dopiero w weekend. Jeszcze okaże się, że przyjdzie nam spać pod gołym niebem. Chichoczę na tę głupią myśl, a do kuchni wchodzi Justin.
- Ktoś tu ma od rana dobry humor, co? - mruga okiem i całuje mnie w czubek głowy.
- Nie jest źle. Właśnie przypomniałam sobie, że nie mamy rezerwacji hotelu z Kate.
- Naprawdę? Przecież jedziecie w przyszłym tygodniu! Powinnyście to szybko zrobić.
- Wiem, zajmę się tym jeszcze dzisiaj, bo Kate jest u babci. A Ty? Wychodzisz gdzieś?
- Tak, Natalie umówiła wizytę u psychologa - wzdycha ciężko i patrzy na mnie niepewnie.
- Rozumiem - uśmiecham się lekko, słodzę kawę i siadam przy stole - Martwisz się?
- Martwię? Nie - wzrusza ramionami i siada obok mnie - Chcę to mieć już za sobą.
- Mam nadzieję, że ta rozmowa pomoże Natalie i upora się z przeszłością. Najwyższy czas.
- Szczerze mówiąc, ten temat zaczyna mnie potwornie denerwować - och, zaskakuje mnie tym - Ileż można słuchać jednego i tego samego? Wiem, że straciła dziecko, rozumiem to, jednak upłynęło naprawdę mnóstwo czasu i Natalie powinna się ogarnąć. To nie stało się tydzień temu, a czasami mam takie wrażenie. Nie pozwala mi o tym zapomnieć.
- A może ona chce wywołać w Tobie coś na kształt litości? Myślałeś o tym?
- Litości? - marszczy brwi, patrzy na mnie i wygląda tak, jakby coś właśnie kliknęło mu w głowie - Cholera, nie patrzyłem na to pod tym kątem, ale to ma sens, Oli.
- Tak to wygląda. Zobaczysz, co powie o tym lekarz. On na pewno ją rozgryzie.
- Oby! Bo inaczej zwariuję. A teraz muszę uciekać, do później - pochyla się, przykłada dłoń do mojego policzka i czule całuje. Uśmiecham się, a moje serce przyśpiesza.



Justin POV:
Jadę po Natalie, która na mój widok uśmiecha się szeroko i wsiada do samochodu. Wygląda naprawdę ładnie. Jej policzki są zaróżowione, rozpuściła włosy i założyła białą, letnią sukienkę. Całuje mnie w policzek i zapina pas. Wcale nie wygląda na przygnębioną, chociaż może mi się wydaje? Od naszej rozmowy w parku mam mieszane uczucia. Mam dziwne wrażenie, że Natalie postanowiła zagrać ze mną w jakąś grę, ale nie bardzo rozumiem zasady. Może Olivia ma rację? Może tutaj chodzi właśnie o litość?

Na miejscu jesteśmy prawie godzinę później. Gabinet mieści się w centrum Chicago, na spokojnym, strzeżonym osiedlu. Opuszczamy samochód, wchodzimy do odpicowanego budynku i podchodzimy do rejestracji. Miła kobieta wita nas uśmiechem i kieruje pod gabinet numer pięć. Idziemy więc powoli i siadamy na fotelach w poczekalni.
- Każdy pacjent umówiony jest na daną godzinę, dlatego nie ma zbyt wielu ludzi. To prywatna klinika - Natalie wyrywa mnie z zamyślenia i spoglądam na nią - Mój tata tutaj kiedyś pracował, dlatego wizyta jest tak szybko. Czasami trzeba czekać parę miesięcy.
- Rozumiem - chrząkam niezręcznie i wiercę się na fotelu. Zaczynam się denerwować.
- Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną - Natalie chwyta moją dłoń i mocniej ściska palce.
- Nie ma sprawy. Przecież sam to zaproponowałem, to dla Twojego dobra. Wiesz o tym?
- Mhm - przytakuje, przysuwa się nieco i przytula do mojego ramienia. Spinam się, bo nie bardzo podoba mi się to, co wyprawia. Skoro jest we mnie zakochana, jak sama twierdzi, nasze spotkania nie wróżą nic dobrego - Trochę się boję tej wizyty. Nie chcę o tym mówić.
- Wiem, jednak musisz się przełamać, dobrze? Opowiedz wszystko, co leży Ci na sercu.
- Postaram się - unosi głowę, odgarnia włosy i cmoka mnie w policzek. Na szczęście tę chwilę przerywa lekarz, który wychodzi z gabinetu i zaprasza nas do siebie. Siadamy na białej kanapie naprzeciwko niego i dopiero teraz czuję się niezręcznie! - Dzień dobry.
- Witam was. Nazywam się Samuel Pereira - uśmiecha się przyjaźnie i ściska nasze dłonie. Wygląda na sympatycznego - Co was do mnie sprowadza? O czym porozmawiamy?
- Cóż - zaczynam pierwszy i biorę głębszy oddech - Natalie i ja spotykaliśmy się. To było dosyć dawno, bo ponad rok temu. Nie trwało to zbyt długo, jednak Natalie zaszła w ciążę. Dowiedziałem się tego po wyjeździe do Norwegii. Byłem tą wiadomością bardzo zaskoczony, ale stało się. Niestety dzieliły nas kilometry i zaplanowałem, że ściągnę do siebie Natalie i jakoś to wszystko poukładamy. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że poroniła - przełykam ślinę i nawijam jak nakręcony, chcę to mieć za sobą.
- Rozumiem, że są Państwo tutaj właśnie z tego powodu, tak? - przytakuję, a Natalie siedzi cichutko jak myszka. Przecież to ona ma z tym problem, nie ja! - Rozumiem - lekarz notuje coś w swoim notesie i stuka ołówkiem w brodę - No dobrze. Może Pani zechce przedstawić swój punkt widzenia, uczucia? Co Panią martwi, niepokoi? Śmiało.
- J-ja - jąka się, bawi palcami i gapi wprost w swoje dłonie - Nie umiem sobie poradzić. Justin wrócił i wróciły również wspomnienia tego, co się stało. Wiem, że minęło sporo czasu, ale... bardzo przeżyłam to, co się wydarzyło. Kocham Justina i chciałam tego dziecka - świetnie! Na takie wyznanie nie byłem gotowy - Między nami wszystko się już skończyło, jesteśmy tylko przyjaciółmi, chociaż moje uczucia wciąż są takie same.
- Panie Justinie, pytanie do Pana. Jakie są Pana uczucia względem Natalie?
- Jak sama wspomniała, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie chcę kłamać, ponieważ nie o to tutaj chodzi. Kiedy się poznaliśmy, zmagałem się z odrzuceniem przez inną dziewczynę, cierpiałem. Poznaliśmy się w klubie, wylądowaliśmy w łóżku, a potem spotykaliśmy właśnie w tym celu - mówię prosto z mostu, lekarz uważnie mnie słucha, a Natalie nagle chwyta moją dłoń. Co ona wyprawia? - Nasza przygoda trwała trzy miesiące i postanowiłem wyjechać. Wtedy nic do niej nie czułem i teraz jest dokładnie tak samo. Przykro mi.
- Niepotrzebnie. Nie można zmuszać się do uczuć, ponieważ to nie ma szans się udać. Mam rozumieć, że łączył Państwa tylko seks? - przytakuję głową i dyskretnie zabieram dłoń z uścisku Natalie - Wrócił Pan po kilku miesiącach od przykrego dla was wydarzenia. Spotykacie się nagle, wracają wspomnienia i dawne uczucia. Myśleliście o tym, czy te spotkania są dla was dobre? - bingo! Trafił w sedno! - To będzie dla Pani bolesne.
- Wcale nie - burczy pod nosem, spoglądam na nią, ale wygląda na wkurzoną - Zależy mi na Justinie i jest mi blisko osobą. Przecież był ojcem mojego dziecka, tak? - unosi głowę i patrzy na mnie ze złością - Nie chcę, żeby ot tak mnie zostawił i zapomniał o tym, co się między nami wydarzyło. To już na zawsze będzie między nami, nasze dziecko.
- Odnoszę wrażenie, że jest Pani bardzo przywiązana do Pana Justina. To dosyć dziwne, ponieważ nie widzieliście się bardzo długo. Proszę mi powiedzieć, czy nie może sobie Pani poradzić ze stratą dziecka, czy być może ze stratą Pana Justina? To bardzo ważne.
- Oczywiście, że chodzi o nasze dziecko! Poroniłam, bardzo cierpiałam i nie mogłam liczyć na jego wsparcie, ponieważ był w pieprzonej Norwegii i miał to wszystko w nosie!
- Więc o to Ci chodzi? - prycham wkurzony i zaciskam szczękę - Chcesz wywołać we mnie wyrzuty sumienia, ponieważ nie było mnie przy Tobie? Wybacz, ale nie mogłem wrócić.
- Chrzanisz! Gdybyś chciał, mogłeś wsiąść w samolot i wspierać mnie w trudnych chwilach.
- A może po prostu nie chciałem? - mówię cicho, a Natalie uchyla usta w szoku - Nie kochałem Cię, wiedziałaś o tym. To dziecko nie było planowane, po prostu wpadliśmy. Przez długo czas nie mogłem sobie z tym poradzić, ponieważ nie chciałem się z Tobą związać. Próbowałem to jakoś poskładać, zaopiekować się Tobą, dzieckiem...
- A potem poroniłam i było Ci to na rękę, prawda? - dodaje szeptem i chociaż przed chwilą byłem wkurzony, robi mi się jej żal - Nie masz pojęcia, jak bardzo cieszyłam się na wieść o dziecku. Może faktycznie to nie był dobry czas, ale stało się. A Ty mówisz mi teraz coś takiego? Świetnie, dziękuję! Mógłbyś przynajmniej udawać, a nie dołować mnie.
- Udawanie nie ma sensu - lekarz wtrąca się do naszej sprzeczki - Spotkaliśmy się tutaj, aby mówić prawdę i wyrzuć z siebie wszelkie negatywne uczucia. I widzę konflikt między wami. Pani czuje coś do Pana Justina, jednak on nie odwzajemnia tego uczucia. Straciliście dziecko, minęło sporo czasu, a Pani wciąż do tego wraca. Mam dziwne wrażenie, że wręcz uczepiła się Pani właśnie tego i chce wywrzeć na Panu Justinie presję. Dlaczego zależy Pani na tym, aby Pan Justin miał wyrzuty? Kocha go pani, takie zachowanie nie jest fair.
- Bo powinien je mieć! Wyjechał, zostawił mnie i nawet się nie pożegnał! - podnosi głos i wiem, co się zaraz zacznie. Przechodziłem dokładnie to samo z Olivią - Zachował się jak szczeniak, a mnie na nim zależało. A potem dowiedziałam się o ciąży i ucieszyłam się, bo czułam, że to nas do siebie zbliży i odzyskam go. A mimo to on nadal miał mnie w dupie.
- Nieprawda! Chciałem, żebyś do mnie przyleciała. Miałaś tylko skończyć szkołę, Natalie!
- I co z tego? Poroniłam i nagle te plany szlag trafił. Już nic nas ze sobą nie łączyło, czyż nie? Odetchnąłeś z ulgą, bo kłopot rozwiązał się sam. Już mnie nie chciałeś.
- To nie tak, że Cię nie chciałem. Po prostu nic do Ciebie nie czułem, ale chciałem zaopiekować się Tobą i dzieckiem. Naprawdę chciałem! Jestem dorosłym człowiekiem i zadbałbym o was. Nawet wbrew swoim własnym uczuciom. To było również moje dziecko.
- Którego i tak nie chciałeś! - krzyczy niemiłosiernie, zrywa się na równe nogi i wybiega z gabinetu. Nie ukrywam, jestem zszokowany jej zachowaniem, chociaż nie powinienem,
- Panie doktorze, co Pan o tym wszystkim myśli? Co ja mam z nią zrobić?
- Cóż, jeśli mam być szczery, tutaj wcale nie chodzi o przeszłość, czy Państwa utracone dziecko. Pani Natalie Pana kocha i właśnie o to się rozchodzi. Wspomina o dziecku właśnie po to, aby móc Pana przy sobie zatrzymać. To jedyna sprawa, która was łączy.
- Czułem to. Odkąd wróciłem zachowuje się dość dziwne i wciąż wspomina tylko o tym.
- Skoro jest w Panu zakochana, nie chce Pana stracić. To naprawdę trudna sytuacja.
- Więc, co mam zrobić? Nie kocham jej, nie chcę z nią być. Było minęło, to przeszłość.
- Niestety nic nie mogę na to poradzić, decyzję musi Pan podjąć sam. Jedyne, co mogę powiedzieć na zachowanie Pani Natalie to fakt, że wasze spotkania nie wpływają na nią dobrze. Robi sobie nadzieję na coś więcej, a z Pana strony to chyba nie wypali.
- Nie, zdecydowanie nie. Jestem związany z kimś innym i moje dziewczyna jest zazdrosna o to, że wciąż niańczę Natalie. Nie mogę w to brnąć, ponieważ ona mnie męczy.
- Tak, widzę to. Jest bardzo absorbująca, rozchwiana emocjonalnie. Wydaje mi się, że powinna uczęszczać na terapię, ponieważ nie radzi sobie ze swoimi uczuciami.
- Do tego raczej jej nie namówię, ale może powinienem porozmawiać z jej rodzicami.
- Zdecydowanie. Pani Natalie jest jeszcze bardzo młoda, na dodatek straciła dziecko, została odrzucona i zapewne to wszystko na nowo ją przytłoczyło. Trzeba działać.
- Dziękuję, Panie doktorze. Ta wizyta wiele mi uświadomiła - podnoszę się, ściskam jego dłoń i opuszczam gabinet. Kiedy wychodzę na korytarz, dostrzegam siedzącą na krzesełku Natalie. Patrzy w dół i pochlipuje - Nie płacz - przysiadam obok, obejmuję ją i próbuję pocieszyć - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - kołyszę ją na boki, jednak wiem, co muszę zrobić. Nie spodoba jej się to, jednak to najlepsze wyjście z tej sytuacji. 





26 komentarzy:

  1. Super rozdział i super autorka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię Natalie...
    Ciekawi mnie czy Oli odnajdzie swojego ojca, mam nadzieję że tak.
    Super rozdział! 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. CiekawA jestem czy tak gładko pójdzie te ich rozstanie , jakos wątpię żeby Natalie tak łatwo opuściła. .
    Oli chce odnaleźć swojego biologicznego ojca, ciekawe czy jej się uda i jaki on będzie. .. rozdział super i niw mogę się doczekać nasteonego 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  4. O maaatko! Jak ta Natalie mnie wkurza! Niech odwali sie od Justina raz a dobrze,plis.. Nie zniose jej więcej eh

    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta dziewczyna juz mnie denerwuje :-/powinna dac Justinowi spokój:P
    Czekam na nastepny rozdzial💕

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział 😄
    Ugh..nie przepadam za ta cholerna Natalie,mam nadzieje ze Justin cos z tym zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Natalie nie da tak łatwo się odrzucić. Jest osobą, którą wyrzuci się drzwiami, a ona wejdzie oknem. Oby to wszystko nie odbiło się negatywnie na relacjach Olivii i Justin'a.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  8. Natalie jeszcze namiesza ....

    OdpowiedzUsuń
  9. Natalie tak strasznie mnie wkurza! Ona nie da im spokoju to pewnie...
    Ogólnie rozdział jak zwykle cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham to ��

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam to *-*

    OdpowiedzUsuń
  13. nie przepadam za Natalie, ale mimo wszystko wspolczuje. strata dziecka z pewnoscia byla dla niej bolesnym przezyciem, widac ze odbilo sie to na jej psychice i przez to uczepila sie Justina jak rzep psiego ogona. a z Olivia calkowicie sie utozsamiam bo jestem tak samo wybuchowa jak ona. cudny rozdzial:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Chce już next ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Super rozdział ��

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiedziałam ze nie będzie rozdziału bo nie przekroczyliśmy limitu komentarzy :]
    Przez cały tydzień nie chce wam się skomentowa rozdziału. Żenada

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudowny rozdział! Pozdrawiam i czekam na kolejny ��

    OdpowiedzUsuń
  18. Bym chciała żeby oni nie byli rodzeństwem ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 1; Są przyrodnim rodzeństwem
      Po 2; Skoro to opowiadanie o takiej fabule to dziwne, aby nagle nie byli rodzeństwem ;)

      Usuń
  19. Czekam na next ��

    OdpowiedzUsuń
  20. Ostatnio odkryłam to opowiadanie ��
    Jest mega ��

    OdpowiedzUsuń
  21. dodasz dzisiaj Kasiu ?

    OdpowiedzUsuń