07.08.2017

Rozdział 2


Droga, którą pokonuje zdaje się trać wieczność, a dzieli nas zaledwie kilkanaście kroków. Kiedy wreszcie staje przede mną, wpatruję się w niego jak zahipnotyzowana. Pieprzony rok! Długie trzysta sześćdziesiąt pięć dni! Po prostu wyjechał, pozostawiając po sobie ckliwy liścik. Przeklinałam go każdego dnia, a moja nienawiść rosła i teraz miała szansę ujrzeć światło dzienne. Mimo to stałam i nie mogłam wydusić z siebie nawet słowa!
- Oli - mówi cicho, a mój żołądek wywraca się na drugą stronę. Moi bliscy skracają moje imię, jednak to w jego usta ten skrót brzmi jak balsam na moje biedne serce. Boli, tak cholernie boli. 
To on utwierdzał mnie w tym, że nie robimy nic złego. To on powtarzał, że nasza miłość jest najważniejsza, silna, niezniszczalna. To on pocieszał mnie, kiedy załamywałam się i chciałam to wszystko skończyć. I to właśnie on przekreślił nasz związek wyjeżdżając bez pożegnania - Hej - uśmiecha się lekko i nie spuszcza ze mnie wzroku. Patrzy tak, jak patrzył rok temu. Z miłością. A może mi się wydaje? Tak, na pewno.
- Muszę iść - tylko tyle udaje mi się z siebie wykrzesać. Mijam go i otwieram drzwi od strony kierowcy. Szybko zostają zamknięte z powrotem, a Justin układa dłoń na moim ramieniu odwracając mnie w swoją stronę. Nie dam rady! - Czego ode mnie chcesz?
- Porozmawiać? - pyta niepewnie, a ja prycham ze złością - Poświęcisz mi kilka minut?
- Nie mam Ci nic do powiedzenia i nie chcę Cię słuchać. Wracaj tam, skąd przyjechałeś.
- Oli, proszę. Pozwól mi to wszystko wyjaśnić, dobrze? Wróciłem do miasta kilka dni temu.
- Dni? Wow, śpieszyłeś się, żeby odwiedzić swoją jedyną rodzinę. Brawo, Justin. Cały Ty!
- Nie kpij, okej? - wzmacnia uścisk na moim ramieniu, ale mam ochotę go walnąć! - Myślisz, że to wszystko jest takie proste? Nie, nie jest! Miałem zamiar odwiedzić rodziców, ale wiedziałem, że Ty tam będziesz. Chciałem się do tego odpowiednio przygotować.
- Mam nadzieję, że te kilka dni Ci na to pozwoliło. Rodzice bardzo się ucieszą, jedziesz?
- Teraz? - pyta zaskoczony, a ja się uśmiecham. Tchórz! - W porządku, niech Ci będzie.
- Super - obojętnie wzruszam ramionami i wsiadam do samochodu. To będzie długi dzień.

Dojeżdżamy do domu w przeciągu dziesięciu minut. Jestem potwornie zestresowana, mój brzuch kurczy się, a dłonie pocą. Boże, Justin wrócił. Wciąż nie mogę w to uwierzyć! Wyjechał tak nagle i wrócił tak nagle, zupełnie bez uprzedzenia. Jak mam zachować się w jego obecności? Nienawidzę go, jednocześnie wiem, że nadal go kocham. To pochrzanione.
- Oli - biorę zakupy, a obok mnie pojawia się Justin - Pomożesz mi przez to przebrnąć?
- Wyluzuj, przyjechałeś do rodziny, a nie na ścięcie głowy - przewracam oczami, otwieram drzwi i wchodzimy do środka. Mama krząta się po kuchni, nuci do płynącej z radia melodii i miesza coś w garnku - Cześć, mamciu! Przyprowadziłam Ci gościa! - krzyczę wesoło, mama przekręca głowę i uchyla usta w szoku - Czyż to nie cudownie, że Justin postanowił wrócić? - klaszczę w dłonie, brat posyła mi mordercze spojrzenie, ale niech nie myśli, że nie spróbuję mu dogryźć - Spotkałam go przypadkiem pod supermarketem i zaprosiłam do nas.
- Mój boże, syneczku - mama odwiązuje fartuszek, podchodzi i bierze go w ramiona. Justin chrząka niezręcznie, ale posłusznie obejmuje mamę - Jak dobrze Cię widzieć! Gdzie Ty się podziewałeś, hmm? - odchyla się i mierzy go wzorkiem - Wydoroślałeś, zmężniałeś.
- Tak, minął rok - uśmiecha się niepewnie i drapie w kark - Byłem w Europie, pracowałem.
- Och, w Europie? Opowiesz nam o tym? - bierze go za rękę, siadamy przy wyspie kuchennej i czuję się jak mała dziewczynka, która czeka na niesamowicie ciekawą opowieść.
- Cóż, razem z Lucasem obraliśmy za cel Norwegię. Pracowaliśmy na platformie wiertniczej - orzesz cholera jasna. Uchylam usta i gapię się na niego, jakby przyleciał z pieprzonego kosmosu - Ciężka praca, jednak cholernie dobrze płatna. Mimo to, było całkiem fajnie.
- Nie spodziewałam się czegoś takiego, Kochanie. Dlaczego wybrałeś akurat Norwegię?
- Lucas miał tam znajomego, który chętnie nas przygarnął. Od tego się zaczęło.
- Dlaczego właściwie wyjechałeś tak nagle? I co najważniejsze, dlaczego bez pożegnania?
- Złożyło się na to kilka spraw, mamo. Dobrze wiem, że sprawiałem wam mnóstwo problemów w przeszłości i potrzebna nam była taka przerwa. Wybacz, że się nie pożegnałem. Chyba nie miałem odwagi, bo wiedziałem, że spróbujesz mnie zatrzymać.
- Oczywiście, że próbowałabym Cię zatrzymać! Tutaj jest Twoje miejsce, Justin.
- Chyba boleśnie to do mnie dotarło, kiedy byłem tak daleko. Tęskniłam za wami - schyla głowę, a ja czuję, jakby dał mi w twarz. Mam ochotę po prostu wstać i wyjść, jednak nie robię tego ze względu na mamę. Wiem, że wyjechał przeze mnie. Przez to, co nas łączyło. Przez cały czas ciągnął to, pocieszał mnie i wspierał, a potem zostawił jak zużytą zabawkę. Nie ma pojęcia, jak bardzo mnie zranił - Postanowiłem wrócić na dobre i nigdzie już się nie wybieram. Wróciłem również do naszego sklepu, który prowadziłem z Lucasem.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę! Kiedy wróciłeś i gdzie właściwie sypiałeś?
- Kilka dni temu. Lucas przenocował mnie w swoim mieszkaniu. Wiesz, musiałem się dobrze przygotować na tę rozmowę, aż nagle niespodziewanie spotkałem Olivię przed sklepem.
- Powinieneś od razu wrócić do domu, Justin - mama karci go spojrzeniem, a ja zaciskam usta ze śmiechu. Dobrze mu tak, ma za swoje - Tata będzie w szoku! Zrobiłeś nam cudowną niespodziankę - bierze jego dłoń, ściska mocniej i patrzy na niego tym maślanym, matczynym spojrzeniem - Och! Przecież Ty nic nie wiesz, zostałeś wujkiem. Matthew ma córeczkę, jest prześliczna! A może wybierzemy się do nich jeszcze dzisiaj, co Ty na to?
- Chętnie, koniecznie muszę ją zobaczyć. 
Wiele mnie ominęło. Powinienem coś kupić?
- Oczywiście! To będzie wasze pierwsze spotkanie. Po drodze wstąpimy do sklepu.
- Ja odwiedzę ich innym razem, na dzisiaj jestem już umówiona i nie mam czasu. 

- Dla brata, który wrócił po roku? Och, Kochanie! Odwołaj swoje plany i wszyscy razem odwiedzimy dzisiaj Matt'a, dobrze? - świetnie! Po prostu rewelacja! - Myjcie ręce, zaraz zrobię naleśniki - mama uśmiecha się szeroko i chyba cieszy ją widok Justina.

Chwilę później przebieram się, myję ręce i wycieram w ręcznik. Wiążę włosy w koka, wrzucam ciuchy do kosza na pranie, a w drzwiach łazienki pojawia się Justin. Opiera się o futrynę i nie spuszcza ze mnie wzroku. Krępuje mnie. Czuję się dziwnie w jego towarzystwie, jakbym nie widziała go pieprzoną wieczność. Cóż, rok to całkiem sporo.
- Zmieniłaś się - mówi cicho i uważnie mi się przygląda. Patrzę w lustro i poprawiam makijaż - Wypiękniałaś, nabrałaś kobiecych kształtów, urosły Ci włosy - jasna cholera, co jeszcze? - Nie pojmuję, jak mogłem uciec i zrezygnować z Ciebie - upuszczam pędzel i gwałtownie wciągam powietrze. Nie wierzę, że powiedział to na głos! - Tęskniłem za Tobą, Oli - zamyka drzwi, podchodzi i staje za mną. Jest wyższy ode mnie, co zawsze mi się podobało. Uwielbiał przytulać mnie do siebie i podpierać brodę na czubku mojej głowy. Tak właśnie robi. Obejmuje mnie w talii, jego broda wbija się w moją głowę, a nasze oczy spotykają się w odbiciu lustra. Jestem spięta, oddycham płytko i czuję, jakby jego dotyk wypalał w mojej skórze dziurę - Mam nadzieję, że będziesz w stanie mi to wybaczyć. Nie chciałem, żeby tak wyszło, jednak moje uczucia do Ciebie z każdym dniem przybierały na sile. Byłaś dla mnie wszystkim! Kochałem Cię, nie masz nawet pojęcia, jak bardzo.
- M-mam pojęcie. Kochałam Cię tak samo mocno, a Ty po prostu mnie zostawiłeś.
- Musiałem! - podnosi nieco głos i odwraca mnie w swoją stronę. Unosi palcem moją głowę i nasze oczy się spotykają. Tonę w nich, ponieważ Justin ma najpiękniejszy kolor oczu, jakikolwiek wiedziałam - Jesteś moją siostrą, Olivia. To było złe, co robiliśmy i pewnego dnia boleśnie to do mnie dotarło. Kochałem Cię, ale to nie mogło się udać. Rozumiesz? - jego słowa tną moje biedne serce. Zdążyłam poskładać je do kupy przez ten rok, a on ponownie je roztrzaskuje - To dla Twojego dobra, nie chciałem Cię skrzywdzić. Uwierz mi.
- Nie mów mi tego, nie zniosę więcej - odrywam się od niego, przykładam dłoń do czoła i staram się nie rozpłakać - Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo przez Ciebie cierpiałam. Opuściłeś mnie z dnia na dzień, pozostawiając jedynie głupi liścik. Jesteś tchórzem - zaciskam szczękę i patrzę na niego ze złością. Jest zaskoczony, wpatruje się we mnie i marszczy czoło - Nienawidziłam Cię za to, wiesz? Nadal nienawidzę. To właśnie Ty przekonywałeś mnie, że nasza miłość jest wyjątkowa i nie możemy z niej zrezygnować. Każdego dnia pchałeś mnie głębiej i głębiej, a ja zakochiwałam się bez pamięci. A potem jak za pstryknięciem palców zniknąłeś z mojego życia. Nie miałeś prawa wyjeżdżać, rozumiesz? Na pewno nie w ten sposób! - dyszę ciężko, płonę ze złości, a między nami zapada cisza. Gapimy się na siebie, mam ochotę przywalić mu za to, co odwalił, jednak dzieje się kompletnie na odwrót. Justin robi dwa kroki, bierze moją głowę w dłonie i zachłannie całuje. Tracę oddech, staję na palcach i przyciągam go do siebie. Nasze języki pocierają się o siebie zachłannie, mocno, z pożądaniem. Czuję jego dłonie na pupie, unosi mnie i owijam nogi wokół jego bioder. Wsuwam palce w jego włosy i zaciskam. Cichutki jęk ucieka z jego ust, ale mam ochotę zrobić mu o wiele więcej i wiem, że pewnego dnia tak się właśnie stanie. Zapłaci mi za to, co musiałam przez niego przejść - Nienawidzę Cię, Ty cholerny dupku - płonę, kiedy jego usta suną po mojej szyi. Przygryza ją, dmucha i liże językiem. Boże! W moim ciele szaleje tornado niesamowitej przyjemności, a podniecenie rozlewa się szturmem. Tak potwornie za nim tęskniłam! Przytłacza mnie to uczucie.
- Wiem, masz prawo - szepcze przy moim uchu, sadza mnie na blacie obok zlewu i wsuwa dłonie pod moją koszulkę. Opuszkami palców muska moje plecy, przygryza płatek ucha i mówi dalej - Ale wiem też, że nadal mnie kochasz, Oli - moje serce zaciska się na jego słowa, ponieważ to prawda. Minął rok, a moje uczucia się nie zmieniły. Ba! Na moje nieszczęście właśnie budzą się na nowo. Przeciągają się leniwie, jakby ktoś wyrwał je z przyjemnej drzemki - Ja Ciebie też kocham, chyba nawet jeszcze mocniej - uśmiecha się, jego policzki unoszą się ku górze i mocniej dociska mnie do siebie - Wróciłem dla Ciebie, nie mogłem już wytrzymać. Nie myśl, że wyjechałem i prowadziłem normalne życie. Nie, wręcz przeciwnie, tęsknota rozpieprzała moje serce każdego dnia. Przywoływałem wszystkie nasze wspólnie spędzone chwile i katowałem się nimi bez końca. Cierpiałem nie mniej, niż Ty - boże! Wbijam zęby w wargę i czuję pierwsze łzy na policzkach. Sądziłam, że zapomniał o mnie i wyleczył się z tego popieprzonego uczucia. Kompletna porażka!
- Olivia, Justin! Naleśniki gotowe! - wzdrygam się na dochodzący z dołu głos mamy.
- Już idziemy, moment! - Justin krzyczy głośno i ociera moje policzki - Nie płacz, teraz wszystko już będzie dobrze. Obiecuję - patrzę mu w oczy i zastanawiam się, jak to niby ma wyglądać? - Porozmawiamy jeszcze wieczorem, okej? - przytakuję głową, doprowadzam się do porządku i schodzimy na dół. Czas ponownie grać zgodne rodzeństwo.

Z bólem serce dzwonię do Alexa i informuję go o zmianie planów. Nawet nie ukrywa rozczarowania i bardzo dobrze go rozumiem. Jednak wyjaśniam mu, że mój brat wrócił i jedziemy w odwiedziny do drugiego. Niby to rozumie, ale doskonale wiem, że jest odrobinkę zły. Będę musiała mu to jakoś wynagrodzić i wpadam na pomysł kina. To nie to samo, co kolacja, ale dobre i to. Cholera! Przypominam sobie o Justinie i dociera do mnie myśl, co teraz? Mam chłopaka, zależy mi na nim i nie jestem pewna, jak ma wyglądać moja relacja z bratem. Nie powinniśmy wracać do tego, co sam przerwał. Skoro wyszłam na prostą, czy jest sens pchać się w to ponownie? Owszem, kocham go, ale to niczego nie zmienia. Muszę skupić się na Alexie i wybić sobie z głowy Justina. Z tego nie wyniknie nic dobrego i ponownie będę cierpieć. Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto?

W domu Matt'a jesteśmy kilka minut po dziewiętnastej. Otwiera nam Rosalie, całuje w policzki i uśmiecha się na widok Justina. Zaprasza nas do środka, docieramy do salonu, w którym zastajemy tatę. Miał mnóstwo pracy i przyjechał od razu tutaj. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądało ich spotkanie. Przed wyjazdem Justina sporo się kłócili.
- Synu! Wróciłeś! No nareszcie - ku mojemu zaskoczeniu, tata przytula do siebie Justina i po męsku klepie go po plecach - Nie ukrywam, wyglądasz jak prawdziwy mężczyzna!
- Daj spokój, tato. Nie było mnie zaledwie rok, wcale aż tak bardzo się nie zmieniłem.
- Braciszku! - Matt wchodzi do salonu i wita się z Justinem - Czy to naprawdę Ty?
- Och, goń się, Matt - uderza go w ramię, a do salonu wchodzi Rosalie razem z Gabriele. Justin uśmiecha się szeroko, bierze ją w ramiona i patrzy jak zahipnotyzowany - Jest prześliczna - mówi cicho, dotyka palcem jej noska i głaszcze po główce - I taka maleńka.
- Ma dopiero dwa miesiące - podchodzę i również na nią spoglądam - Fajna, nie?
- Fajna to za mało powiedziane, jest niesamowita - rozczula mnie widok jego z dzieckiem. I ponownie w moją głowę uderzają przykre myśli. Będąc razem nigdy nie moglibyśmy ich mieć, to byłoby coś, do czego dopuścić nie możemy. 

Wracamy do domu grubo po północy. Tata i Justin są nieźle wstawieni, mama po trzech kieliszkach wina całkiem dobrze się trzyma i jestem jeszcze ja - całkowicie trzeźwa odwożę ich tyłki do domu. Jak zwykle jestem kozłem ofiarnym! To już tradycja.
- O rany! Kręci mi się w głowie - tata chwiejnym krokiem wchodzi do domu, opada na kanapę i wzdycha  - Chyba odrobinkę przesadziłem, nieprawdaż Kochanie?
- Trzeba było to uczcić, tak? W końcu nasz syn wrócił do domu po roku nieobecności.
- Mamo - Justin burczy pod nosem, zsuwa buty i zdejmuje kurtkę - Dlaczego Oli nic nie piła? - pyta wielce zaskoczony i wszystkie spojrzenia spoczywają na mnie. Serio?!
- Ponieważ ktoś musiał dotaszczyć was do domu. Szczęśliwie padło na mnie, jak zawsze.
- Kładźcie się spać, dzieciaki. Jutro sobota, z rana jedziemy z tatą na giełdę kwiatową.
- Ja odpuszczam - wystawiam ręce przed siebie - Nie mam zamiaru pół dnia wybierać kwiaty do Twoich wazonów. Wybacz, mamuś. Tym razem musisz zdać się na gust taty.
- Świetnie, zostawiasz mnie! Szkoda, że gust taty jeśli chodzi o kwiaty jest beznadziejny.
- Poradzicie sobie - uśmiecham się szeroko, cmokam mamę, tatę i wchodzę po schodach - Dobranoc, słodkich snów! - krzyczę i uchylam drzwi do swojego pokoju. Oddycham z ulgą, że nareszcie mogę walnąć się do łóżka. Biorę piżamę, świeżą bieliznę i wchodzę do łazienki. Rozbieram się raz dwa, biorę szybki prysznic i po chwili jestem gotowa do snu. Gaszę światło, wracam do pokoju i chociaż powinnam być zaskoczona widokiem siedzącego na moim łóżku Justina, nie jestem. Jest przewidywalny - Co tutaj robisz? Pomyliłeś pokoje?
- Ależ skąd, czekam na Ciebie - uśmiecha się i doskonale znam ten uśmiech. Jest podpity - Chodź do mnie - o nie! Nie tym razem - Przez cały wieczór nie marzyłem o niczym innym, jak mocno się do Ciebie przytulić. Wyglądałaś obłędnie w tej czerwonej sukience.
- Nawet o tym nie myśl, Justin. Idź spać, jutro porozmawiamy o nas. Podjęłam decyzję.
- Jaką znowu decyzję? - marszczy brwi, podnosi się i podchodzi do mnie - O czym mówisz?
- To nie jest rozmowa na teraz. Po pierwsze, jest późno. Po drugie, jesteś pijany.
- Nigdy wcześniej Ci to nie przeszkadzało - unosi dłoń, głaszcze mnie po policzku i nie spuszcza ze mnie wzroku - Wiesz, wiele razy zastanawiałem się, dlaczego nie posunęliśmy się dalej - och! Zaciskam usta, jego ciepły oddech odbija się od mojego ucha i skutecznie mnie rozprasza - Nie masz pojęcia, jak bardzo Cię pragnąłem, Oli. Jesteś seksowna.
- Justin, stop - odpycham go od siebie, przeczesuję włosy i staram wziąć się w garść - Nie mów mi takich rzeczy, okej? Nasz "związek" - tutaj robię cudzysłów z palców - To przeszłość. Wyjechałeś, zakończyłeś to badziewnym listem i niech tak pozostanie. Wygrzebaliśmy się z tego, nie pchajmy się w to ponownie. To się nigdy nie uda.
- Chrzanisz - podnosi głos, uciszam go i zamykam drzwi. Zwariował? - Kocham Cię, do cholery, a Ty kochasz mnie. Nie dam rady żyć z dala od Ciebie, rozumiesz? Walczyłem przez rok i przegrałem, dlatego teraz stoję przed Tobą. Chcę zacząć od nowa.
- Ale ja nie chcę - mówię pewnie, a Justin rozchyla usta w szoku. Muszę to zrobić, tak będzie dla nas lepiej - Nie myśl, że skoro wróciłeś do domu wszystko będzie jak dawniej. Nie będzie, Justin. Jesteś moim bratem i na tym etapie pozostaniemy - zaciska dłonie w pięści, jest wściekły i zastanawiam się, co z tym zrobi. Jednak on nie wypowiada nawet słowa, mija mnie i wychodzi z mojego pokoju - Świetnie - kręcę głową, gaszę światło i wślizguję się do łózka. Wspólne mieszkanie będzie cholerną męką!

W sobotę budzę się kilka minut po dziewiątej. Leniwie uchylam powieki, mrugam kilka razy i ziewam. Za oknem świeci słońce, śpiewają ptaki i czuję, że to będzie dobry dzień.
Podnoszę się z łóżka, wkładam stopy w kapcie i schodzę na dół. Wszędzie jest cicho, ale rodzice już dawno są na giełdzie. Idę do kuchni, robię płatki z mlekiem i przenoszę się do salonu. Rozsiadam się na kanapie, włączam telewizor i skupiam uwagę na bajce.
- Cześć - słyszę za sobą głos Justina, podnoszę głowę i widzę jego skacowaną twarz. Dobrze Ci tak, ha! - Nie patrz tak na mnie - opada na kanapę obok, bierze butelkę wody ze stolika i pociąga spory łyk - Czuję, jakby przejechał po mnie walec, ewentualnie ciężarówka.
- Preferuję ciężarówkę, masz szansę przeżyć. Po walcu nic z Ciebie nie zostanie.
- Widzę, że masz świetne poczucie humoru z samego rana, hmm? - wzruszam ramionami, zajadam płatki i faktycznie mój humor jest dzisiaj bardzo dobry - To, co wczoraj powiedziałaś... - zaczyna i wierci we mnie dziurę wzorkiem. Okej, to by było na tyle jeśli chodzi o poczucie humoru - Nie wierzę w to, Olivia - och! Mówi do mnie pełnym imieniem tylko wtedy, kiedy naprawdę sytuacja jest poważna - Nie pozwolę Ci odejść, wiesz?
- Będziesz musiał uszanować moje zdanie, Justin. Taką właśnie podjęłam decyzję.
- Dlaczego podjęłaś taką decyzję, hmm? Wróciłem do Ciebie, daj nam szansę na nowo.
- Problem w tym, że dla nas nie ma żadnych szans. Jesteśmy rodzeństwem, nigdy nie będziemy mogli normalnie żyć, a ja nie chcę się ukrywać. Poza tym sam mnie zostawiłeś, nie zapominaj o tym. Wróciłeś i myślisz, że rzucę Ci się w ramiona i będzie tak, jak dawniej? Rozczaruję Cię. Zrozumiałam, że popełniliśmy ogromny błąd. To było złe.
- Nie zaprzeczam, bo faktycznie było. Jednak to niczego nie zmienia, ponieważ obdarzyłem Cię uczuciem, Oli. Nie potrafię bez Ciebie żyć, to silniejsze ode mnie. Zrozum mnie!
- Musisz wziąć się w garść i znaleźć w sobie siłę, żeby trzymać się ode mnie z daleka.
- Nie chcę trzymać się od Ciebie z daleka, wręcz przeciwnie, chcę Cię mieć przy sobie.
- Przykro mi - odpowiadam smutno, podnoszę się i opuszczam salon. To zbyt wiele.

Popołudniu umawiam się do kina z Alexem. Ubieram białe jeansy, czarną bluzeczkę i zarzucam na ramiona dłuższy sweterek. Mrugam do siebie w lustrze, biorę torebkę i schodzę na dół. Rodzice siedzą w salonie, oglądają film, a Justin krząta się po kuchni. Pomieszczenia są otwarte na siebie, więc doskonale go widzę. Wyjmuję szpilki z szafy i czuję na sobie jego spojrzenie. Jasna cholera, jak ja mam z nim mieszkać?!
- Gdzie się wybierasz, córeczko? - mama przekręca głowę i posyła mi uroczy uśmiech.
- Umówiłam się - poprawiam włosy w lustrze i jak na zawołanie rozlega się dzwonek do drzwi. Otwieram je, a do środka wchodzi Alex - Hej, Skarbie - całuję go w usta, wita się z moimi rodzicami i dołącza do nas Justin. Jego spojrzenie wręcz mnie morduje! - Och! Alex, to mój brat Justin. Justin, to Alex. Mój chłopak - przy ostatnim słowie usta Justina rozchylają się i stoi jak sparaliżowany. Chyba nie był na to gotowy.





**************************************
Hello :)
Nie wiem, czy ktoś w ogóle czeka na rozdziały tutaj, więc dajcie znać czy jesteście ;)
Rozdział miał być wczoraj, niestety dorwała mnie grypa żołądkowa i nie miałam siły podnieść się z łóżka. Ogólnie rozdziały będą pojawiać się co niedzielę, o ile będzie zainteresowanie opowiadaniem :)

Ściskam!
Kasia







16 komentarzy:

  1. Błagam nie kończ w takich momentach...
    Co raz bardziej mi sie to podoba! Już się uzależniłam... Świetny rozdział! 💕❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny!!! Ja już nie mogę się doczekać rozwoju akcji :D Ciekawi mnie strasznie czy ulegnie bratu czy jednak da radę i będzie z Alexem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. to dopiero drugi rozdział, a już tyle się dzieje, cudo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc myślałam że odrazu będą razem a tu dupa! Oj justin się wkurzzy.... nie mogę się doczekać następnego, kocham to 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  5. O Boziu to Justin będzie smutny :o
    💕💕 kocham

    OdpowiedzUsuń
  6. Intryguje mnie to . Nawet bardzo 💖

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieeekawe! Nie myśl ze nie czekamy bo wcale tak nie jest! Czekamy i to bardzo bardzo mocno na rozdziały 😁 Jestem ciekawa jak dalej potoczą się ich losy i jak to rozegrasz w późniejszych rozdziałach ☺ Dodawaj szybciutko bo jestem ciekawa jak dalej będą się miały sprawy na lini Oli-Justin- Alex haha

    Buziaki ☺

    OdpowiedzUsuń
  8. Justin wraca po roku i myśli, że Oli od razu wskoczy mu do łóżka? Nie ma tak łatwo kolego, szczególnie, że jesteście rodzeństwem. Czuję, że będzie ciekawie. Justin tak łatwo nie odpuści Olivii.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  9. Codziennie sprawdzałam czy nie dodałaś tutaj nowego rozdziału. Czuje, że to opowiadanie, to będzie absolutny sztosik!

    OdpowiedzUsuń
  10. "Niestety" uległam ,rozdział boski, ale teraz serio idę na spać :/ całuski♡

    OdpowiedzUsuń