04.03.2018

Rozdział 31 - Epilog


Justin POV:
Punkt siedemnasta wyłączam laptopa, chowam go do torby i macham do Sary, która ma mnóstwo papierkowej roboty. Kręci głową zrezygnowana, puszcza mi oczko i wlepia wzrok w monitor. Dzisiejszy dzień był jednym z tych, kiedy każdy czegoś potrzebował, a sprzęt psuł się średnio co pięć minut. Awaria przysporzyła sporo problemów i pochłonęła cenny czas. Ktoś wkradł się do bazy danych, zawirusował system więc czas był kluczowy. Na szczęście firma posiadał zajebistego informatyka, czyli mnie, a wszystko wróciło do normy dwie godziny później. Joshua, mój szef, nie mógł się nadziwić, że tak szybko uporałem się z problemem i wciąż mnie chwalił, aż czułem się niezręcznie. Co dziwne, zapowiedział nawet premię, czym szczerze mnie zaskoczył. Zarabiałem bardzo dobrze i nie miałem powodu do narzekania. Zahaczyłem się w jednej z firm, która w San Francisco była w pierwszej piątce. Pracowałem tutaj od przeszło ośmiu miesięcy, zdobyłem zaufanie i szybko awansowałem na głównego informatyka. Kochałem swoją pracę, to, co robiłem. Spełniałem się w tym zawodzie, miałem świetnych kolegów, koleżanki, a zadomowienie się w nowym miejscu było łatwiejsze, niż się tego spodziewałem.

Zamieszkaliśmy w San Francisco rok temu. Decyzję o wyprowadzce podjęliśmy szybko, aby zacząć wszystko od nowa. Rodzice byli niepocieszeni, próbowali nas zatrzymać i wciąż powtarzali, że nasz związek to zły pomysł. Nie chciałem ich słuchać, miałem tego tematu po dziurki w nosie, więc spakowaliśmy się i po prostu wyjechaliśmy. Oboje tego chcieliśmy, byliśmy dorośli i to do nas należało ostatnie słowo. I tak nie mieliśmy innego wyjścia, a pozostanie w rodzinnym miasteczku nie wchodziło w grę. Tam nigdy nie moglibyśmy być razem, a gdyby tylko nasza tajemnica wyszła na jaw, plotki chyba nigdy by nie ucichły. Nie chcieliśmy, aby rodzice mieli przez nas problemy. Ich firma świetnie prosperowała, rozwijała się, zdobywała klientów i pięła się w górę. Nasz związek na pewno szybko by to zmienił. I chociaż próbowali nas przekonać do pozostania w domu, nie ugięliśmy się. Pewnego wieczora usiedliśmy wszyscy w ogrodzie, łącznie z Adamem, którego zaprosiła Oliwia, i oświadczyliśmy im, że przenosimy się do San Francisco. Na Adamie nie zrobiło to żadnego wrażenia, sam nam to doradzał, jednak rodzice byli wkurzeni. Właściwie nie dziwiłem im się, ponieważ sam pewnie byłbym zły, gdyby moje dzieci wyruszały w nieznane miejsce, całkowicie zdane na siebie. Miałem dwadzieścia cztery lata, byłem dorosły i, jak się okazało, świetnie zaopiekowałem się swoją dziewczyną. Kontynuowała naukę i pracowała w kawiarence obok naszego domu. Czuła się świetnie w San Francisco, rozkwitła, uśmiechała się i była szczęśliwa. To tylko to było dla mnie najważniejsze.

Wkładam zakupy do bagażnika i ruszam po Olivię na uczelnię. Dzisiaj kończy o osiemnastej piętnaście, więc mam siedem minut, aby dotrzeć na miejsce. Jak dobrze, że kupiliśmy dom w otoczeniu małych sklepików, parku, kina, wodnego parku. Podobało nam się tutaj, zwarliśmy nowe znajomości i czuliśmy się tak, jakby to było nasze miejsce na ziemi.
Kiedy tylko parkuję niedaleko wejścia, z budynku wychodzi roześmiana Oli. Rozmawia z Summer, koleżanką z grupy i gestykuluje dłonią. Podziwiam tę piękną, uroczą dziewczynę, a głupi uśmiech sam pojawia się na moich ustach. Wypiękniała od czasu kłótni z rodzicami i na pierwszy rzut oka widać, że zmiana dobrze jej zrobiła. Nikt na nią nie krzyczał, nie obwiniał, nie obarczył winą za to, co się między nami narodziło. Obiecałem sobie, że nikt jej nigdy nie skrzywdzi. Wycierpiała się wystarczająco dużo, przyszedł czas na szczęście i spokój, którym cieszyliśmy się po przeprowadzce. Mieliśmy kontakt z rodzicami, ale to nie tak, że dzwoniliśmy do siebie codziennie. Robiliśmy to tylko w weekend, a oni to rozumieli. Wiele zmieniło się również u nich. Mama, ku mojemu jak i Olivii zaskoczeniu, związała się z Adamem, rozwiodła z ojcem i przeprowadziła do Nowego Jorku. Jakby tego było mało, ojciec od siedmiu miesięcy zdradzał matkę, miał kochankę, a przed naszym wyjazdem wreszcie się do tego przyznał. Wszystko roztrzaskało się jak domek z kart, a nasza rodzina całkowicie się posypała. Każdy poszedł w swoją stronę, odnalazł to, czego potrzebował, co dawało mu szczęście, ale teraz myślę, że widocznie tak musiało być. Życie zaskakuje, wywraca wszystko do góry nogami, jednak pewne rzeczy nie dzieją bez przyczyny, mają sens, który rozumiemy dopiero po czasie. Kiedy żal i cierpienie powoli mijają.
- Hej - moje rozmyślenia przerywa wsiadająca do samochodu Olivia. Posyła mi lekki uśmiech, pochyla się i łączy nasze usta w czułym pocałunku - Mmm, tęskniłam.
- Ja też - ujmuję jej twarz w dłonie i pogłębiam pocałunek, delektując się jej smakiem.

O dwudziestej szykujemy się do wyjścia. Olivia wystroiła się dla mnie, wygląda niesamowicie, aż cieknie mi ślinka. Niecierpliwi się, ponieważ nie ma pojęcia dokąd jedziemy, a to dla niej niespodzianka. Nie ma pojęcia, co dla niej zorganizowałem, ale przez swoją roztrzepaną stronę chyba zapomniała, jaka jest dzisiaj data. A piąty października to data wyjątkowa. Właśnie w tym dniu moja piękna dziewczyna przyszła na świat. Miałem cztery lata, kiedy pojawiła się w naszym domu. Nigdy nie zapomnę jej blond włosków, uroczego noska i tych niebieskich oczu, które wpatrywały się we mnie z ciekawością. Była ślicznym bobasem, a ja jak dumny brat opiekowałem się nią i czuwałem, aby nie działa jej się żadna krzywda. Chroniłem przed chłopakami, dmuchałem w kolano, kiedy spadła z roweru i czesałem jej długie włosy. Nasza relacja od dzieciństwa była niesamowita i silna. Może to sprawiło, iż po prostu się w sobie zakochaliśmy? 

Parkuję pod klubem o nazwie "Star", pomagam Olivii wysiąść z samochodu i prowadzę ją do środka. Rozgląda się na wszystkie strony, uśmiecha szeroko i zerka na mnie podejrzanie. Muzyka dudni na cały klub, jednak kiedy docieramy do loży, którą zarezerwowałem dużo wcześniej, robi się nieco ciszej. Oli marszczy brwi, kiedy widzi zastawione stoły.
- Och, co to jest? Powiesz mi wreszcie, o co tutaj chodzi? Nic z tego nie rozumiem, Justin. 

- Jesteś taką gapą, wiesz? - przytulam ją do siebie, całuję w czoło i odsuwam kosmyk włosów, który opadł jej na czoło - Wiesz, jaka dzisiaj jest data? Spojrzałaś do kalendarza?
- Data? - zaciska usta, skupia się i nagle rozszerza oczy - O mój Boże! Dzisiaj jest piąty!
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!! - Olivia wzdryga się w moich ramionach, kiedy nagle znikąd wyskakują wszyscy nasi znajomi, ponad dwadzieścia osób. Moi znajomi z pracy, koleżanki i koledzy Oli z uczelni oraz z kawiarni. Naprawdę świetni, symaptyczni ludzie.

- O-rany, dziękuję - zasłania usta dłonią, a w jej oczach dostrzegam łzy. Wszyscy przytulają ją do siebie, całują, wręczają prezenty. Jej uśmiech jest ogromny, a ja nie mogę się napatrzeć, jak piękna jest i niesamowita. Tyle trudności, tyle bolesnych słów, tyle lat w ukryciu, a teraz? Wreszcie możemy być razem, trzymać się za ręce, spacerować, chodzić na prawdziwe randki. Życie jest piękne! - Ależ zrobiłeś mi niespodziankę - owija ramiona wokół mojego pasa, patrzy na mnie tym spojrzeniem, które doskonale znam, a moje serce zaciska pięść ogromnej miłości - Mam najlepszego chłopaka pod słońcem, dziękuję.
- Nie ma za co, aniołku. Dla Ciebie wszystko, wiesz o tym - puszczam jej oczko, muskam usta i szepczę do ucha wszystkiego najlepszego. Chichocze beztrosko, wszyscy rozsiadają się wygodnie i nalewają do kieliszków szampana - Czas wypić za zdrowie solenizantki.
- To świetny pomysł, Justin! - Summer, jej przyjaciółka, podaje jej kieliszek i stuka w niego swoim - Za wspaniałą, wyjątkową, uroczą, zajebistą przyjaciółkę! Sto lat, kochana.
- Sto lat, skarbie - upijam łyk pysznego szampana, odkładam kieliszek i zbieram się na odwagę - Mam coś dla Ciebie - Oli oblizuje usta, odwraca się w moją stronę i patrzy mi w oczy. Wyjmuję z marynarki czerwone pudełeczko, otwieram, a towarzystwo zamiera. Jaka szkoda, że to nie to, co właśnie sobie myślą. Ślub w naszym przypadku nie jest możliwy, ale dlaczego Olivia miałaby nie nosić na palcu pierścionka, który będzie oznaczał moją miłość do niej? - Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Wszystko inne nie ma znaczenia, liczysz się Ty i Twoje szczęście. Pragnę spędzić z Tobą całe życie, aniołku - jej oddech przyśpiesza, patrzy na mnie zszokowana i mam wrażenie, że zaraz zemdleje - Przyjmiesz ten pierścionek, jako znak mojej miłości? - przytakuje głową, wyjmuję go z pudełeczka i wsuwam na jej palec, po czym składam pocałunek na wierzchu jej dłoni.
- Tak bardzo Cię kocham, Justin - zarzuca dłonie na moją szyję, przytula mocno i cała drży. Rozlegają się gromkie brawa, dziewczyny piszczą, a chłopcy gwiżdżą niczym banda nastolatków. Uśmiecham się pod nosem i przewracam oczami - Czy to zaręczyny?
- Tak, to zaręczyny. Może i mamy marne szanse na ślub, ale to nie przekreśli naszego szczęścia - szepczę cicho, odchylam głowę i całuję ją w czoło - Zawsze będę przy Tobie, Oli - zamyka oczy, kolejne łzy spływają po jej policzkach, jednak wiem, że to łzy szczęścia.

Nasza miłość przyszła nagle, niespodziewanie, całkowicie zwalając nas z nóg. Byliśmy potwornie bezradni i zrozpaczeni, tak nieprzygotowani do tego, co nam się przytrafiło, że aż strach pomyśleć. A jednak nam się udało. Zwalczyliśmy o siebie...



Goń
Odnajdź i chroń
Co w życiu najpiękniejsze
Najcenniejsze




K  O  N  I  E  C 







***********************************************
Hello :)

Tak więc! Mamy koniec.
Niedawno pisałam, że mam napisane jedynie kilka rozdziałów w przód i nie byłam pewna, jak potoczą się losy tego opowiadania. Zapasowe rozdziały się skończyły, moja wena poszła sobie w siną dal i ma mnie w nosie. Tak więc postanowiłam zakończyć i nie ciągnąc tego na siłę, bo to kompletnie bez sensu. Cóż mogłabym jeszcze opisać? Ich sielankę? Nah, to nudne! Dlatego historia Olivii i Justina dobiegła końca :)
Mam nadzieję, że takie zakończenie przypadło was do gustu.

Oczywiście dziękuję tym, którzy byli ze mną, udzielali się, pokazywali, że to, co robię ma sens. Było mnóstwo chwil zwątpienia, chyba nadal je mam, ale staram się iść dalej i walczę dzielnie. Zobaczymy, ile to jeszcze pociągnę :)
Jeszcze raz; DZIĘKUJĘ!

Zostajemy z Different Story oraz Show Me The Way

Ściskam!
Kasia